Orkan z przytupem rozpoczął sezon. Świt rozbity 6:0
Nie tak miała wyglądać inauguracja nowego sezonu przy Warszawskiej. Orkan Sochaczew pierwszy mecz ligowych rozgrywek chciał zamienić w prawdziwe piłkarskie święto. Spotkanie pierwotnie zaplanowano na godzinę 16.00, a wokół niego przygotowano również specjalną strefę przedmeczową dla kibiców – miał być grill, atrakcje dla dzieci i wszystko to, co powinno towarzyszyć rozpoczęciu nowego rozdziału w historii klubu. W piątek Świt Staroźreby zwrócił się jednak z prośbą o zmianę godziny spotkania na 11.00, tłumacząc ją problemami logistycznymi. Orkan zgodził się na tę zmianę, bo chciał, by pierwsze ligowe punkty zostały wywalczone na boisku, a nie przy zielonym stoliku. Ostatecznie plany organizatorów pokrzyżowała także pogoda – od rana nad Sochaczewem padał nieprzerwanie deszcz, który utrzymał się mniej więcej do południa.
Jeśli jednak aura odebrała kibicom możliwość uczestniczenia w zaplanowanej przedmeczowej oprawie, piłkarze Orkana szybko wynagrodzili im tę niedogodność. Na boisku gospodarze zaprezentowali się znakomicie. Zagrali dojrzale, mądrze taktycznie i z dużą swobodą w ofensywie, od pierwszych minut pokazując, kto będzie dyktował warunki. Świt praktycznie nie miał możliwości spokojnego rozegrania piłki. Goście zostali zepchnięci głęboko na własną połowę i przez zdecydowaną większość spotkania rozpaczliwie próbowali odpierać kolejne ataki gospodarzy.
Pierwszy radość na trybunach nastąpiła już w 7. minucie, kiedy Kuba Woźnicki otworzył wynik spotkania. Orkan nie zamierzał jednak na tym poprzestać. W 27. minucie prowadzenie podwyższył Szymon Jezierski, a zaledwie cztery minuty później było już 3:0 – tym razem na listę strzelców wpisał się Maksym Shcherbak. Sochaczewianie całkowicie kontrolowali wydarzenia na boisku i ani przez moment nie sprawiali wrażenia zespołu, który zamierza zwolnić tempo.
W 38. minucie czwarte trafienie dołożył Mykola Yaremko, a trzy minuty później po raz drugi tego dnia bramkarza Świtu pokonał Jezierski. Do przerwy Orkan prowadził więc 5:0 i właściwie już po pierwszych 45 minutach było jasne, że kwestia zwycięstwa została rozstrzygnięta. Pozostawało jedynie pytanie, jak wysokie ono będzie.
Po zmianie stron obraz spotkania niewiele się zmienił. Orkan w dalszym ciągu przeważał, swobodnie operował piłką i regularnie przedostawał się w okolice pola karnego rywala. Szósta bramka padła w 52. minucie, a jej autorem był Antek Łukawski. Paradoksalnie właśnie wtedy rozpoczęła się największa walka gospodarzy – nie o zwycięstwo, ale o kolejne gole.
Orkan miał bowiem w drugiej połowie wiele znakomitych okazji do podwyższenia prowadzenia. Gospodarze stworzyli sobie sytuacje, które przy odrobinie większej skuteczności mogły zakończyć się kolejnymi trafieniami, a nawet nie wykorzystali rzutu karnego. Ostatecznie wynik zatrzymał się na 6:0. W kontekście przebiegu całego spotkania można jednak śmiało powiedzieć, że dla Świtu był to najniższy wymiar kary.
Przewaga Orkana była ogromna nie tylko w liczbie zdobytych bramek, ale przede wszystkim w sposobie gry. Goście przez większość meczu niemal nie opuszczali własnej połowy, a ich nieliczne próby przedostania się pod bramkę Ksawerego Ciury nie przyniosły większego zagrożenia. Świt miał zaledwie kilka momentów, w których mógł myśleć o stworzeniu sytuacji bramkowej. Po drugiej stronie gospodarze byli konsekwentni, dobrze zorganizowani w defensywie i bardzo groźni przy każdym wejściu w tercję ofensywną.
Na szczególne wyróżnienie zasługuje wspomniany już Szymon Jezierski. Młody napastnik dwukrotnie wpisał się na listę strzelców i bardzo dobrze rozpoczął sezon, pokazując, że może być ważnym elementem zespołu Macieja Przybylskiego. Obok niego bramki zdobywali Woźnicki, Shcherbak, Yaremko i Łukawski, co również dobrze pokazuje największą siłę sobotniego Orkana – zwycięstwo nie było efektem jednego zawodnika, ale dobrej pracy całego zespołu.
Trener Maciej Przybylski mógł również spokojnie rotować składem, korzystając z szerokiej kadry. W trakcie spotkania na boisku pojawili się Stypuła, Stańczak, Łukawski, Pietrasik, Leszczyński, Cieślak i Paciorkowski. To ważne z punktu widzenia długiego sezonu, w którym niezbędna będzie nie tylko mocna jedenastka, ale również odpowiednia jakość na ławce rezerwowych.
Orkan rozpoczął więc pierwszy pełny sezon pod nowym zarządem najlepiej, jak tylko można było sobie wyobrazić – od efektownego zwycięstwa i sześciu zdobytych bramek. Co ważne, nie był to mecz, w którym wynik został wyszarpany dzięki pojedynczym zrywom. Sochaczewianie przez 90 minut dominowali, realizowali swój plan i pokazali futbol jednocześnie skuteczny, poukładany i efektowny. A że mogli wygrać jeszcze wyżej? To już dla trenera i zawodników raczej powód do zadowolenia niż problem.
Deszczowa inauguracja nie pozwoliła Orkanowi urządzić zaplanowanego wcześniej piłkarskiego święta na trybunach. Święto odbyło się jednak na murawie. I było naprawdę okazałe.
Orkan Sochaczew – Świt Staroźreby 6:0 (5:0)
Bramki: 1:0 Woźnicki (7'), 2:0 Jezierski (27'), 3:0 Shcherbak (31'), 4:0 Yaremko (38'), 5:0 Jezierski (41'), 6:0 Łukawski (52').
Orkan: Ciura – Wojciechowski (Stypuła), Florczak (Stańczak), Wojda, Kowalik (Łukawski), Yaremko, Woźnicki (Pietrasik), Sabalski (Leszczyński), Shcherbak, Rybak (Cieślak), Jezierski (Paciorkowski).


- to dla Ciebie staramy się być najlepsi, a Twoje zdanie bardzo nam w tym pomoże!