Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies klikając przycisk Ustawienia. Aby dowiedzieć się więcej zachęcamy do zapoznania się z Polityką Cookies oraz Polityką Prywatności.
Ustawienia

Szanujemy Twoją prywatność. Możesz zmienić ustawienia cookies lub zaakceptować je wszystkie. W dowolnym momencie możesz dokonać zmiany swoich ustawień.

Niezbędne pliki cookies służą do prawidłowego funkcjonowania strony internetowej i umożliwiają Ci komfortowe korzystanie z oferowanych przez nas usług.

Pliki cookies odpowiadają na podejmowane przez Ciebie działania w celu m.in. dostosowania Twoich ustawień preferencji prywatności, logowania czy wypełniania formularzy. Dzięki plikom cookies strona, z której korzystasz, może działać bez zakłóceń.

 

Zapoznaj się z POLITYKĄ PRYWATNOŚCI I PLIKÓW COOKIES.

Więcej

Tego typu pliki cookies umożliwiają stronie internetowej zapamiętanie wprowadzonych przez Ciebie ustawień oraz personalizację określonych funkcjonalności czy prezentowanych treści.

Dzięki tym plikom cookies możemy zapewnić Ci większy komfort korzystania z funkcjonalności naszej strony poprzez dopasowanie jej do Twoich indywidualnych preferencji. Wyrażenie zgody na funkcjonalne i personalizacyjne pliki cookies gwarantuje dostępność większej ilości funkcji na stronie.

Więcej

Analityczne pliki cookies pomagają nam rozwijać się i dostosowywać do Twoich potrzeb.

Cookies analityczne pozwalają na uzyskanie informacji w zakresie wykorzystywania witryny internetowej, miejsca oraz częstotliwości, z jaką odwiedzane są nasze serwisy www. Dane pozwalają nam na ocenę naszych serwisów internetowych pod względem ich popularności wśród użytkowników. Zgromadzone informacje są przetwarzane w formie zanonimizowanej. Wyrażenie zgody na analityczne pliki cookies gwarantuje dostępność wszystkich funkcjonalności.

Więcej

Dzięki reklamowym plikom cookies prezentujemy Ci najciekawsze informacje i aktualności na stronach naszych partnerów.

Promocyjne pliki cookies służą do prezentowania Ci naszych komunikatów na podstawie analizy Twoich upodobań oraz Twoich zwyczajów dotyczących przeglądanej witryny internetowej. Treści promocyjne mogą pojawić się na stronach podmiotów trzecich lub firm będących naszymi partnerami oraz innych dostawców usług. Firmy te działają w charakterze pośredników prezentujących nasze treści w postaci wiadomości, ofert, komunikatów mediów społecznościowych.

Więcej

Filemon i Bonifacy urodzili się w Sochaczewie

Ocena 0/5

Któż nie pamięta uroczego, niesfornego białego kotka z plamką za uszkiem i leniwego, doświadczonego czarnego jak smoła kota, który objaśnia ciekawskiemu maluchowi świat? A ilu z naszych czytelników wie, że przygody dziecięcych bohaterów rodziły się w głowie Marka Nejmana podczas spacerów po parku Garbolewskiego, a na papier przelewane były w mieszkaniu przy ul. 1 Maja? By ta wiedza stała się powszechna, na placu Kościuszki odsłonięty zostanie pomnik Bonifacego. Figura z brązu ma przypominać każdemu, że legendarne postaci z kultowej serii o Filemonie i Bonifacym przyszły na świat właśnie tutaj. 

Marek Nejman nie udziela wywiadów, bo, jak mówi, bohaterami są wymyślone przez niego  i Sławomira Grabowskiego postaci – Filemon, Bonifacy, wróbel Ćwirek – które stały się jednym z kanonów współczesnej polskiej baśni. Dla nas robi jednak wyjątek uznając, że przy takiej okazji jak odsłonięcie pomnika, warto też odsłonić kilka informacji o sobie. 

Jak pan zadebiutował?
Na IV Festiwalu Kultury Studenckiej w Krakowie, w maju 1969 roku, występując obok takich moich rówieśników jak Marek Grechuta i Maryla Rodowicz. Nazwiska fantastyczne, a obok nich ja, chłopak z Radomska. Różnica była taka, że oni dostali po jednej nagrodzie, a ja trzy (śmiech). Wróciłem do domu ze statuetką, którą mam do dziś. Opatrzona jest napisem „Wielka Nagroda w konkursie na scenariusz – nowelę filmową”. 

Jak po studiach w Łodzi i Warszawie trafił pan do Sochaczewa?
Przyjechałem za żoną lekarką, która dostała pracę w Chodakowie wraz ze służbowym mieszkaniem. Joanna zawsze była lekarzem z powołania. Nadal praktykuje, choć oczywiście nie tak intensywnie, jak przed laty, gdy np. pracowała w tzw. Kasztankach.

Jak się poznaliście?
Podczas studiów dziennikarskich w Warszawie skierowano mnie na praktyki do radia w Gdańsku. Tam poznałem przyszłą żonę i szybko to poszło. To były zgrzebne czasy, a dostać wtedy mieszkanie, to był cud. Krótko mieszkaliśmy w Warszawie i z niej przeprowadziliśmy się do Sochaczewa. To był świetny traf, bo wielkie miasta nie są dla mnie. 

Dlaczego?
Aglomeracje gubią i przerastają. Mniejsze miejscowości to mój żywioł i moja miłość. Łatwo je ogarnąć i sercem, i wzrokiem. Ja, chłopak z Radomska, ale tak naprawdę mieszkający w podmiejskiej enklawie, nagle trafiłem do Łodzi, gdzie nie umiałem się odnaleźć, miałem kompleksy, wszyscy wydawali mi się mądrzejsi, obyci, choć to nie była prawda. Współpraca ze Studiem Filmów Rysunkowych w Bielsku Białej, pierwsze sukcesy Filemona i Bonifacego - dodawały mi sił, leczyły kompleksy. Potem role trochę się odwróciły i ja byłem ten mądrzejszy (śmiech). A Sochaczew był podobny do Radomska, otoczenie zielone, do tego miał znakomite położenie. Mogłem się wałęsać po niedużym mieście, siadałem np. na ławeczce w parku Garbolewskiego i w spokoju pisałem. Lubiłem to, bo tak żyłem w dzieciństwie. Jednocześnie miałem bardzo dobry dojazd i do Łodzi, i do Warszawy. Pokochałem Sochaczew. Sochaczew jest wspaniały. Z życia tutaj wyniosłem bardzo, bardzo wiele. 

Co panu dał Sochaczew?
Prawie wszystko – dach nad głową, pracę w Chodakowie dla żony lekarki, miejsca w przedszkolach i szkołach dla dzieci. Tu poznałem wspaniałe rodziny – Jadwigę i Łukasza Sieczkowskich oraz Irminę i Tadeusza Wawrzyńczaków. Do dziś utrzymujemy towarzyskie kontakty, które bardzo cenię. Bo prawda o miastach jest taka: o ich urodzie decydują nie mury i zabytki, lecz mieszkańcy. A ja takich mądrych i wartościowych ludzi poznałem właśnie tutaj. Mam na myśli np. dr Wandę Jankowską-Wydrych i jej męża Krzysztofa, Bożenę i Artura Papierowskich, Anitę i pochodzącego z Budapesztu Karola Hoffmeistrów, Teresę i Jerzego Kaczmarków, którzy niestety już są nieobecni. Prawie wszyscy byliśmy z różnych miast, środowisk i profesji, choć lekarska przeważała. A jednak stworzyliśmy grupę, która spotyka się do dziś. Spędzaliśmy razem imieniny, wesela i pierwsze zabawy sylwestrowe w Chodakowie. To ludzie, których bardzo cenię i wiele im zawdzięczam. Jak widać Sochaczew łączy i wiele, wiele dobrego daje. Chcę się przed tymi pięknymi ludźmi z wdzięcznością pochylić.

Jest pan znany z twórczości dla dzieci, ale pierwsze duże sukcesy wiążą się z poważnymi tematami. Za siedmiominutowy film „Bruk” z 1971 roku, poświęcony degradacji środowiska, posypały się międzynarodowe nagrody.
A ja wybrałem bajkę, bo jest ponadczasowa i uniwersalna. Chętnie umyka przed cenzurą, co w tamtych czasach miało ogromne znaczenie. Dla mnie bajka i jej zawsze ciepła, pełna sprawiedliwości oraz dobroci atmosfera, była ucieczką. Przed trudną codziennością, problemami i kłopotami. W bajce wszystko zawsze toczy się w dobrą stronę. Z natury jestem idealistą i to mi odpowiadało.

Jest rok 1972. Na świat przychodzą dwa ukochane przez dzieci koty. Jakie były początki?
Poród był fatalny. Wróżono nam klęskę. W tym czasie działały cztery wytwórnie filmowe na czele ze Studiem Filmów Rysunkowych w Bielsku-Białej, które „wypluwały” seriale i dziecięcych ulubieńców. Konkurencja była ogromna. Filemon i Bonifacy przebili się, bo byli inni. Bajka trafiała do najmłodszych, u których dopiero rozwijała się percepcja. I Filemon z Bonifacym z tymi maluchami dorastały. No i wszystko było bardzo, bardzo nasze, polskie, rodzinne, z babcią, dziadkiem, tradycjami, które kochamy. Mali i więksi widzowie pokochali Filemona, bo jego świat jest prosty, dobry i sprawiedliwy. Dobro i zło są jasno określone, a przyjaźń autentyczna. Dzięki temu, jak na tratwie, Filemon przeszedł transformację, a dziś cieszy się, że ponad 50 proc. Polaków ma w domu kota, tego miauczącego! 

Kto miał większy wpływ na charaktery Filemona i Bonifacego, pan, czy Sławomir Grabowski?
Pół na pół. Wspólnie nakreśliliśmy bazę, a ja potem klimat bajek czerpałem z życia. To był mój dom, moje otoczenie. Wieś, w której mieszkałem, nazywała się Folwarki, a do miasta jechało się drogą nazywaną przez mieszkańców starą drogą. Jak ktoś źle stanął, to buta z błota nie wyciągnął. Naszych bohaterów ukształtowaliśmy wspólnie z Sławkiem. Byliśmy z podobnych środowisk, on z Tomaszowa Mazowieckiego, obaj z inteligenckich rodzin, ale takich, które nie mają wybujałych ambicji, stawiają na wartości, uczciwość, drugiego człowieka, cenią przeszłość, patriotyzm. Sukces artystyczny, sztuka, praca społeczna – to było najważniejsze. Sławek skończył filologię polską, więc znał bezmiar literatury. Mnie wychowano w kulcie książki i poezji braci Różewiczów, z którymi rodzice chodzili do szkoły. Najpierw kupowali książki, potem chleb. To w nas było, mieliśmy wspólny świat. Byliśmy jak przekrojone jabłko, pasowaliśmy do siebie, nie musieliśmy sobie niczego udowadniać. 

A sam proces twórczy, jak wyglądał?
Nigdy nie pracowaliśmy długo nad projektami. Jak było zapotrzebowanie, Sławek mi sygnalizował, ja spacerowałem po okolicy i wymyślałem. On to potem trochę przycinał i nadawał ostateczny kształt. 

Na tzw. zachodzie, mając na koncie takie sukcesy, byłby pan człowiekiem majętnym.
Zamożnym ogromnie, ale nie w PRL. Czasem przychodziły zaproszenia na międzynarodowe festiwale, zapewniano hotel, wystarczyło tylko załatwić wizę. I tu był problem – wiz nie dawano. A przecież byliśmy częścią wielkiej szkoły polskiej animacji, znani na całym świecie, otwierały się wszystkie drzwi. Gdy moi bohaterowie wracali z festiwali z brązem za trzecie miejsce, to był wstyd. Szkoła polskiej animacji była złota, codziennością stało się odbieranie grand prix. Przecież pierwszego Oscara dla kraju zdobył nie Wajda, a łódzki SE-MA-FOR, w którym powstał Filemon i Ćwirek, konkretnie Zbigniew Rybczyński za film „Tango”. Tak to wówczas wyglądało. Nagród zdobywaliśmy wiele, ale niestety – to mój błąd – niczego nie dokumentowałem. Dziś może miałbym w domu serię statuetek za Filemona i Ćwirka. Przychodziły zapytania, czy wyrażamy zgodę na przedruk Filemona i Bonifacego w Austrii, Szwajcarii czy Francji. I zaczynały się problemy, bo to kraje zachodu. Łatwiej było wydać Filemona po węgiersku czy czesku, w ramach naszego bloku. Nasza „sława” była lokalna. 

Polityka sprawiła, że świata pan nie zwiedził…
Geopolityka. Sławek jakimś cudem pojechał kiedyś na festiwal do dawnej Jugosławii. Była biesiada, a siedzący obok zagraniczny filmowiec zapytał, jakim jachtem Sławek pływa po Bałtyku. Takie mieli wyobrażenie. Albo inna historia opisująca tamte czasy. Na początku lat 80. dostałem w Sofii znaczącą nagrodę, zaproszono mnie po odbiór, a ja po paszport stałem trzy miesiące w upokarzających kolejkach. I powiedziałem sobie, dosyć, stać nie będę. Zauważyłem człowieka, który w tym urzędzie odpowiadał za wizy, bezczelnie wziąłem książkę, „Jasia Kowalskiego”, zaczepiłem go, powiedziałem kim jestem, a on mnie zabrał do biura, kazał wpisać dedykację i w sekundę miałem zgodę na podróż. Jak ja mogłem odbierać nagrody w tamtych czasach? Tak było, ale nie płaczę z tego powodu. Była młodość, wówczas wszyscy mieli marne pieniądze, więc nie prześcigaliśmy się w tym, kto więcej, kto lepiej. Paradoksalnie dobrze na tym wyszedłem. Te niewielkie pieniądze spływające z TVP czy wydawnictw zawsze dzieliliśmy uczciwie na pół. Jakoś się żyło, z naciskiem na jakoś. 

Dokończenie rozmowy w kolejnym wydaniu „ZS”

 

Marek Nejman
Urodził się w 1945 w Radomsku. To pisarz, reżyser, scenarzysta filmowy, dziennikarz, publicysta, satyryk, autor bajek i opowiadań. Przez wiele lat mieszkał w Sochaczewie, ale na stałe osiadł w pobliskiej Mizerce. Studiował prawo na Uniwersytecie Łódzkim i dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim. Jego teksty publikowano w „Szpilkach”, „Karuzeli”, „Kulturze”, „Tygodniku Kulturalnym”, „Zarzewiu”, a utwory dla dzieci w „Misiu”, „Świerszczyku” i „Płomyczku”. Jako felietonista i twórca tekstów satyrycznych współpracował z Polskim Radiem. Autor kilkudziesięciu scenariuszy do filmów i książek dla dzieci, m.in. „Na gapę do raju”, „Nie upoluję słonia”, „Czwórka plus z wieloryba”, „Nie zjem cię, jak opowiesz”, „Znaki i znaczki” oraz trylogii o Jasiu Kowalskim („Kowalski do tablicy”, „Kowalski na wakacjach”, „Jaś Kowalski ul. Bajkowa 2”). Najbardziej znany z twórczości dla dzieci - animowanych seriali telewizyjnych i książek pisanych w duecie ze Sławomirem Grabowskim. Autorska spółka stworzyła scenariusze, na podstawie których powstały znane filmy animowane: „Dziwny świat Kota Filemona” – 13 odcinków (1972-1974), licząca 26 odcinków kontynuacja kocich perypetii  "Przygody Kota Filemona" (1977-1981) oraz licząca 39 odcinków seria „Przygód kilka wróbla Ćwirka” (1983–1989). Jego opowiadania ukazywały się także w kultowej serii "Poczytaj mi, mamo". 

Marek Nejman: Dziś…
Dziś kot Filemon jest historią i częścią polskiej szkoły animacji, którą podziwiał cały świat. Zmęczony popularnością i sukcesami oraz wiekiem (tak, tak!) drzemie sobie na parapecie. Ale wrażliwi i dobrzy Sochaczewianie mącą tę drzemkę - albo ciepłymi wspomnieniami, albo prośbą o autograf. Oto spotkana pani Beata Muszyńska, właścicielka sklepu odzieżowego mówi, że na Filemonie wychowali się jej dwaj wspaniali synowie. Szlachetne i miłe panie z banku PKO BP, wspierają biedne i osierocone dzieci, do których, co oczywiste, trafia książkowy Filemon. Zuzia Lewandowska zostawia mi pod drzwiami piękny „koci rysunek” plus prośbę o „Przygody kota Filemona”. A Kornelia Flakowska, której mama nosi piękne imię Aurelia, rozrysowuje mi te przygody z ogromnym talentem. No i jeszcze najmłodsze pokolenie, które reprezentuje Martynka, wnuczka pani doktor Wandzi Jankowskiej. Wnuczka jest mądra i piękna, więc drapię się i zachodzę w głowę, jaką tu dedykację wymyślić. A skoro drapię się i maltretuję szare komórki to znaczy, że ze mną i kotem Filemonem jeszcze najgorzej nie jest!

Figura
Figura kota Bonifacego z bajki „Przygody kota Filemona” wykonana zostanie z brązu i  ustawiona na podstawie przez Artystyczną Odlewnię Metali ART.-ODLEW Sp. z o.o. z Opola. Koszt dzieła to 28 782 zł. 

Daniel Wachowski

powrót do kategorii
Poprzedni Następny
Spodobała Ci się informacja? Zostaw nam swoją opinię
- to dla Ciebie staramy się być najlepsi, a Twoje zdanie bardzo nam w tym pomoże!
Twoja ocena
Ocena (0/5)

Pozostałe
aktualności

Przeglądasz tę stronę w trybie offline.
Przeglądasz tę stronę w trybie online.