przejdź do Sochaczew.pl
216106 odwiedzin

Jestem Polką

A A A

Na początku listopada miną dwa lata odkąd Oksana Chaliłowa, z domu Wasilewska, mieszka w Sochaczewie. Przyjechała do Polski z Kazachstanu, gdzie w latach 30. XX w. wywieziono jej przodków. Do naszego miasta, na zaproszenie burmistrza, sprowadziła się z całą rodziną.

Oksana opowiada historię, jak w czwartej klasie podstawówki, na pytanie o narodowość, napisała, że jest Polką. Potem przyszła do domu i pytała mamę, czy dobrze zrobiła, że tak napisała. Czy nie będzie miała nieprzyjemności z tego powodu.

- Od dzieciństwa marzyłam, żeby przeprowadzić się do swojego kraju - opowiada. Rodzina ojca została wysiedlona do Kazachstanu w 1936 r. Rodzina mamy chyba w 1934. Mówię chyba, bo moja prababcia nie przeżyła transportu. Zmarła po drodze. Babcia była wtedy dzieckiem i dotarła do Kazachstanu jako sierota. Nie potrafiła nawet podać swojego nazwiska. Rodzina ojca pochodziła z obwodu winnicko-chmielnickiego. Wtedy to była Polska. Tam ludzie zasypiali w ojczyźnie, a budzili się za granicą. Nie ruszając się z domu. 

Oksana urodziła się w miejscowości Szortandy, 4 tys. km od Polski. Tam mieszkali do wyprowadzki, o której Oksana myślała przez lata. Kiedy wreszcie udało jej się przekonać męża, rozpoczęła procedurę repatriacyjną. Uczyła się także polskiego, bo przez lata język ojczysty został w rodzinie zapomniany. Miała książkę do nauki polskiego i to z niej próbowała poznawać język przodków, chodziła też na zajęcia językowe prowadzone przez nauczycielkę z Polski.

- Pomógł nam wujek, rodzony brat mojego ojca, Piotr Wasilewski, którego 18 lat temu zaprosiła do siebie gmina Nowa Sucha. Później przyjechała tu jego matka, a moja babcia. To babcia przez lata zagrzewała do wyjazdu. Pamiętam, jak mówiła: czemu ty tu siedzisz? Dlaczego nie ruszasz do Polski? Jej marzenie się spełniło. Resztę życia spędziła w kraju przodków i tu została pochowana – opowiada pani Oksana. - Wujek Piotr rozmawiał z burmistrzem Piotrem Osieckim na temat zaproszenia dla mojej rodziny. To było bardzo ważne. Nie każde miasto czy gmina chce zapraszać repatriantów, bo to kłopot. W Kazachstanie ludzie po 15, 18 lat czekają na możliwość wyjazdu do Polski. My czekaliśmy jedynie trzy lata - dodaje.

Do Sochaczewa przyjechali 6 listopada 2014 r. Oksana Chaliłowa opowiada, że pierwsze miesiące były ciężkim doświadczeniem.

- Przez lata żyjesz marzeniami o ojczyźnie, wyobrażasz sobie, jak ona może wyglądać, a po przyjeździe okazuje się, że rzeczywistość jest inna. Dzieci i mąż nie mówią po polsku, nie znasz miasta, zwyczajów, nie masz rodziny, znajomych. Dochodzisz do wniosku, że tam, w Kazachstanie, jako Polak nie byłeś u siebie i tutaj też nie jesteś u siebie – opowiada Oksana. - Wydawało mi się, że znam język polski, a tutaj nie rozumiałam, co ludzie do mnie mówią. Początki były bardzo ciężkie i nie mówię tego z pretensją do kogokolwiek. Wręcz przeciwnie, jestem bardzo wdzięczna burmistrzowi Piotrowi Osieckiemu, który nas zaprosił i wypełnił wszystkie zobowiązania wynikające z umowy, a ponadto zorganizował nam prywatne lekcje języka polskiego. Niezwykle pomocna była także pani Zofia Romanowska, sekretarz w starostwie.

Oksana przyjechała z mężem Olegiem i trójką dzieci. Najstarszy syn Igor ma 23 lata, właśnie się ożenił, teraz razem z żoną mieszkają i pracują w Warszawie. Młodszy syn Roman jest uczniem trzeciej klasy Gimnazjum nr 2.  Najmłodsza jest Złata, co po polsku znaczy „złota”. Ma pięć lat, chodzi do przedszkola, mówi już świetnie po polsku, nawet poprawia rodziców. Mąż, z zawodu inżynier budownictwa i „złota rączka”, większe doświadczenie ma w dziedzinie paliw, bo przez 10 lat w Kazachstanie kierował stacją benzynową. W Sochaczewie najpierw sam wyremontował ich mieszkanie, teraz pracuje, choć to co robi, nie jest szczytem zawodowych marzeń.

Oksana Chaliłowa dostała pracę w ratuszu, jest zaopatrzeniowcem i lubi swoją pracę. Chwali ją bezpośredni przełożony, sekretarz miasta Andrzej Wierzbicki.

- Pani Oksana w pracy jest ambitna i skrupulatna. Bardzo szybko poznała całą strukturę ratusza, nawiązała ciepłe kontakty z pracownikami, jest przez nich lubiana i ceniona. Bez trudu objęła powierzone obowiązki, czemu sprzyjało jej wyższe ekonomiczne wykształcenie oraz dotychczasowe doświadczenie zawodowe w handlu. Z perspektywy dwóch lat możemy mieć satysfakcję, że nasza społeczność sprowadziła do ojczyzny rodaka ze wschodu, a sochaczewski samorząd pozyskał wartościowego pracownika – mówi Andrzej Wierzbicki.

Dzieci zaadaptowały się w nowym miejscu, jak twierdzi nasza rozmówczyni, dzięki pomocy innych. Jest wdzięczna dyrektor Gimnazjum nr 2, Teresie Zawiszy-Chlebowskiej i nauczycielom za to, że zaopiekowali się Romanem. Wraz z mężem martwili się o niego, bo kiedy przyjechali do Polski on był w trudnym wieku dorastania, nie znał języka, nie miał kolegów. Po dwóch latach jest bardzo dobrym uczniem, lubi swoją szkołę, a kilka dni temu otrzymał stypendium burmistrza.

- Pani dyrektor, wychowawca, nauczyciele Romana znaleźli do niego właściwą drogę, pomogli na początku w nauce języka, zachęcili innych uczniów, żeby go dobrze przyjęli w klasie. Za to wszystko jestem im bardzo wdzięczna.

Z kolei dyrektor Gimnazjum nr 2, Teresa Zawisza-Chlebowska, jest pełna podziwu dla Romana, twierdząc, że to wyjątkowo zdolny, pracowity i mądry uczeń.

- Jest u nas niespełna dwa lata. Kiedy zaczynał, zupełnie nie znał polskiego. Musiał wykonać ogromną pracę, aby dojść do poziomu, na którym znajduje się teraz. To chłopak o wyjątkowej sile charakteru, a przy tym bardzo prawy człowiek.

To była trudna decyzja. Oboje z mężem są 40-latkami, którym dobrze powodziło się w Kazachstanie. Ale Oksanie „coś” kazało  zostawić wszystko i ruszyć w świat. Do niewiadomego. Oksana nie umie nazwać uczucia, które nią kierowało i ciągnęło do Polski. Mówi, że ma to zapisane w genach. I to właśnie zwyciężyło.

Tekst został opublikowany w "Ziemi Sochaczewskiej" w październiku 2016 r.

 

 

Zapisz się na newsletter

najnowsze zdjęcia
kontakt
imię i nazwisko
adres e-mail
wiadomość