Logo Dwutygodnika "Ziemia Sochaczewska"

Ze Stanisławem Kwiatkowskim spacer po Sochaczewie

Ocena 0/5

Wracamy do wspomnień o dawnym Sochaczewie, a dokładnie o ul. Warszawskiej. Główną arterię miasta można przejść w kilkanaście minut, ale, aby opowiedzieć o jej powojennej historii, żyjących tu ludziach i ich losach, potrzeba dużo więcej czasu. Zwłaszcza jeśli ma się takiego rozmówcę jak Stanisław Kwiatkowski, który do dziś mieszka w jednym z domów przy ul. Warszawskiej.

Zdjęcie do Ze Stanisławem Kwiatkowskim spacer po Sochaczewie

 W poprzednim odcinku opowiedzieliśmy o części ulicy od narożnej kamienicy pana Biernackiego przy skrzyżowaniu Warszawskiej i Traugutta do kramnic. Dzisiaj dalsza część wspomnień, bo
przed nami okazała, trzypiętrowa kamienica przylegająca do kramnic i odnowiona na taki sam kolor jak one.
- Po wojnie, na piętrze tej kamienicy znajdowały się mieszkania, a na poddaszu pracownia cholewkarzy, która była częścią Spółdzielni Pracy Szewców i Cholewkarzy im. Jana Kilińskiego. Spółdzielnia miała siedzibę przy ul. Płockiej, w domu pana Kruczyka. To jest niedawno wyremontowany budynek stojący na wprost skrzyżowaniu Płockiej i Gawłowskiej, gdzie jeszcze niedawno mieściła się Żabka, w której doszło do zabójstwa, a obecnie znajduje się Carrefour Express – wyjaśnia pan Stanisław.

Hale targowe, po całkowitej modernizacji zakończonej w 2013 r., nazwane kramnicami, to prawdziwa perełka Sochaczewa. Wcześniej był to jednopiętrowy budynek, powstały w 1833 r., a w 1961 r. wpisany do rejestru zabytków. Na parterze znajdowały się sklepy, a całe piętro zajmował sąd. Były tam pomieszczenia dla adwokatów, sędziów, urzędników sądowych oraz sala rozpraw od strony ulicy 1 Maja.
- Jeśli chodzi o sklepy na parterze to ich branże często się zmieniały. Najbardziej zapamiętałem komis z używanym sprzętem, w którym tata, za dobre wyniki w nauce, kupił mi prawdziwy zegarek na rękę. Mówię prawdziwy, bo wtedy to była rzadkość, noszono przeważnie tak zwane buksiaki – wspomina ze śmiechem pan Stanisław. – Był tam również warzywniak, prowadzony przez panią Rutkowską, oraz sklep mięsno-wędliniarski, najczęściej z pustymi półkami. Kiedy dostarczano towar, kolejka zakręcała w ul. 1 Maja. Wtedy popularne było powiedzenie, że przed wojną na szyldzie znajdował się napis: „rzeźnik”, a w środku było mięso i wędliny, natomiast po wojnie odwrotnie - szyld głosił: „mięso i wędliny” a w sklepie był rzeźnik.
Taka sytuacja dotyczyła nie tylko mięsa. Braki odczuwano w wielu dziedzinach, ale artykuły spożywcze były szczególnie upragnione, a oczekiwanie w długich kolejkach stało się  naturalnym zjawiskiem. Ale wróćmy do wspomnianego sklepu mięsnego.
- Kierownikiem i sprzedawcą był w nim Stanisław Głuchowski, mistrz rzeźnicki i przyjaciel mojego ojca – kontynuuje S. Kwiatkowski. - Ja natomiast zaprzyjaźniłem się z synem pana Stanisława – Janem Głuchowskim, który później zrobił karierę naukową. Mimo że wyprowadził się z Sochaczewa, nasza znajomość trwa nieprzerwanie od 70 lat. To mój wielki przyjaciel.
Warto przypomnieć sylwetkę tego sochaczewianina, bo prof. dr hab. Jan Józef Głuchowski (rocznik 1940) to utytułowany ekonomista i prawnik, specjalizujący się w finansach międzynarodowych, prawie finansowym i prawie podatkowym. Jest absolwentem sochaczewskiego LO im. F. Chopina i Wyższej Szkoły Ekonomicznej w Sopocie. Z jego biografii dowiadujemy się, że tytuł prof. zwyczajnego nauk prawnych otrzymał w 1986 r. Był dziekanem Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, a następnie prorektorem tej uczelni. Pracował też na KUL-u, w Wyższej Szkoły Bankowej w Poznaniu, a w latach 2000–2013 pełnił funkcję rektora Wyższej Szkoły Bankowej w Toruniu. Łączą go także związki z Katedrą Prawa Międzynarodowego i Prawa Unii Europejskiej na Akademii Leona Koźmińskiego. Mieszka w Toruniu, ale pamięta o Sochaczewie. W 2016 r., wraz z żoną Anną, wydał wspomnieniową książkę „Nasze lata w liceum sochaczewskim 1953-1957”, której przedpremierowe fragmenty drukowała   „Ziemia Sochaczewska”. Jest ojcem pisarza, Piotra Głuchowskiego.
Ale wróćmy do kramnic, na róg Warszawskiej i 1 Maja, gdzie po wojnie istniała ciastkarnia pana Trawińskiego. Jak wspomina Stanisław Kwiatkowski, Józef Trawiński był mistrzem w swoim fachu. Sam wyrabiał ciastka, które nie miały sobie równych. Sprzedawała je pani Trawińska, a cukiernia była ciągle oblegana.
O tej cukierni na łamach naszej gazety opowiadała kilka lat temu Barbara Sobkowicz, wspominając swoje wizyty w cukierni z mamą. Wolno jej było wtedy zjeść dwie wyśmienite babeczki, a raz nawet uciekła swojej opiekunce, która chciała ją namówić na spacer inną trasą. Taką moc przyciągania miały wyroby mistrza Trawińskiego.
- Po jego śmierci w tym miejscu powstała kawiarenka tłumnie oblegana przez sochaczewską młodzież, która nie miała w tamtych czasach zbyt wielu miejsc do spotkań towarzyskich. W późniejszych latach rolę tę przejęła kawiarnia Malinka przy ul. Wąskiej. 

W następnym odcinku zabierzemy Czytelników na spacer północną stroną Warszawskiej.

Jolanta Śmielak-Sosnowska

I na koniec ważna uwaga. W poprzednim odcinku napisałam, cytując wypowiedź Stanisława Kwiatkowskiego, że za kamienicą pana Gołębiowskiego "...stoi wąski budynek pana Orlińskiego". Po ukazaniu się artykułu do redakcji zadzwoniła pani Rolińska, właścicielka tego domu, której nazwisko niechcący przekręciliśmy. Bardzo dziękujemy za telefon i słuszną uwagę. Cieszymy się, że mieszkańcy śledzą nasze publikacje i reagują na nie. Zachęcamy do lektury kolejnych tekstów o powojennym Sochaczewie.

powrót do kategorii
Poprzedni Następny
Spodobała Ci się informacja? Zostaw nam swoją opinię
- to dla Ciebie staramy się być najlepsi, a Twoje zdanie bardzo nam w tym pomoże!
Twoja ocena
Ocena (0/5)

Pozostałe
aktualności