przejdź do Sochaczew.pl
Sochaczew
262195 odwiedzin
Usłyszano nas nawet w Sejmie

 

W ubiegły wtorek nastąpił kolejny akt szeroko zakrojonej akcji w obronie sochaczewskiego sądu. Ale tym razem nie tylko jego. Pod siedzibą Ministerstwa Sprawiedliwości w Warszawie zjawili się przedstawiciele blisko 50 miast i miasteczek z całej Polski, w których sądy są w podobnej sytuacji, jak nasz.

Przybyli na wezwanie Obywatelskiego Komitetu Obrony Sądu w Sochaczewie. Przy Agrykoli i innych okolicznych ulicach zatrzymało się kilkadziesiąt autobusów z rejestracjami z całego kraju. A ludzie z transparentami, trąbkami, gwizdkami i syrenami na korbę ruszyli pod bramę ministerstwa. Przywitali ich tam organizatorzy pikiety z Sochaczewa, z przewodniczącym komitetu Wojciechem Błaszczykiem i burmistrzem naszego miasta Piotrem Osieckim, który zapewnił także transport naszym „protestantom” wynajmując dwa autokary. W proteście wzięli również udział, przewodnicząca rady miejskiej Jolanta Gonta i wiceprzewodniczący Arkadiusz Karaś, a także pracownicy Sądu Okręgowego w Sochaczewie oraz grupa mieszkańców. Jak się dowiedzieliśmy, na pikietę wybierało się również starostwo. Wynajęto nawet autokar, ale w związku ze zbyt małą liczbą chętnych został on odwołany.

Pod ministerstwem zgromadziło się około tysiąca osób. Niektóre z grup przemierzyły nawet do tysiąca kilometrów. Powiewały dziesiątki transparentów z hasłami przeciwko likwidacji sądów, huczały trąbki, piłkarskie wuwuzele, słychać było też przeciągły dźwięk gwizdków. Co chwilę odzywały się syreny. W sukurs pikietującym przybyło też kilku posłów, m. in. Maciej Małecki z Sochaczewa. Twierdzili oni, że odgłosy pikiety słychać było aż w Sejmie na Wiejskiej. Tumult nie ustawał, a protestujących licznym kordonem obstawiła policja. Obyło się jednak bez incydentów, natomiast dzięki świetnemu nagłośnieniu z naszego ośrodka kultury udało się w tym tumulcie coś również ministerialnym urzędnikom zakomunikować.

Cała prawda o prawdzie

W imieniu organizatorów przywitał wszystkich przewodniczący naszego komitetu adwokat Wojciech Błaszczyk, który powiedział m.in.:

- Zgromadziła nas i was tu wspólna idea obrony sądów przed likwidacją. Uważamy, że to pierwszy krok do likwidacji prokuratur rejonowych, a następnie, w ramach tzw. taniego państwa, likwidacji kolejnych urzędów. Będziemy jako mieszkańcy małych miasteczek wycinani po kawałku ze struktur powiatowych. Nieprawdziwa jest teza ministerstwa, że likwidacja sądów nie spowoduje ujemnych konsekwencji dla obywateli. Ta teza przypomina trzeci rodzaj prawdy, o której pisał ksiądz profesor Józef Tischner – mentor pana ministra Gowina, że są trzy rodzaje prawdy: prawda, cała prawda i g... prawda. Osobiście uważam, iż projekt rozporządzenia pana ministra jest oparty na niekonstytucyjnej podstawie prawnej. Wzywamy więc ministra Gowina do niepodpisywania tego rozporządzenia do czasu rozstrzygnięcia kwestii jego konstytucjonalności przez Trybunał. Jeśli pan minister podejmie ryzyko wydania tego rozporządzenia, będziemy oczekiwać jego publicznej deklaracji złożenia dymisji w przypadku orzeczenia Trybunału uznającego podstawę prawną rozporządzenia za niekonstytucyjną. Dopiero teraz zrozumiałem, dlaczego wykonania zadania likwidacji 1/3 sądów rejonowych podjęła się osoba, która nie jest prawnikiem. Żaden odpowiedzialny prawnik, szanujący Konstytucję RP, nigdy takiej decyzji by nie podjął.

Wojciech Błaszczyk swoje wystąpienie zakończył stosownym wierszykiem:

Mądry Jarosławie,

posłuchaj łaskawie,

lud cię prosi kornie,

nie szkodź swej Platformie.

Zlikwidujesz sądy,

a nie będziesz mądry.

A premier Pawlak

w swej łaskawości

obetnie ci głowę mieczem

swej koalicyjnej miłości.

Tłum cały czas falował, wiatr szarpał transparentami, a wuwuzele, gwizdki i okrzyki stanowiły akompaniament kolejnych wystąpień. Dało się słyszeć na przykład: „Panie Gowin, wychodź pan! Jesteśmy starsi, mamy 650 lat!”. W ogólnym tumulcie usłyszeliśmy głos burmistrza Piotra Osieckiego, który powiedział m. in. : - Panie ministrze, idea taniego państwa nie powinna dzielić kraju na Polskę A, czyli wielkie miasta, gdzie będziecie mieli wszystkie usługi publiczne i Polskę B, z której my będziemy wyruszali rano, by po południu dotrzeć do urzędu. Większość z tu obecnych, mimo fatalnych warunków atmosferycznych, pokonała nieraz kilkaset kilometrów, bo dla nas nasze małe ojczyzny ważne są nie tylko w czasie trwanie kampanii wyborczej, ale na co dzień. Dlatego mówimy NIE dla likwidacji sądów rejonowych w całej Polsce!

Głos zabrał również poseł Maciej Małecki: - Wiele razy już doświadczaliśmy tego, że spycha się nas na margines. Tym bardziej obawiamy się likwidacji sądów rejonowych, m. in. w Sochaczewie. Nie dajemy wiary temu, że przyspieszona zostanie procedura rozstrzygania spraw w naszych miastach. W naszej ocenie będzie to nie tylko utrudnienie dla mieszkańców, ale przede wszystkim marginalizacja naszych lokalnych społeczności. Praktycznie wszyscy samorządowcy zabiegają o nowych inwestorów i tworzenie nowych miejsc pracy. Odpowiedzmy więc sobie na pytanie, czy łatwiej o nie zabiegać, gdy mamy wszystkie podstawowe instytucje, czy jeśli te instytucje są w innym powiecie, do którego jest trudno dojechać. Dlatego ja, wypowiadając się w imieniu okręgu płocko-ciechanowskiego, gdzie likwidowane mają być sądy w Sochaczewie, Płońsku, Sierpcu i Gostyninie, stanowczo protestuję przeciw tej decyzji. Nie oddalajmy sądów od obywateli.

Jarosław sądy zostaw!

Demonstracja trwała około dwóch godzin. W tym czasie wystąpiło kilkudziesięciu przedstawicieli władz samorządowych z wielu ośrodków. Wszyscy protestowali przeciwko zamierzeniom ministra Jarosława Gowina, argumentując to w wieloraki sposób. Przerywały im tylko wykrzykiwane pod adresem ministra hasła, jak choćby: „Jarosław sądy zostaw!”. Albo: „Ojczyznę się buduje, a nie sądy rujnuje!”.

Mimo zimna, atmosfera robiła się coraz bardziej gorąca, a głosy coraz bardziej rozemocjonowane. Dziękowano też organizatorom protestu z Sochaczewa, a szczególnie Wojciechowi Błaszczykowi, przewodniczącemu naszego komitetu obrony sądu, za to, że, jak powiedziano: „ Potrafił porwać pół Polski i przywieźć wszystkich do Warszawy. Prosimy o wielki aplauz!”.

Na koniec, w strzeżonej przez policję bramie ministerstwa, pojawił się Piotr Gardziński, szef gabinetu politycznego ministra Gowina, który tłumaczył, że minister nie mógł wyjść do protestujących, bowiem jest to pora, gdy pracuje. Wywołało to głośne oburzenie i śmiech demonstrantów. Następnie zaprosił on pięciu przedstawicieli tysięcznej pikiety do rozmów w siedzibie ministerstwa. W grupie tej znalazło się trzech przedstawicieli Sochaczewa: burmistrz Piotr Osiecki, przewodniczący komitetu Wojciech Błaszczyk i poseł Maciej Małecki. Przekazali ministrowi ponad 200 tys. podpisów mieszkańców powiatów dotkniętych likwidacją sądów oraz specjalny prezent w postaci Konstytucji RP z zakreślonymi fragmentami Ustawy Zasadniczej i prośbą o rozważenie, czy projektowane rozporządzenie nie narusza postanowień Ustawy.

Podczas spotkania jeszcze raz przedstawione zostały szefowi kancelarii ministra nasze argumenty. Reprezentanci naszego miasta w tych bezpośrednich rozmowach walczyli już tylko o Sochaczew. Zwłaszcza burmistrz Piotr Osiecki, jak słyszymy z relacji, był bardzo w nich aktywny.

Jeszcze jednym pozytywnym elementem wszystkich podejmowanych do tej pory działań było zaproszenie na posiedzenie sejmowej komisji sprawiedliwości, jakie otrzymał przewodniczący komitetu obrony sądu w Sochaczewie mecenas Wojciech Błaszczyk. Przedstawił tam raz jeszcze nasze argumenty, miał też okazję polemizować z ministrem Jarosławem Gowinem. Posiedzenie komisji trwało cztery godziny i było bardzo burzliwe. Przeciwny rozporządzeniu ministra był również jej przewodniczący Ryszard Kalisz, też prawnik, podkreślając, że gwarancją niezawisłości sędziowskiej jest nieprzenoszalność sędziów.:

-To może utwórzmy jeden Sąd Rejonowy dla całej Rzeczypospolitej Polskiej! – ironizował Kalisz. Jakie to wszystko przyniesie efekty, przekonamy się zapewne niebawem.

Sławomir Burzyński

A A A
15.03.2012
godz.12:37

Zapisz się na newsletter

najnowsze zdjęcia
kontakt