przejdź do Sochaczew.pl
Sochaczew
240226 odwiedzin
Ponad trzy dekady żłobka

Już za kilka dni najmłodsi mieszkańcy Sochaczewa przeprowadzą się do nowej siedziby Żłobka Miejskiego. Zanim to się stanie, przypominamy ponad trzydziestoletnią historię placówki.

Żłobek w Sochaczewie został utworzony na podstawie decyzji wojewody skierniewickiego z 17 kwietnia 1981 roku jako zakład budżetowy. Placówka znajdowała się wówczas w strukturach Zespołu Opieki Zdrowotnej.  Jego pierwszą siedzibą stał się blok mieszkalny przy al. 600–lecia 25A. Pierwszą kierowniczką placówki została jego współtwórczyni - Zofia Raczkowska. Pełniła tę funkcję od kwietnia 1981 do września 2007, kiedy to odeszła na emeryturę. Zofia Raczkowska zmarła cztery lata później. Uczestniczyła nie tylko w tworzeniu tej placówki, ale również organizowała i nadzorowała jej funkcjonowanie.

Trochę historii

Wieloletnia praca i zaangażowanie Zofii Raczkowskiej były doceniane zarówno przez władze miasta jak i rodziców, którzy zawsze chętnie oddawali swe dzieci pod troskliwą opiekę personelu żłobka. Legendarne pozostaną dżemy i inne przetwory domowej roboty, wykonywane w kuchni żłobka. Pani dyrektor była przekonana, że dzieci powinny jeść domowe, zdrowe, pozbawione konserwantów przetwory, bo żadna firma produkująca żywność nie dorówna im w smaku. Jako szefowa placówki była niezwykle samodzielna. Nie zatrudniała księgowej i sama prowadziła wszelkie rozliczenia.

W 1991 roku żłobek, jako publiczny zakład opieki zdrowotnej, przeszedł pod zarząd gminy. Organem prowadzącym była Gmina Miasto Sochaczew, a nadzór merytoryczny sprawowało Mazowieckie Centrum Zdrowia Publicznego w Warszawie. W 1999 roku żłobek został przekształcony z zakładu budżetowego w jednostkę budżetową finansowaną ze środków  samorządu.

W listopadzie 2007 kierowanie placówką powierzono Ewie Lembke. Nowa dyrektor kontynuuje prace swojej poprzedniczki. Wprowadziła również szereg nowatorskich rozwiązań. Żłobek bierze udział w ogólnopolskich projektach, jak „Zdrowo jemy, zdrowo rośniemy”.  Organizowanych jest w nim również szereg imprez, bali i spotkań integrujących dzieci, personel i rodziców związanych z placówką.

Od 2008 roku lawinowo zaczęła rosnąć liczba maluchów oczekujących na przyjęcie do Żłobka. W najgorszym momencie na liście widniało około stu nazwisk, kiedy to w połączonych czterech spółdzielczych mieszkaniach przebywać może zaledwie 35 maluchów. Podczas poprzedniej kadencji samorządowej pojawiły się też pierwsze pomysły stworzenia dla Żłobka Miejskiego nowej siedziby. Niektóre  z nich były dość kontrowersyjne. Rozważano  np. zakup na jego potrzeby specjalnych modułowych kontenerów. Powstałyby z nich pawilony, w których zakwaterowanoby placówkę. Ostatecznie miasto złożyło wniosek o dofinansowanie przedsięwzięcia z rządowego programu „Maluch”. Za nami finał tej inwestycji. Już w styczniu w nowych murach pojawi się około setki maluchów.

Niże i wyże

W tym miejscu warto podkreślić, że mający ponad 30-letnią historię Żłobek Miejski to także jego pracownicy. Niektórzy z nich związani są z placówką niemal od początku jej istnienia. Udało nam się porozmawiać z Krystyną Berkowską (pracuje w Żłobku od 1986 r.) i Elżbietą Łukaszewską (w placówce od 1983 r.). Obydwie panie przyznają, że przychodząc do pracy traktowały etat w Żłobku Miejskim jako tymczasowy. Pani Krystyna trafiła tam odgórnie z działu zatrudnienia, kierującego do pracy w czasach PRL. Z kolei pani Elżbieta pracowała przedtem jako pielęgniarka w szpitalu. Po urlopie wychowawczym okazało się, że musi zmienić pracę. W efekcie przeniosła się właśnie do Żłobka.

- Kiedy przyszłam do pracy, panował wyż demograficzny i było tu mnóstwo dzieci. Posiłki wydawaliśmy na dwie tury, bo wszyscy nie zmieścilibyśmy się na niewielkiej stołówce. Ten stan utrzymał się mniej więcej do roku 1990. Rodzice chętnie korzystali z naszych usług - mówi Elżbieta Łukaszewska. - W latach 90. zaczął się odpływ dzieci. Po pierwsze ludzie mniej chętnie decydowali się na powiększenie rodziny. Zaczęły się też problemy z pracą, a co za tym idzie, z pieniędzmi.

- W pewnym momencie mieliśmy na liście tylko około 20 maluchów. W zimie, kiedy zaczynały chorować, często okazywało się, że do żłobka przychodziło tylko po 5-6 dzieci - dodaje Krystyna Berkowska. - To był bardzo trudny okres. Cały czas wisiało nad nami widmo likwidacji. Trwało to około 10 lat. Żeby podratować budżet i trochę się zareklamować, wprowadziliśmy wtedy opiekę na godziny.

Lepiej zaczęło dziać się w żłobku dopiero około 2005 r. Panie przyznają też, że w pewnym momencie żłobki zrobiły się po prostu niemodne. Miały też złą prasę. Określano je np. mianem przechowalni dla dzieci. Pojawiały się głosy, że pobyt w podobnych miejscach przynosi straszne skutki dla psychiki najmłodszych. Tymczasem patrząc na pogodne miny dzieci przebywających w naszym żłobku trudno w nie uwierzyć.

- Oczywiście nie każde dziecko nadaje się do żłobka. Te które kompletnie nie mogą się zaaklimatyzować, to pojedyncze przypadki. Z reguły najtrudniejsze są pierwsze tygodnie. Potem dziecko przyzwyczaja się, że mama czy tata przyjdą po nie za kilka godzin i nie widzi w tym nic strasznego - mówią pani Krystyna i pani Elżbieta. - Często większe dramaty rozgrywają się, gdy kilkuletnie dziecko, przebywające do tej pory w domu, oddawane jest do przedszkola. Nasze dzieciaki łatwo nawiązują kontakty z rówieśnikami, lubią poznawać  nowe miejsca i osoby.

Nobel za pampersy

Jak mówią nasze rozmówczynie, z biegiem lat, również na przykładzie żłobka widać zmiany jakie zachodzą w społeczeństwie.

- Kiedyś zwracano większą uwagę  na sprawy opiekuńcze. W żłobku był lekarz, który regularnie badał dzieci. Jeżeli tylko coś zauważył, maluch był kierowany do odpowiedniego specjalisty. Obok działała przychodnia, w której można było zaszczepić dzieci. Przed laty nikt nie przejmował się tym, ile kosztuje służba zdrowia. Teraz o wszystkim rodzice muszą już myśleć sami. Widzimy też zmianę podejścia u samych rodziców. Zwracają oni przede wszystkim uwagę na wystrój wnętrz i zajęcia dodatkowe. Np. jeżeli placówka oferuje dla rocznych dzieci angielski czy jogę, a na wyposażeniu są najmodniejsze zabawki, jest przez nich postrzegana jako lepsza. Mniej istotne są dla nich kwalifikacje i doświadczenie opiekunek. Tymczasem my w nowej siedzibie będziemy pracować jak dotychczas. Dla dzieci jesteśmy przecież ciociami czy babciami i chcemy pozwolić im się bezpiecznie bawić i rozwijać w domowej atmosferze – opowiadają pracownice żłobka.

Co uznają za największy przełom w opiece nad dziećmi? Jednogłośna odpowiedź brzmi - pampersy.

- To epokowy wynalazek i osoba, której je zawdzięczamy, powinna dostać od wszystkich matek Nobla - mówią.- Zanim upowszechniły się jednorazowe pieluszki, mieliśmy własną pralnię i personel zajmujący się tylko  i wyłącznie praniem i prasowaniem tetrowych pieluch, śpioszków i kaftaników. Rodzice nie przynosili rzeczy dla dzieci ze sobą, wszystko gwarantował żłobek. Utrzymanie tych rzeczy w czystości było mozolną i niekończącą się pracą.

Panie Krystyna i Elżbieta po tylu latach opieki nad małymi dziećmi widzą nie tylko postęp, ale i potrafią spojrzeć na to zagadnienie z dystansem.

 - Zmiany widać na każdym kroku, tak jak zresztą w każdej dziedzinie życia. Teraz łatwiej przygotować dzieciom posiłki, jest mnóstwo półproduktów, dania w słoiczkach itd.  - twierdzą. - Ludzie żyją też szybciej. Po dzieciach widzimy też że są bardziej energiczne i mają większe trudności ze skupieniem uwagi, niż przed laty. Zawsze jednak powtarzamy, że każdy etap ma swoje plusy i minusy. Przed nami kolejny, tym razem w nowej siedzibie. Pewnie nie raz będziemy tam wspominać „stary” żłobek. Może był mało nowoczesny i za ciasny, ale jednak dorastały w nim setki sochaczewian.

Agnieszka Poryszewska 

A A A
26.12.2013
godz.09:49
 

Zapisz się na newsletter

najnowsze zdjęcia
kontakt