przejdź do Sochaczew.pl
Sochaczew
262199 odwiedzin
Czy w sprawie „Azorka” doszło do fałszerstwa?

 

Schronisko „Azorek” regularnie pojawia się na naszych łamach. Zajmujemy się nim zwłaszcza w kontekście protestów dotyczących jego lokalizacji. Tym razem do sprawy dołączył nowy wątek - kryminalny. Prokuratura Rejonowa w Sochaczewie bada, czy nie doszło do fałszowania podpisów na liście dołączonej do petycji żądającej przeniesienia „Azorka”.

 

Do naszej redakcji zgłosiła się Elżbieta Kobierecka. Jest właścicielką działki położonej nieopodal schroniska. Wraz z bratem Wojciechem Dmochem są najaktywniejszymi przedstawicielami grupy przeciwników „Azorka”.

- Jestem zbulwersowana działaniami prowadzonymi przez sochaczewską policję i prokuraturę. Zajmują się one petycją dotyczącą przeniesienia schroniska. Sprawdzają osoby, które się pod nią podpisały. Ludzie są wzywani na policję - powiedziała. - Policjanci żądali złożenia wyjaśnień nawet od mojej 93-letniej mamy. Akurat przebywała u syna w Ożarowie. Proszę sobie wyobrazić, na jaki stres została narażona, kiedy nagle w drzwiach stanęli  funkcjonariusze.

Zdaniem Elżbiety Kobiereckiej działania zajmujących się sprawą służb są przesadne. Zastanawia się, czy w tak dokładny sposób badana jest każda petycja.

- W stosunku do przeciwników schroniska doszło do nagonki. Likwidacji sądu sprzeciwiło się 20 tys. osób. Czy wszyscy oni również będą przepytywani przez policję? - pyta.

 

Wątek kryminalny

Podjęte przez prokuraturę działania nam również wydały się dziwne. O wyjaśnienia poprosiliśmy sochaczewskiego prokuratora rejonowego Beatę Sobieraj-Skonieczną. Bardzo szybko okazało się, że sprawa ma drugie dno. W sprawie „Azorka” mogło dojść do przestępstwa.

- Nikt nie szykanuje zwolenników przeniesienia schroniska. Prowadziliśmy sprawę dotyczącą samowoli budowlanej. Doniesienie otrzymaliśmy od Elżbiety K. Twierdziła, że na terenie „Azorka” nielegalnie wybudowano boksy dla psów - mówi pani prokurator. - Jako uzupełnienie dokumentacji dostarczyła petycję podpisaną przez około 70 osób.

Prokuratorowi prowadzącemu sprawę podpisy wydały się podejrzane. Losowo postanowił sprawdzić trzy z nich. Zwrócono się do tych osób z pytaniem, czy podpisywały petycję w sprawie schroniska. Wszystkie zaprzeczyły.

- Ludzie ci mówili, że słyszeli, iż ktoś w okolicy zbiera podpisy, ale sami niczego nie podpisywali - mówi Beat Sobieraj-Skonieczna. - Pani K. twierdzi, że policja i prokuratura zmusiła ich do tych wypowiedzi. To niedorzeczne. Chciałbym jeszcze raz podkreślić: nie ścigamy osób które podpisały petycję, ustalamy, czy i na jaką skalę doszło do fałszerstwa.

 

Zwrot akcji

W ten prosty sposób, w na pozór błahej sprawie, doszło do nieoczekiwanego zwrotu akcji. Prokuratura musi zbadać cały szereg wątków, między innymi ustalić, ile podpisów dokładnie zostało podrobionych. Konieczne będzie skorzystanie z usług biegłego grafologa. Pomoże on również odpowiedzieć na pytanie, czy fałszerstwa dokonała jedna, czy kilka osób. Dopiero później wskazać będzie można winnego lub winnych. Beata Sobieraj Skonieczna odniosła się również do sprawy wizyty policjantów u 93-letniej matki Elżbiety Kobiereckiej  oraz podnoszonego przez nią argumentu petycji w obronie sądu rejonowego.

-  Aby sprawę wyjaśnić, musimy porozmawiać z wszystkimi. Nie wzywaliśmy tej pani na komendę. Wyjaśnień udzieliła w domu. Rozmowa przebiegała w spokojnej atmosferze. Uważam, że nie doszło tu do żadnego przekroczenia uprawnień - powiedziała nam. - Jeżeli chodzi o zarzut, że mniej uwagi poświęcamy petycji w sprawie sądu, to również uważam, go za niesłuszny. Gdyby w sprawie tamtej petycji zachodziło podejrzenie fałszerstwa, mielibyśmy obowiązek ją zbadać. W tym celu również rozmawialibyśmy z tymi, którzy ją podpisali.

 

5 lat za fałszertstwo

Nikomu nie postawiono jeszcze zarzutów. W tej chwili nie da się odpowiedzieć na pytanie, jak długo potrwają czynności prokuratorskie. Pewne jest natomiast to, że fałszerstwo zagrożone jest karą grzywny, ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności od 3 miesięcy do 5 lat. Trzeba tu wyjaśnić, że osoba, która popełni to przestępstwo otrzyma wyrok za każdy podrobiony podpis oddzielnie. Łącznie nie będzie mógł on przekroczyć maksymalnego wymiaru kary. Czyli, jeżeli np. podrobiła 10 podpisów, a za każdy z tych czynów sad skarze ją na pół roku pozbawienia wolności, w więzieniu spędzić będzie mogła nawet 5 lat.

- Nie możemy pobłażać fałszerzom. Jeżeli podrobienie podpisów na liście nie zostanie ukarane, społeczny wydźwięk będzie jednoznaczny: równie dobrze można podrobić podpis pod umowa kredytową - mówi Beata Sobieraj-Skonieczna.

Zyta Rybowicz, szefowa „Azorka”, o prowadzonym przez prokuraturę śledztwie dowiedziała kilka dni temu się od właściciela dzierżawionej przez miasto działki, na której mieści się schronisko. Jak nam powiedziała, przede wszystkim skupia się na pracy i zapewnieniu dobrych warunków zwierzętom. Nie zamierza odnosić się do sprawy listy przeciwko schronisku.

Agnieszka Poryszewska

A A A
13.02.2012
godz.12:50
 

Zapisz się na newsletter

najnowsze zdjęcia
kontakt