przejdź do Sochaczew.pl
Sochaczew
245081 odwiedzin
Pasja miodem płynąca

Pszczelarstwo jest ich wielką pasją. Mogą o niej mówić godzinami. O zwyczajach pszczół, pracy w pasiece i dobroczynnym działaniu propolisu. Ryszard Keczyński i Zygmunt Łukasiewicz zdradzają nam kulisy pszczelarstwa.

Obaj panowie należą do Powiatowego Koła Pszczelarzy w Sochaczewie, którego obszar nie pokrywa się z administracyjnymi granicami powiatu. Terytorialnie koło swoim zasięgiem obejmuje Rębowo – 20 km za Wyszogrodem, poprzez teren Kampinosu i kończy się pod Wiskitkami koło Żyrardowa. W tej chwili zrzesza 48 członków i jest czwartym pod względem wielkości kołem na Mazowszu. Jego członków można spotkać na różnych imprezach. Ostatnio także w naszym rejonie na Festiwalu Miodu czy powiatowych dożynkach. Ich działalność nie byłaby jednak możliwa, gdyby nie pomoc gminy Sochaczew, a przede wszystkim jej wójta Mirosława Orlińskiego.

 

Długowieczni pszczelarze

Jak opowiada prezes koła Zygmunt Łukaszewicz, największa pasieka na naszym terenie liczy 120 rodzin pszczelich, czyli po prostu uli. W każdym z nich mieszka od 50 do 60 tysięcy pszczół. Pasieka znajduje się w okolicach Rybna i jest własnością Leszka Grzybowskiego. 50 ulami może się pochwalić Walenty Adamczyk z Matyldowa, o którym już pisaliśmy. Pszczelarz ma ponad 100 lat i nadal sam zajmuje się swoją pasieką.

Ryszard Keczyński też ma swoje lata i tytuł mistrza pszczelarskiego. Co więcej,  może się poszczycić najwyższym odznaczeniem w pszczelarstwie – Medalem im. ks. dr Jana Dzierżona, założyciela pszczelarstwa w Polsce. Pan Ryszard mieszka w Sochaczewie, ale na wsi ma swoją pasiekę i to dobrze znaną. Do Leontynowi, tuż koło gospodarstwa agroturystycznego w Kalotówce (w gminie Młodzieszyn) przyjeżdżają wycieczki z Warszawy, Skierniewic, Łowicza. Jest jedynym pszczelarzem w województwie, który prowadzi działalność edukacyjną. Uczy dzieci  szacunku dla tych pracowitych owadów, pokazuje kolejne etapy powstawania produktów pszczelich, przekonuje, jak potrzebne są dla całej gospodarki.

Mimo że pszczołami interesował się od dziecka, na poważnie mógł się nimi zająć, kiedy przeszedł na emeryturę. Zbudował nawet szklany ul, w którym można podglądać zachowania owadów, ich metodyczne działania, bo -  jak przekonuje - każda pszczoła ma konkretne, wyznaczone zadania. Pszczoły, oprócz matki, żyją 35 dni. W tym czasie odbywa się cały skomplikowany proces zapylania,  powstawania wosku, namnażania kolejnych pokoleń owadów. Przy 50 tysiącach robotnic, każda musi wiedzieć, co do niej należy. Inaczej w małym ulu doszłoby do wielkiego chaosu. Ryszard Keczyński, mimo swoich 82 lat, cieszy się ze spotkań z młodymi ludźmi. Czuje wtedy, że jest potrzebny, że rozległa wiedza, jaką posiada, trafia do innych. Najlepiej odwiedzać jego pasiekę od połowy maja do końca sierpnia.

 

 Propolis dobry na wszystko

 

Mistrz pszczelarstwa chętnie opowiada o leczniczych właściwościach propolisu, czyli kitu pszczelego. Jest zapraszany na wykłady. Na ten temat może mówić bez końca, bo sam przyrządza produkty lecznicze na bazie propolisu i na własnej skórze sprawdził jego dobroczynne działanie. Propolisem leczył kręgosłup, chorobę wrzodową dwunastnicy, przeziębienia, głębokie rany, a nawet raka.

- Jest jeden warunek – propolis musi mieć właściwą aktywność. Oznacza to, że jego przydatność lecznicza wynosi trzy lata, a w produktach, takich jak maść czy nalewka – 1,5 roku – mówi Ryszard Keczyński. - Często zdarza się, że preparaty kupowane w sklepach wykonane są z kilkuletniego propolisu, dlatego ich skuteczność jest znikoma. Zgłasza się do mnie wiele osób z tym problemem, niektórym staram się pomóc. Sam robię krople lub maści z 25- lub 30-procentową zawartością propolisu. Nie zdarzyło mi się, żeby nie pomogły. Najtrudniejsze chwile przeżyłem, kiedy stwierdzono u mnie  raka. Lekarze orzekli, że na tym etapie choroby właściwie nie mam szans, bo zaczęły się przerzuty. Ja jednak nie dałem za wygraną i oprócz tego, że przeszedłem niezbędne zabiegi, leczyłem się moim propolisem. Kiedy po jakimś czasie zrobiłem ponowne badania, lekarze nie chcieli uwierzyć.  Nie znaleziono żadnych komórek nowotworowych.

 

Pszczoły w wojsku

 

Zygmunt Łukasiewicz pochodzi z rodziny z tradycjami pszczelarskimi. W domu w Przemyślu, gdzie się wychował, było 120 uli, a przy nich mnóstwo pracy. Był najmłodszy z rodzeństwa i tylko jego pszczoły nie żądliły. Bracia mieli wymówkę, a na niego spadała większość obowiązków.

- Po maturze zdałem egzaminy do szkoły oficerskiej, ukończyłem ją zresztą z wyróżnieniem i myślałem, że na dobre skończyłem z pszczołami. Trafiłem do jednostki wojsk rakietowych w Teresinie i zamieszkałem w Sochaczewie – opowiada pan Zygmunt. -  Po dwóch latach zatęskniłem za pszczołami i zacząłem się zastanawiać, co zrobić. Pewnego dnia wziąłem stara z jednostki, dwóch żołnierzy i pojechałem do ojca. Ten podarował mi cztery ule, sprzęt do produkcji miodu i tak moja przygoda z pszczołami trwa do dziś. Co więcej, ule ustawiłem wtedy w ustronnym miejscu na terenie jednostki wojskowej. Jednostka już nie istnieje, a ule nadal stoją – śmieje się prezes Łukasiewicz.

Przez te lata jego pasieka rozrosła się do 40 barci. Wyspecjalizował się w przyrządzaniu różnych gatunków miodu i produktów pszczelarskich.

 

Tajemnicza choroba

 

To beztroskie życie pszczelarzy zatruwa ostatnio poważny problem. Nazwano go CCD. Kłopot tkwi w masowym wymieraniu pszczół. Po raz pierwszy zaobserwowano go pod koniec 2005 r. w USA. W ciągu dwóch lat w Stanach Zjednoczonych wyginęło 70 procent tych pożytecznych owadów. Spowodowało to spadek upraw rolnych o jedną trzecią.

Warto dodać, że pszczoły zapylają 80 procent roślin. Bez ich pracy nie będzie warzyw, owoców i wielu niezbędnych do życia produktów. Znawcy przedmiotu mówią nawet, że bez pszczół człowiek nie przeżyje.

Trzy lata temu CCD dotknęło Polskę – mówi Zygmunt Łukasiewicz. - Traciliśmy każdorazowo połowę mieszkańców ula. Zaczęliśmy bić na alarm. Dzięki licznym zabiegom, w 2009 r. w kraju powstał program mający na celu ustalenie przyczyn masowego ginięcia pszczół. Dotychczas znaleziono trzy możliwe powody: genetyczna modyfikacja roślin, środki chemiczne nagminnie stosowane w rolnictwie oraz nowoczesne technologie produkcji cukru, którym karmione są pszczoły. Dlatego wielu pszczelarzy apeluje o powstanie w kraju jednej cukrowni, która wytwarzałaby cukier starą metodą – przekonuje prezes Łukasiewicz.

Żeby zmniejszyć straty w  pasiece, w zeszłym roku sprowadził z Francji samochód ciężarowy melasy, którą karmił owady. Po tym zabiegu ich żywotność wróciła do normy.

W ramach rządowego programu badań nad wymieralnością pszczół, ich posiadacze mogą jeszcze do końca tego roku oddawać do badania zdechłe owady, próbki miodu i pozostałych produktów. Specjalne laboratorium bezpłatnie ustali przyczynę umieralności owadów w danej pasiece.

Mimo wspomnianych problemów, pszczelarze nie zniechęcają się do swojej pasji. Polecają ją wszystkim, którzy szukają kontaktu z naturą, chcą na długie lata zachować zdrowie i dobrą kondycję. Zachęcają także do korzystania z dobrodziejstw, jakimi obdarzają nas pszczoły. Ich zdaniem miód, propolis, pyłek kwiatowy to najlepsze produkty na świecie. Pod warunkiem, ze pochodzą ze sprawdzonej pasieki.

Jolanta Sosnowska

PS Więcej informacji na temat pszczelarstwa na naszym terenie można uzyskać od prezesa koła Zygmunta Łukasiewicza pod nr tel. 500 597 503

A A A
13.04.2012
godz.13:05
 

Zapisz się na newsletter

najnowsze zdjęcia
kontakt