przejdź do Sochaczew.pl
Sochaczew
245194 odwiedzin
O sytuacji nauczycieli, przedszkolnej złotówce i budżecie obywatelskim

Z wiceburmistrzem Markiem Fergińskim rozmawia Jolanta Śmielak-Sosnowska

Ilu nauczycieli w tym roku szkolnym straciło pracę?

W rozumieniu artykułu 20 Karty Nauczyciela żaden nauczyciel nie został zwolniony. Były pojedyncze przypadki, kiedy skończyła się umowa zawarta na czas określony. Dotyczyło to głównie zastępstw za nauczycieli, którzy korzystali z urlopu dla poratowania zdrowia.

Pytam dlatego, że w mediach co chwilę pojawiają się informacje o zwalnianych nauczycielach czy zamykanych szkołach.

W Sochaczewie uniknęliśmy zarówno zwolnień, jak i likwidacji placówek. Było to możliwe dzięki temu, że niż demograficzny na naszym terenie drastycznie się nie pogłębia. Właściwie mogę powiedzieć, że od kilku lat utrzymuje się na podobnym poziomie. W związku z tym ogólna liczba oddziałów zmniejszyła się tylko o jeden w Gimnazjum nr 2. Ale mamy za to zajęcia dodatkowe finansowane przez dyrektora szkoły oraz samorząd. To powoduje, że nauczyciele dostają dodatkowe godziny. Podobnie jest w przypadku nauczania indywidualnego. Dotyczy ono dzieci, które z powodów zdrowotnych nie mogą uczęszczać na zajęcia szkolne. Ich nauka odbywa się w domu pod okiem nauczycieli. W skali miasta jest kilkunastu takich uczniów. To powoduje, że musimy zabezpieczyć odpowiednią liczbę pedagogów.

Ratusz prowadzi również kilka projektów unijnych dla uczniów. Czy w ich realizacji uczestniczą nauczyciele z Sochaczewa?

W przeważającej większości tak. A trzeba pamiętać, że w skali miasta jest to 6,5 tysiąca godzin lekcyjnych w latach 2013-2014.  Ratusz otrzymał ponad 1 mln zł na trzy projekty edukacyjne realizowane w szkołach podstawowych.

To ilu nauczycieli będzie w tym roku szkolnym pracować w sochaczewskich placówkach?

Około czterystu. W zasadzie od zeszłego roku niewiele się zmieniło. Zauważamy natomiast, że część pedagogów odchodzi do niepublicznych szkół czy przedszkoli, a tych powstaje coraz więcej.

Czy stanowią one konkurencję dla placówek prowadzonych przez ratusz?

Raczej są uzupełnieniem miejskiej oferty i patrząc na liczbę nowo tworzonych placówek, chyba również dobrym biznesem.

Ale miasto współfinansuje ich działalność.

Zgodnie z przepisami niepubliczne przedszkola otrzymują od nas 75 proc. kosztów utrzymania naszych miejskich jednostek, natomiast szkoły 100 proc. tych kosztów. Przypomnę, że aktualna miesięczna kwota dotacji,  jaką otrzymuje przedszkole prywatne na jedno dziecko wynosi 541,50 zł. Istotna różnica polega na tym, że w prywatnej szkole czy przedszkolu nie obowiązuje Karta Nauczyciela. Zarobki pedagogów nie są więc regulowane wymogami ustawy.

 

 

Skoro jesteśmy przy przedszkolach, proszę wyjaśnić, na czym polega zamieszanie ze złotówką za ponadnormatywne godziny.

Zamieszanie powstało w wyniku złych decyzji Ministerstwa Edukacji Narodowej. Najpierw zmuszono samorządy do wprowadzenia stawek za ponadnormatywne godziny pobytu dziecka w przedszkolu (powyżej pięciu godzin objętych podstawą programową – red.). Większość samorządów skalkulowała je na poziomie dotychczasowych kosztów. W Sochaczewie była to stawka 2,85 zł za godzinę. Potem okazało się, że uchwalone regulaminy powinny zawierać możliwość odliczenia przez rodziców godzin nieobecności dziecka. To spowodowało uszczuplenie dochodów miasta, w naszym przypadku była to kwota 250 tys. zł rocznie.

A w wakacje premier okazał się dobrym wujkiem i obiecał rodzicom, że za dodatkowe godziny pobytu dziecka w przedszkolu nie będą płacić więcej niż złotówkę.

I znowu przez długi czas nie było wiadomo, czy dotyczy to jednej godziny, czy wszystkich ponadnormatywnych. W końcu przyszła informacja z MEN, że złotówkę ma kosztować każda kolejna godzina, a ostatnio dowiedzieliśmy się, że ma to obejmować także zajęcia dodatkowe, np. rytmikę czy język angielski. Dotychczas w przedszkolach było to różnie rozwiązywane. Jeśli nauczycielka przedszkola posiadała kwalifikacje w kierunku rytmiki, zajęcia takie odbywały się w ramach edukacji przedszkolnej. Najczęściej jednak robili to wyspecjalizowani nauczyciele (np. akompaniatorzy) w ramach zajęć dodatkowych, za które płacili rodzice. Teraz okazuje się, że złotówka ma wystarczyć również na zajęcia dodatkowe i rodzicom nie wolno ich finansować w przedszkolu.

Nie bardzo rozumiem, jak samorząd i rodzice mają wybrnąć z tej sytuacji.

Szczerze mówiąc, my też się zastanawiamy, bo po nowelizacji przepisów oświatowych rodzic płaci tylko 1 zł za każdą godzinę ponadprogramową, czyli za szóstą i kolejne godziny pobytu dziecka w przedszkolu. Dla zrekompensowania utraty części przychodów państwo udziela  samorządom dotacji  w wysokości 103,5 zł miesięcznie na każde dziecko z przedszkola.  Ale biorąc pod uwagę interpretację ministerstwa, że zajęcia dodatkowe nie mogą być finansowane przez rodziców bez względu na rodzaj i ilość tych zajęć,  samorządy po raz kolejny muszą dołożyć do pomysłów rządu. Obecnie nad rozwiązaniem problemu pracują prawnicy. Próbują znaleźć sposób udziału rodziców w kosztach zajęć, za które chcą zapłacić. Nasz samorząd planuje sfinansowanie rozszerzenia kwalifikacji zatrudnionych nauczycieli, jak również wykorzystanie wykwalifikowanych pedagogów zatrudnionych np. w szkołach. Obecnie w przedszkolach organizowane są zajęci opiekuńczo-dydaktyczne w godzinach zadeklarowanych przez rodziców.

Rodzice pytają, co z kartami, które miały rejestrować czas pobytu dziecka w przedszkolu. Dlaczego przestały obowiązywać?

Nie zrezygnowaliśmy z tego systemu, jeśli w którejś placówce nie ma kart, to jest to jakiś chwilowy problem techniczny.

Ministerstwo w ostatniej chwili zmieniło również zasady naboru sześciolatków do pierwszych klas. Jak to wpływa na organizację programów szkolnych?

To kolejny brak konsekwencji ze strony rządu. O reformie dotyczącej sześciolatków mówi się od lat. Zmiana zasad w trakcie jej realizacji wprowadziła niepotrzebne zamieszanie. Wstępnie mieliśmy zapisanych do szkół podstawowych 120 sześciolatków. Po informacji, że obowiązek szkolny dotyczyć będzie połowy przyszłego rocznika, spora część rodziców zrezygnowała,  myśląc, że MEN wycofa się z reformy. Musieliśmy ograniczyć ilość oddziałów dla najmłodszych uczniów. Takie decyzje naprawdę nie pomagają w planowaniu działań edukacyjnych.

Zostawmy oświatę, bo jak się  okazuje jest to niekończące się pasmo problemów. Upłynął termin składania wniosków do Sochaczewskiego Budżetu Obywatelskiego, a pan jest szefem komisji opiniującej wnioski. Czy ratusz spodziewał się takiej aktywności mieszkańców?

Oprócz ilości, cieszy nas różnorodność wniosków. Obok projektów dotyczących parkingu czy budowy ścieżki rowerowej, są też propozycje z zakresu kultury, sportu, edukacji. To cenna wskazówka dla władz miasta, że ważne są nie tylko duże inwestycje, ale także place zabaw, przedsięwzięcia kulturalne, rozwój obiektów sportowych. I wcale nie chodzi o budowę kolejnych hal, a na przykład przebudowę boiska, budowę nowej bieżni czy pojawienie się zewnętrznych siłowni na terenie miasta.

Ostatecznie to mieszkańcy zdecydują, które wnioski trafią do realizacji. Głosowanie na poszczególne projekty przewidziano w październiku.

Bardzo zachęcamy mieszkańców, aby zapoznali się z propozycjami, jakie wpłynęły w ramach budżetu obywatelskiego i zagłosowali na ich zdaniem najważniejsze. Komisja opiniująca miała problem z dwoma wnioskami. Jeden dotyczy budowy ścieżki rowerowej do Plecewic, drugi parkingu przy dworcu. Obie inwestycje miałyby powstać na terenach nie będących własnością miasta. Zarówno teren przy dworcu, jak i trasa wzdłuż torów kolejki wąskotorowej należą do spółki PKP. Ten problem musimy jakoś rozwiązać.

Rada miejska na realizację projektów w ramach SBO przeznaczyła milion złotych. Mimo że to duża kwota, na pewno nie wystarczy na wszystkie wnioski. Co z tymi, które nie zakwalifikują się do realizacji?

To jest wiedza bardzo potrzebna na przyszłość. Propozycje mieszkańców pokazują nam, w jakim kierunku powinny iść działania władz miasta. Być może wnioski, których nie obejmie SBO, trafią do realizacji w ramach budżetu miasta. Mogę powiedzieć, że na pewno weźmiemy je pod uwagę przy planowaniu przyszłych inwestycji i przedsięwzięć.

Na koniec proszę powiedzieć, co znajdzie się w lokalu po bibliotece na 1 Maja?

Nie potrafię tego powiedzieć. Rozważane są różne koncepcje, od ulokowania tutaj Urzędu Stanu Cywilnego, po wydział „śmieciowy”. Tym zagadnieniem zajmuje się wiceburmistrz Wachowski. Cokolwiek tam się znajdzie, najpierw potrzebny jest remont. 

 

A A A
20.09.2013
godz.10:49
 

Zapisz się na newsletter

najnowsze zdjęcia
kontakt