Logo Dwutygodnika "Ziemia Sochaczewska"

Organizator, przyjaciel, dobry człowiek

Ocena 0/5

19 lutego minął rok od śmierci Honorowego Obywatela Sochaczewa Krzysztofa Wasilewskiego. Nieoczekiwana informacja zasmuciła wielu mieszkańców miasta i okolicy – harcmistrza znał właściwie każdy. Dla jednych był przede wszystkim harcerzem, dla innych nauczycielem i wychowawcą, a dla wielu dyrygentem Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. 

Nie znam drugiej osoby, która stawiałaby harcerstwo aż tak na pierwszym planie – mówi Mieczysław Milczarek, przewodniczący Komisji Rewizyjnej sochaczewskiego hufca. - Poznaliśmy się w 1983 roku. Krzysztof był zawsze otwarty i ciepły, miał ogromną łatwość nawiązywania i potem podtrzymywania kontaktów. Nasza relacja rozwinęła się, gdy został komendantem hufca, a ja prowadziłem 42 Pożarniczą Drużynę Harcerską „Skotniccy”. Staraliśmy się o udział w Światowym Zlocie Harcerstwa Polskiego w 1995 roku i rzeczywiście jako jedyna drużyna z – wówczas – skierniewickiej chorągwi się zakwalifikowaliśmy. Aby się to udało, musieliśmy wziąć udział w licznych spotkaniach i zlotach na terenie całego kraju, zrealizować wiele zadań  - wymagało to ogromnego wysiłku i koordynacji i bez pomocy Krzysztofa by się nie udało. Często nie tylko organizował nam transport, ale i sam woził gdzie trzeba. Jeśli drużyna zdobywa rozgłos i punkty na ogólnopolskiej arenie, to trzeba w nią inwestować – mówił i zabierał się do dzieła. Nie byliśmy jedyną drużyną, którą w szczególny sposób wspierał. Pomagał nie tylko w spektakularnych działaniach, ale był obecny na co dzień – przychodził na zbiórki i uroczystości organizowane przez drużyny, interesował się ich życiem. Był blisko swoich harcerzy – wspomina Mieczysław Milczarek. 

Swoje organizacyjne talenty Krzysztof Wasilewski pokazywał także na większej niż sochaczewska arenie. – Znałem Go przez cały czas mojej pracy w Chorągwi, przez chwilę był nawet moim szefem w jednej z komisji – opowiada harcmistrz Michał Bagiński, obecny komendant chorągwi mazowieckiej ZHP. - Realizowaliśmy razem wiele działań, w tym program profilaktyczno-terapeutyczny „Pogodne lato”, w ramach którego część uczestników jeździła do bazy w Łąkie – miejsca stworzonego w dużym stopniu właśnie przez Krzysztofa. Widać tam było jego zaangażowanie i zmysł organizacyjny, który pokazywał też jako kierownik wyjazdów zagranicznych, np. do Monte Cassino i szlakiem armii Andersa. Z jego doświadczenia i pomocy korzystaliśmy w czasie ogólnopolskiej wyprawy harcerskiej pod słynny klasztor, gdzie zorganizował posiłki i nocleg dla niemal tysiąca osób. Komendant podkreśla, że sochaczewski hufiec jest jednym z nielicznych na Mazowszu, który prowadzi wymianę zagraniczną, mając na myśli długotrwałe kontakty z ukraińskim Gródkiem, zainicjowane i przez wiele lat koordynowane przez Krzysztofa Wasilewskiego. Ważna była też współpraca z samorządem, zwłaszcza miejskim. – Krzysztof kiedy tylko mógł, to pomagał – mówi Michał Bagiński. – To człowiek, z którym można było rozmawiać na każdy temat, spokojny i rzeczowy. Miał dar przygarniania i zatrzymywania instruktorów, dbał o patriotyczny wymiar harcerskiej pracy. 

Stanica w Łąkie, dziś nosząca imię Krzysztofa Wasilewskiego, to miejsce magiczne dla wielu pokoleń sochaczewian, ale nie tylko. Oleg Fiedorow, kierownik Wydziału Kultury Urzędu Miasta w Gródku w przesłanym nam wspomnieniu pisze między innymi: Starożytna mądrość mówi, że człowiek żyje tak długo, jak długo się o nim pamięta. Honorowy obywatel Sochaczewa, wieloletni komendant Hufca ZHP Krzysztof Wasilewski do dziś żyje w pamięci setek mieszkańców naszego miasta, którzy w dzieciństwie odwiedzali wspaniałe obozy harcerskie organizowane przez Związek Harcerstwa Polskiego przy wsparciu UM. Dla wielu ten kemping jest jednym z najżywszych wspomnień. Zainicjowana przez Niego akcja trwa – latem ubiegłego roku do Łąkie pojechała 40-osobowa grupa naszych dzieci, które z sentymentem wspominają tamte wspaniałe dni. Krzysztof Wasilewski zrobił także wiele dla umocnienia braterstwa między narodami polskim i ukraińskim, gdyż wspólne gry, wędrówki i przygody, jak nic innego przyczyniają się do silnej przyjaźni, której nigdy nie zerwą prowokacje Rosjan, dla których zasianie niezgody pomiędzy Polakami i Ukraińcami ma charakter strategiczny.

Dzięki Krzysztofowi Wasilewskiemu wiele polskich dzieci poprzez komunikację z ukraińskimi rówieśnikami bezpośrednio i bezpośrednio poznawało Ukraińców, ich historię i kulturę i odwrotnie – ukraińskie dzieci, które odwiedziły jego obóz, odkryły dla siebie Polskę. W końcu biwakowanie to także wycieczka do słynnych miejsc w kraju. Śmierć Krzysztofa Wasilewskiego była wielką stratą dla mieszkańców gródecczyzny, a zwłaszcza dla tych, dla których został on nauczycielem. Wszyscy będą nosić w swoich sercach jego jasny obraz.

Ważnym miejscem w życiu Krzysztofa Wasilewskiego była Osiemdziesiątka, w której pracował w latach 1971-1996 jako nauczyciel fizyki, elektrotechniki i przedmiotów zawodowych. Julia Jakubowska, dziś dyrektorka placówki, opowiada, że Krzysztof wdrażał ją do pracy, w jego towarzystwie stawiała swoje pierwsze kroki w szkole. – Już na wejściu rzucił żartem, który zapamiętałam na zawsze – rozluźnił atmosferę i pokazał swoje znakomite poczucie humoru - opowiada. W historii szkoły zapisał się nie tylko jako pedagog, ale i kierownik świetlicy i – przede wszystkim – komendant harcerskiego szczepu. - Zarażał uczniów harcerstwem, drużyny działały wówczas bardzo prężnie. Uczniowie szli za nim, za jego pasją, wielu z nich pozostało w ZHP na wiele lat – wspomina. Był lubiany przez młodzież i innych nauczycieli, pogodny, wesoły, dowcipny, przyjacielski, zawsze żartował. Przyciągał ludzi do siebie, nigdy nie krzyczał, nie obrażał. Po odejściu do Powiatowego Urzędu Pracy nadal utrzymywał kontakty ze szkołą, uczestniczył w spotkaniach i jubileuszach. Był nam bardzo bliski – podkreśla dyrektorka Osiemdziesiątki.

W pamięci wielu z nas Krzysztof pozostanie dyrygentem sochaczewskiej Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Zaangażowany we współpracę od początku tej działalności Sławomir Kawczyński określa Go jako człowieka, który, gdy się czegoś podejmował, zawsze doprowadzał sprawę do końca. – Orkiestra była Jego oczkiem w głowie – wspomina. – Wypracował jej zasady organizacyjne, czuwał nad całością, ale i nad szczegółami, zawsze o wszystkim pamiętał. Nie wiem, gdzie On to zapisywał, musiał mieć jakąś szczególną zakładkę w mózgu, bo karteczek ze sobą nie nosił – opowiada S. Kawczyński. – Kiedy pojawiały się jakieś trudności, natychmiast brał się do roboty, aby je rozwiązać. W sprawach organizacyjnych był perfekcyjny, zaangażowany na sto procent. Jak coś robisz, to rób to dobrze albo wcale – mówił. Nie powiem o Nim złego słowa – podkreśla nasz rozmówca. Krzysztof był szefem sochaczewskiego sztabu WOŚP przez 30 lat, a pałeczkę przejął po Nim syn Maciej. 

Każdy, kto znał Krzysztofa, ma o Nim własną opowieść. Ale słowa organizator, przyjaciel, życzliwy i pomocny człowiek powtarzają się we wszystkich historiach. Druhu Komendancie, brakuje nam Ciebie…

Izabela Goryniak

powrót do kategorii
Poprzedni Następny
Spodobała Ci się informacja? Zostaw nam swoją opinię
- to dla Ciebie staramy się być najlepsi, a Twoje zdanie bardzo nam w tym pomoże!
Twoja ocena
Ocena (0/5)

Pozostałe
aktualności