Niebezpieczne rzeki i jeziora
Wbrew pozorom to nie morze pochłania najwięcej ofiar, a rzeki i jeziora. Policyjne statystyki co roku przynoszą tragiczne dane o utonięciach. W niedzielę 13 sierpnia w Kamionie Małym topił się w Bzurze mężczyzna, którego, dzięki szybkiej pomocy służb, udało się uratować. Nie wszyscy mają tyle szczęścia.
Zdarzenie, o którym mówimy, miało miejsce w upalne popołudnie, kiedy szukamy ochłody dla rozgrzanego ciała. Najczęściej nie myślimy wtedy o zagrożeniu, o zasadach bezpiecznej kąpieli, a o przyjemności, jaką sprawia zanurzenie się w zimnej wodzie. Takie zachowania często kończą się tragicznie, zwłaszcza jeśli nie ma w pobliżu wykwalifikowanej pomocy. Tym razem niezastąpieni okazali się strażacy z Sochaczewa oraz druhowie z OSP w Kamionie i Młodzieszynie. Na miejsce przybył także śmigłowiec LPR, który przetransportował topielca do szpitala. Jego życiu nic nie zagraża.
Jak podają policyjne statystyki, od czerwca utonęło już 160 osób. Najwięcej, bo 72 ofiary, przyniósł lipiec. Najgorsze były weekendy 7-9 lipca z 13 utonięciami oraz 14-16 lipca, kiedy w wodzie życie straciło 15 osób. Z kolei w świąteczny wtorek 15 sierpnia utopiło się siedem osób. Ostateczny bilans tego roku nie jest znany, ale wydaje się, że mimo wszystko będzie on lepszy od zeszłorocznego, kiedy utonęło ponad 400 osób. I wbrew pozorom to nie młodzi ludzie stanowią największą grupę ryzyka, a pięćdziesięciolatkowie i starsi. To połowa wszystkich tragicznych zdarzeń nad wodą. Zdecydowana większość utonięć zdarza się nie nad morzem, a w rzekach i jeziorach.
Nad morzem zdajemy sobie sprawę, że jest ono z gruntu niebezpieczne i raczej nie wypływamy poza teren kąpieliska. Ponadto naszego bezpieczeństwa pilnują ratownicy. Co innego niestrzeżone miejsca nad rzekami i jeziorami. Z brzegu nie widać, co one kryją, czy np. rzeka ma silny nurt, jak głęboko jest dno i czy są wiry. Za każdym razem wchodząc do takiej wody ryzykujemy, bo wystarczy chwila nieuwagi albo brawury, aby miły piknik w plenerze zakończył się tragedią. Kilka lat temu głośno było o śmierci ojca, który wraz z małymi dziećmi spacerował brzegiem Wisły w okolicach Wyszogrodu. W ciągu jednej chwili wszyscy znaleźli się pod wodą, a świadkiem tego była mama dzieci.
Takim zdarzeniom ma zapobiegać akcja oznaczania Czarnych Punktów Wodnych prowadzona przez samorząd województwa mazowieckiego i policję. Czarno-żółte tablice, dobrze widoczne i czytelne, ustawiane są w miejscach niestrzeżonych i na dzikich plażach, z których zwyczajowo korzystają amatorzy kąpieli. Na terenie Sochaczewa takie punkty znajdują się nad zalewem w Boryszewie, w Plecewicach, a w tym roku postawiono je w okolicach dawnego młyna Kulisiewicza - jeden obok kładki na Staszica, drugi naprzeciwko, od strony ulicy Gawłowskiej. Decyzja wydaje się słuszna, bo w pobliżu kładki często można było spotkać całe rodziny biwakujące nad rzeką.
Czarne Punkty Wodne rozmieszczono na terenie całego województwa mazowieckiego, a więc i powiatu sochaczewskiego. Jeden z nich znajduje się w Kamionie nad Bzurą, gdzie doszło do opisywanego wyżej zdarzenia. Pozostałe spotkamy nad Wisłą: w Przęsławicach (przy wale przeciwpowodziowym), w Śladowie, w Suchodole (przystań kajakowa).
W przypadku Sochaczewa alternatywą dla mieszkańców jest wakacyjne kąpielisko przy plaży miejskiej, gdzie nad bezpieczeństwem kąpiących czuwają ratownicy WOPR. Jest także basen czynny cały rok, który daje ten komfort, że można zażyć w nim kąpieli a także nauczyć się pływać. Ta umiejętność może nam uratować życie.
Jolanta Sosnowska

- to dla Ciebie staramy się być najlepsi, a Twoje zdanie bardzo nam w tym pomoże!