przejdź do Sochaczew.pl
Sochaczew
233772 odwiedzin
Psychiczny nie znaczy gorszy

 

Jeszcze  kilka lat temu choroba psychiczna, depresja, psychozy maniakalne były swego rodzaju tabu. Pobyt w szpitalu psychiatrycznym członka rodziny należał do głęboko skrywanych tajemnic. A słowo wariat kojarzyło się jednoznacznie. Dzisiaj to się zmienia. Ale problemów „chorej duszy” jest coraz więcej. Słyszy się nawet, że depresja stała się kolejną chorobą cywilizacyjną.

Pan Andrzej po raz pierwszy trafił do „psychiatryka” trzy lata temu, po śmierci żony. Nie mógł sobie poradzić ze stratą bliskiej osoby. Popadł w głęboką depresję, która oprócz typowych objawów charakteryzowała się tym, że odczuwał silny ból serca. Konsultacje lekarskie kończyły się zawsze tym samym- diagnozą, że serce jest zdrowe i skierowaniem do szpitala psychiatrycznego. Za którymś razem spędził tam blisko rok i nie był to ostatni pobyt. Co jakiś czas depresja powraca, a on wraca na oddział.

Większy rejon, więcej chorych

 Sochaczew ma to szczęście, że posiada szpital psychiatryczny, zarówno oddział męski, jak i żeński. Łącznie 132 łóżka, a i tak część pacjentów musi czekać na miejsce. Potwierdza to ordynator oddziału męskiego doktor Edyta Walczak.

- Rzeczywiście od października mamy stuprocentowe „obłożenie”. Z tego powodu czas oczekiwania na przyjęcie do szpitala wynosi od dwóch do czterech tygodni. Dotyczy to oczywiście pacjentów, których choroba pozwala na to. Nie ma kolejek w przypadku osób w tzw. stanach ostrych. Oni przyjmowani są natychmiast – mówi doktor Walczak.

Jak wynika ze szpitalnych statystyk, w ciągu 10 lat ilość pacjentów podwoiła się dwukrotnie. O ile w 2000 r. było 1200 pacjentów w ciągu roku, to teraz jest ich około 2,5 tys. Wpływa na to nie tylko liczba zachorowań, ale też systematyczne powiększanie się rejonu.

- Kilkanaście lat temu pawilon psychiatryczny budowano z myślą o pacjentach z terenu byłego województwa skierniewickiego – przypomina ordynator Walczak . - Kiedy nastąpił nowy podział administracyjny, część dawnego województwa została podzielona między Łódź i Warszawę. Wyodrębniono też kasy chorych - mazowiecką i łódzką. Docierali do nas pacjenci z jednej i z drugiej. Teraz doszły nam jeszcze takie miejscowości jak: Żyrardów, Błonie, Kampinos i Leszno. A przecież są jeszcze placówki tego typu w Pruszkowie, Warszawie, Zgierzu i Łodzi. Sochaczew jest jednak tak położony, że w wielu wypadkach decyduje odległość, a nie umownie przypisany rejon. Tak jest w przypadku Łowicza i Skierniewic. Do tego dochodzą próby podsyłania nam pacjentów teoretycznie obsługiwanych przez Płock i Gostynin, a więc z miejscowości po drugiej stronie Wisły. Mam tu na myśli  Płońsk, Wyszogród, Czerwińsk. Jak się to wszystko podsumuje, to wychodzi ogromny teren. Stąd też tak duża liczba hospitalizowanych właśnie u nas- dodaje doktor Edyta Walczak.

Detoks na krótką metę

Oddział męski nie byłby tak zapełniony, gdyby nie pacjenci z problemem alkoholowym.  Po dwutygodniowym, miesięcznym czy półrocznym „ciągu” trafiają do szpitala z wieloma dolegliwościami. Może to być bezsenność,  drżenie ciała, nadmierna potliwość, majaczenie alkoholowe, a czasem ataki padaczki. Do szpitala trafiają mężczyźni po próbach samobójczych, albo wyjątkowo agresywni wobec otoczenia.  Jest to również duże obciążenie dla personelu, bo bywają wulgarni, nie panują nad swoimi odruchami.

Ich pobyt zaczyna się na zamkniętym oddziale detoksykacyjnym, na którym znajduje się 10 łóżek. Czas kuracji trwa najczęściej kilka dni, podczas których pacjenci poddawani są odtruciu i leczeniu farmakologicznemu. Po opanowaniu objawów towarzyszących odstawieniu alkoholu i doprowadzeniu pacjenta do psychicznej i fizycznej równowagi,  szpital podejmuje działania motywujące do podjęcia leczenia odwykowego. Odbywają się zajęcia z terapeutą ds. uzależnień, chorzy otrzymują informacje, gdzie mogą się dalej leczyć. Przy szpitalu działa poradnia odwykowa, z której mogą skorzystać wszyscy poszukujący pomocy. Nie tylko uzależnieni, także ich rodziny.

- Problem z tymi pacjentami polega na tym, że po wytrzeźwieniu nie chcą się poddać dalszemu leczeniu w poradni odwykowej. Są najczęściej bezkrytyczni wobec siebie. Nie przyznają się do uzależnienia, twierdzą, że nie są alkoholikami. Często wypisują się na żądanie, a po jakimś czasie znowu wracają. I to wielokrotnie – opowiada doktor Walczak.

Nowym zjawiskiem jest choroba alkoholowa kobiet. Jeszcze kilka lat temu takich przypadków zdarzało się kilka w roku. Teraz kilka w miesiącu. I nie chodzi tu o panie pijące codziennie drinka do kolacji, a o takie, które trafiają na oddział z majaczeniem alkoholowym. Doktor Walczak tłumaczy to rozluźnieniem norm i równouprawnieniem we wszystkich dziedzinach. Kobiety piją, zażywają narkotyki, potrafią być równie wulgarne jak mężczyźni.

Na sochaczewski detoks, co prawda rzadko, ale  trafiają osoby uzależnione od narkotyków. Nie ma jednak tych przypadków dużo. Pewnie dlatego, że są wyspecjalizowane ośrodki, które zajmują się tym problemem. Częściej pojawiają się pacjenci z powikłaniami po zażywaniu opiatów czy amfetaminy. Zdarzały  się także przypadki osób trafiających na oddział po eksperymentach z „dopalaczami”.

Pacjent socjalny i depresyjny

Innym rodzajem pacjentów są tak zwani „socjalni”. Osoby samotne, odrzucone przez środowisko, albo mieszkające na odludziu, na przykład gdzieś w Puszczy Kampinoskiej. Jak mówi Edyta Walczak, oprócz leczenia psychiatrycznego wymagają pełnej obsługi – od umycia, po załatwienie wszelkich formalności. Często nie mają dowodu osobistego, ubezpieczenia, warunki socjalne w domach urągają wszelkim zasadom. Dlatego tak ważna jest w tym wypadku współpraca z ośrodkami pomocy społecznej. Bez niej takich ludzi należałoby wypisywać ze szpitala w próżnię. To są bardzo trudne sprawy. Praca terapeutyczna  musi być łączona z socjalną.

Pacjentami szpitala są także osoby ze schizofrenią, różnego typu depresjami, zaburzeniami lękowymi, objawami maniakalnymi. Na oddziale żeńskim częstymi przypadkami są zaburzenia psychiczne wieku starczego. Zależnie od stanu chorego trafiają na oddział zamknięty lub otwarty.

Gdzie upatrywać przyczyn problemów psychicznych? Nie ma na to jednej odpowiedzi.  Łatwiej znaleźć powody depresji, która stała się już niemal chorobą cywilizacyjną. Brak pracy, jej utrata, niepowodzenia w poszukiwaniu zatrudnienia. A jeśli już ktoś ma pracę to zmaganie się z konkurencją, rosnącymi wymaganiami, stresem i presją czasu – wylicza doktor Walczak. - Bolesne jest to, że coraz młodsze osoby wymagają pomocy psychiatrycznej, a z tym nie jest najlepiej. Szpitale takie, jak nasz przyjmują pacjentów od 18. roku życia. Do placówek czy nawet psychiatrów dziecięcych lub młodzieżowych są długie kolejki - dodaje.

Problemy psychiczne nie są już spychane na dalszy plan. Stały się tak samo poważnymi schorzeniami, jak inne ciągnące się latami przypadłości. Powstał nawet Narodowy Program Ochrony Zdrowia Psychicznego. Podobne programy mają obowiązek przyjąć wszystkie samorządy. Jak będą realizowane, przekonamy się za jakiś czas.

Jolanta Sosnowska

A A A
29.12.2011
godz.13:06

Zapisz się na newsletter

najnowsze zdjęcia
kontakt