przejdź do Sochaczew.pl
Sochaczew
233778 odwiedzin
Dolina Muminków i Dolina Krzemowa

Z burmistrzem Mszczonowa Józefem Grzegorzem Kurkiem rozmawia Andrzej Smyczek

 

Zamiast Centralnego Portu Lotniczego pod Mszczonowem będzie olbrzymi park rozrywki. Żal panu lotniska?

Każda z tych inwestycji jest w stanie gospodarczo ożywić region. Lotniska trochę żal. Niestety, okazało  mrzonką kolejnych ministrów i rządów. Chyba nikt tak naprawdę nie zamierzał go realizować. Dlatego w miejscu planowanego portu lotniczego powstanie wielki park nauki i rozrywki. Siła wabiąca Park of Poland, bo taką nazwę nosi projekt, może się okazać równie duża, a może i większa niż portu lotniczego.  A czas uzyskania zakładanego efektu o wiele krótszy.

- Na stworzenie parku rozrywki i potrzeba  ogromnej powierzchni. Ten pod Mszczonowem , wraz z innymi planowanymi  przedsięwzięciami ma mieć 3200 hektarów. Jak udało się panu przekonać okolicznych rolników, żeby pozbyli się ojcowizny?

- Na początek inwestorowi, spółce Global Parks Poland, będzie potrzeba 250 hektarów, potem znacznie więcej.  Sprzedający ziemię nie wyzbywali się ojcowizny. Była to zazwyczaj ta część areału, z której mieli niewielki pożytek. Grunty sprzedawali za satysfakcjonującą cenę.

- Może dziwić jednak to, iż godzili się oddać ziemię , a pieniądze otrzymać w bliżej nieokreślonej przyszłości.

- Czas zapłaty został dokładnie określony. Podczas pierwszych spotkań z mieszkańcami inwestor wyjaśniał, a ja to potwierdzałem, że on sam jako podmiot zagraniczny nie może nabyć ziemi rolnej. Procedura nakazuje najpierw zmienić studium uwarunkowań planu, potem zrobić plan zagospodarowania, zatwierdzić go, opublikować i dopiero wówczas inwestor może wypłacić należność za ziemię. W Polsce ta procedura trwa długo. Skróciliśmy ją do granic rekordu świata. Jeśli w marcu tego roku były podjęte uchwały o zmianie planu,  a w końcu roku część planów jest już uchwalona, to szybsze tempo trudno sobie wyobrazić. Teraz powinien nastąpić ruch wojewody. Sprzedający ziemię wiedzieli dokładnie, że procedury mogą potrwać do wiosny, a najpóźniej do 30 czerwca otrzymają pieniądze w kwocie zapisanej w umowie wstępnej. Sądzę, że pierwsze należności będą wypłacane w lutym 2012 roku.

- Co, pana zdaniem decyduje o powodzeniu przy wykupie gruntów pod inwestycję?

- Jasne stawianie sprawy i konsekwencja w jej załatwianiu. Jeden trudny etap mamy już za sobą. Przed nami kolejne.

- Gdzie mogą się pojawić zagrożenia?

- W negocjacjach z ministerstwami. Na przykład z resortem transportu.  Skala zaplanowanej inwestycji będzie wymagała przebudowy lub modernizacji części dróg krajowych i węzłów komunikacyjnych.  Płotkiem do przeskoczenia jest kolej. Ludzie powinni mieć możliwość dotarcia do Park of Poland nie tylko samochodem.  To wymaga prac koncepcyjnych i niemałych nakładów na usprawnienie połączeń ze stolicą. Stosunkowo najłatwiej  będzie dostarczyć do parku rozrywki i nauki media: gaz, wodę,  energię elektryczną.

- Czy kłopotów nie wróży ż to, że największy park tematyczny w Europie Środkowo-Wschodniej będzie się rozpościerał na obszarze trzech sąsiadujących ze sobą gmin: Mszczonowa, Radziejowic i Puszczy Mariańskiej?

- Właśnie po to, by nikt nikomu nie wchodził w szkodę powołaliśmy 7 grudnia Strefę Aktywności Gospodarczej. Obejmuje wydzielony obszar trzech gmin powiatu żyrardowskiego. Oprócz nas, wójtów gmin i inwestora, spółki Global Parks Poland,  list intencyjny w tej sprawie podpisali: starosta powiatu żyrardowskiego i wiceprezes Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji zagranicznych Marek Łyżwa.  W takim gronie wręcz nie wypada się kłócić. Strefa jest po to, aby wszystko było poukładane. Spodziewamy się, że inwestorów w strefie będzie wielu. Trzeba będzie umiejętnie godzić różne interesy.  Sukces może dać jedynie zgodne działanie.

- Kto będzie głównym sternikiem?

- To nie jest jeszcze ustalone. Z pewnością decyzje będą  zapadać kolegialnie.

- Nawet jeśli o większości spraw: rozlokowaniu centrów konferencyjnych, parku nauki czy obiektów służących rozrywce  będzie decydował „triumwirat” , to nie na każdą decyzję inwestycyjną będzie miał wpływ. Okoliczne miasta i gminy będą próbowały złowić coś dla siebie – wybudować hotel czy inny obiekt turystyczny.

- Każdy z pewnością coś złowi. Mszczonów nie będzie miał monopolu na usługi  turystyczne. To trochę tak jak z Zakopanem.  Miasto ma promień oddziaływania  inwestycji.  W strefie około 50 kilometrów od turystycznego centrum powstaje mnóstwo obiektów i usług, które muszą to centrum obsłużyć. Podobnie będzie z Mszczonowem. Dokoła jest mnóstwo miast, które będą chciały zdyskontować napływ turystów i  stworzyć nowe miejsca pracy w szeroko pojętych usługach. Piaseczno, Skierniewice, Sochaczew, Grodzisk Mazowiecki , Pruszków – to tylko pierwsze z brzegu przykłady.

- Grodzisk Mazowiecki  zamierza wybudować własne centrum rozrywki, więc stworzy się raczej układ konkurencyjny.

- Jeśli rzeczywiście centrum rozrywki tam powstanie, to tak, będziemy konkurencją.

- Powątpiewa pan w ideę Adventure World Warsaw pod Grodziskiem?

- Życzę pomysłodawcom tamtego projektu jak najlepiej, ale nie sadzę, by mogły w bliskiej odległości od siebie powstać dwa podobne parki.

- Wygra ten, kto będzie pierwszy?

- A pan nie zamierza być drugi?

- Nie.

- Ale Peter Jan Mulder zainwestował już podobno w grodziski projekt  11 mln euro?

- Nie wiem, na co mogło pójść 11 mln euro, skoro ziemi nikt tam nie kupuje. Ja interesuję się  projektem mszczonowskim i robię swoje. Wiem, że nasz inwestor  jest wiarygodny. Jego  dwie spółki: Cinema City Poland i Ronson Development są notowane na polskiej giełdzie. Obie przynoszą spory dochód. Kierują nimi wiarygodni ludzie. Dlatego mam prawo wierzyć, że inwestycja Park of Poland będzie zrealizowana.

- Wedle dostępnych informacji Inwestorzy spod Grodziska też stworzyli biznesplany i zamierzają ugrać na zrealizowaniu inwestycji duże pieniądze.

- Spółka Global Parks Poland zanim przyszła do Mszczonowa, próbowała rozmawiać z Grodziskiem i kupić tam grunt. To się jej nie udało.

- Dla was skupienie paruset hektarów to pestka?

- Z pewnością to niełatwe przedsięwzięcie. Ale – jak widać – wykonalne. Uzgodniliśmy z inwestorem, że żadnych informacji na temat projektu nie będziemy rozpowszechniać, dopóki  nie skupi potrzebnej mu ziemi. I, po cichu, dopięliśmy swego.

- Nie pierwszy raz robi pan po cichu swoje. Wiele lat temu – także bez rozgłosu - skupił pan tereny pod inwestycje. W Mszczonowie ulokowały się potem  duże firmy logistyczne.

- Dają teraz pracę setkom ludzi. Jedna tylko firma FM miała zatrudniać 120 osób. Dzisiaj zatrudnia ich około tysiąca.

- Czy w związku  olbrzymią budową przewiduje pan porozumienia z innymi samorządami niż Radziejowice i Puszcza Mariańska?

- Jeśli wziąć za przykład   parki rozrywki we Francji czy Niemczech, to tam rozwój infrastruktury hotelarskiej był przewidywalny. Polska aż tak przewidywalna nie jest. Być może zamiast hoteli powstanie w strefie oddziaływania parku  sieć prywatnych kwater, minihotelików? Istnieją ogromne możliwości zaadaptowania na miejsca noclegowe niepotrzebnych strychów, nadbudówek, poddaszy, pomieszczeń gospodarczych. Zapewne wraz z okolicznymi miastami trzeba będzie stworzyć cały układ turystyczny.  Wskazana będzie współpraca na wielu polach.

- Podobno głównym magnesem parku będzie 150-metrowej  wysokości  rollercoaster?

- Urządzeń służących rozrywce i zabawie będzie co niemiara. Chciałbym, żeby pod Mszczonowem można się było nie tylko pobawić, ale również poćwiczyć umysł. Skoro już trochę kopiujemy Florydę, to dlaczego nie Kalifornię i tamtejszą Dolinę Krzemową? Relaks w parku czy multipleksie mógłby być połączony z możliwością odwiedzenia centrum innowacji. Chodzi o stworzenie możliwości spotkań naukowców, studentów, uczniów, ludzi o otwartych, kreatywnych umysłach. Zaistniałyby warunki do zupełnie nowej edukacji młodzieży.  Mógłby tu powstawać kapitał  w postaci know-how, czyli wiedza, którą można wdrożyć w nowe technologie. Dziś nie ma już wyścigu, kto wyprodukuje więcej obrabiarek, ale kto posiada wysoko specjalistyczną wiedzę.

- Hodowla „pięknych umysłów” w pobliżu karuzeli?

- Chodzi o to i o coś więcej – by najbardziej twórczy, kreatywni ludzie pozostali w kraju, a nie wyjeżdżali w poszukiwaniu możliwości rozwoju za ocean.

- Słowem park rozrywki wygląda jedynie na pomysł wstępny.

- Bo tak jest w istocie. Ludzi trzeba najpierw czymś w określone miejsce przyciągnąć. Nie tylko rollercoasterem. Tu musi być dużo nowych  „zabawek”, rzeczy, których nie ma gdzie indziej. A przy okazji możliwość wzięcia udziału w ciekawej konferencji i obcowania ze światem najnowszych wynalazków.

- I na wybudowanie czegoś w rodzaju Centrum Naukowego  „Kopernik”  z dodatkami potrzeba aż 3 tysięcy hektarów?

- Owe 3200 hektarów to obszar całej Strefy Aktywności Gospodarczej.  Potrzeba aż tyle miejsca, bo nie chcemy dopuścić, by jednio drugim zaglądali w okna. Duża przestrzeń daje inwestorowi możliwość realizowania śmiałych planów.

- Wielka skala projektu i krótki, czteroletni czas jego realizacji. Czy niestabilna sytuacja gospodarcza w Europie nie tworzy zbyt wielkiego ryzyka?

- Inwestorzy na wielkie projekty wydają się przygotowani. Mają w ich realizacji spore doświadczenie. I nie wybrali chyba złego momentu. Niepisana reguła brzmi, że wszystkie inwestycje w dziedzinie rozrywki buduje się w kryzysie. Wówczas buduje się najtaniej i najszybciej. Kryzys nie będzie trwał cały czas. To sinusoida. Gdy się skończy, zaczną się sprzedawać usługi. 2015 r. to moment, kiedy na świecie wiele problemów się rozstrzygnie.

 

 

e='3 �bd���&ight:normal'>W kampanii obiecywał Pan też parking przy PKP…
Rozmowy z Urzędem Marszałkowskim idą bardzo dobrze. Wszystko wskazuje na to, że już w przyszłym roku możemy zacząć budowę parkingu na około 100 miejsc.

 

Promowanie sportu, kultury i współpraca z organizacjami pozarządowymi  to filary pana programu wyborczego.  Ten rok obfitował w wydarzenia oraz imprezy kulturalne. Adwersarze zarzucają panu nawet wywindowanie wydatków na promocję miasta.

Zacznijmy od obalenia tej całkowicie nieprawdziwej informacji. W 2011 roku na promocję wydaliśmy o 20 tysięcy złotych mniej niż moi poprzednicy. Sądzę, że my po prostu wydaliśmy te pieniądze efektywniej. W 2012 roku na promocję przeznaczone jest jeszcze mniej niż w tym, a planów mamy równie dużo.

A co z inwestycjami?
W tym roku zrealizowaliśmy więcej niż było w planie. Choćby wspomniany dach w Zespole Szkół w Chodakowie czy nowe asfaltowe nawierzchnie ulic: Kutrzeby czy Okrężnej. W przyszłym roku na inwestycje zamierzamy wydać 15,8 proc. całego budżetu. Zważywszy, że idzie kryzys, praktycznie skończyły się środki unijne, coraz mniej jest pieniędzy w programach rządowych, czego przykładem jest choćby fakt, że żadna droga w naszym powiecie nie dostała pieniędzy na remont jako tzw. „schetynówka”, uważam taki wskaźnik za nasz duży sukces.

Opozycja krytykuje Pana za podwyższanie podatków. Część radnych napisała nawet list protestacyjny w tej sprawie…
Zacznijmy od tego, że my tak naprawdę nie podnieśliśmy podatków. Regulacja poniżej poziomu inflacji, oznacza że realnie utrzymaliśmy je na tegorocznym poziomie.  Odpowiedzialny gospodarz miasta musi myśleć o potrzebach jego mieszkańców. Drogi, szkoły, pomoc społeczna, sport czy kultura jest finansowana z podatków. Jeśli nie chcemy likwidować lub ograniczać działalności naszych placówek to musimy znaleźć na to środki.

W jaki sposób realizowane jest przez pana wyborcze hasło: „Razem zmienimy nasze miasto”?
Od pierwszego dnia stawiam na współpracę z Radą Miejską i uważam to za jeden ze swoich największych sukcesów. Uchwałę budżetową na rok 2012 podjęto jednogłośnie, bez uwag! Bardzo się cieszę ze świetnych stosunków z organizacjami pozarządowymi. Powołałem Radę Pożytku Publicznego i Radę Sportu. Udało nam się zaprosić do wspólnej pracy na rzecz miasta bardzo szeroką grupę ludzi. Wydając każde zarządzenie, czy przygotowując projekty uchwał, naprawdę liczymy się z opiniami zwykłych obywateli. Kilka razy w tygodniu jestem na spotkaniach z mieszkańcami. Co weekend biorę udział w co najmniej kilku imprezach.

Emocje wzbudziły zaproponowane opłaty za przedszkola. Choć udało się spełnić wiele oczekiwań rodziców, to niektórzy wciąż uważają przyjęte rozwiązania za niekorzystne.

Tak jak przy każdej innej decyzji zawsze ktoś będzie niezadowolony. Ale nie mieliśmy innego wyjścia. Ustalenia bezpłatnej podstawy programowej i wysokości stawek za godziny ponad nią, wymagała od nas nowa ustawa. Opłaty stałe za przedszkola nie były regulowane od dziewięciu lat. A koszty utrzymania rosły drastycznie. Sądzę, że wielu z rodziców, którzy korzystają dziś z przedszkoli mieszka też przy drogach, które wymagają remontu, ich starsze dzieci chodzą do szkół, które utrzymujemy. My musimy myśleć o wszystkim. Nowe stawki, które wprowadziliśmy nie należą do wysokich, w porównaniu z innymi samorządami. Gdy okazało się, że po nowym roku mogą wzrosnąć zbyt drastycznie, obniżyliśmy wskaźnik, wedle którego są obliczane.

Z wieloletniego planu skreślonych zostało kilka ważnych inwestycji, między innymi most na Bzurze. Jakimi kryteriami kierował się pan rezygnując z tych, a nie innych punktów planu?

Nie rezygnujemy z żadnej inwestycji. Część przesuwamy jednak w czasie. Inne, jak choćby parkingi w centrum miasta, chcemy rozwiązać inaczej. Co do mostu to chcemy najpierw zbadać jak będzie kształtował się ruch po oddaniu świateł na skrzyżowaniu ul. Gawłowskiej i Płockiej. Most to gigantyczna inwestycja. By go zbudować potrzebne są nie tylko ogromne pieniądze, ale też bardzo dogłębna analiza, w którym miejscu jest potrzebny i wykonalny.

Współpracę miasta z powiatem trudno uznać za idealną. Jaka jest tego przyczyna i kiedy można oczekiwać sprawnego rozwiązywania wspólnymi siłami spraw mieszkańców, w tym na przykład problemu wyjazdu z ulicy Gawłowskiej?

Miastu nie można zarzucić, że nie chce współpracować z powiatem. Dołożymy do projektu świateł przy Gawłowskiej ponad 400 tysięcy złotych. A przecież ta ulica należy do samorządu powiatowego. Rada Miejska na nasz wniosek właśnie podjęła decyzję o wsparciu powiatowych służb – straży pożarnej kwotą 80 tysięcy, policji 85 tysięcy. Cały czas wspieramy też szpital powiatowy, zwalniając go z podatku od nieruchomości. Rozumiemy, jak ważne dla miasta są te instytucje. Kolejne 100 tysięcy chcemy przekazać na dofinansowanie projektu remontu ul. Staszica. To jedna z najważniejszych ulic miasta, która wymaga pilnej renowacji, ale należy do powiatu. Na naszą propozycję wspólnej inwestycji dostaliśmy odpowiedź, że jeśli chcemy, to możemy sami ją remontować, a najlepiej przejąć. Wiele do życzenia pozostawia też stan czystości ulic utrzymywanych przez starostwo.

Czystość to także miał być jeden z priorytetów pańskiej kadencji…

ZGM, który odpowiada za czystość w mieście cały czas jest przeze mnie dopingowany. Pierwsze efekty już widać, ale na pewno nie jestem jeszcze zadowolony. Nie ułatwia nam zadania fakt, że główne ulice – choćby wspomniana Staszica, czy 600-lecia nie należą do miasta. W związku z tym my nie mamy nawet prawa ich sprzątać. Ale szukamy rozwiązania tego problemu. Wiele też zależy od samych mieszkańców. Przypomnę, że za czystość chodników odpowiada właściciel posesji, przy której przebiegają. Będziemy na to zwracać uwagę. Walkę z brudem musimy wygrać!

Z czego Pan jest najbardziej zadowolony?

O współpracy z Radą Miejską już mówiłem. Niedawno usłyszałem opinię jednego z przedstawicieli organizacji pozarządowych, nie zawsze pochlebnie wypowiadającego się na mój temat, że urząd jest teraz bardziej otwarty na ludzi, na ich pomysły i potrzeby. Lepszej nagrody za ten rok pracy nie mogłem dostać.

A co się Panu nie udało?

Moment, w którym uznam, że wszystko co robimy, robimy dobrze, powinien być moim ostatnim na stanowisku burmistrza. Ja na wszystko co robimy patrzę zatem krytycznie. Bo wiem, że możemy pracować dla Sochaczewa jeszcze ciężej i lepiej. I tego będę od siebie i innych wymagał.

Jak Pan spędzi święta?

Tradycyjnie pierwszą część Wigilii spędzę u rodziców, drugą we własnym domu. W tym roku niestety, nie będzie z nami wnuczka. Córka, która mieszka w Paryżu, tym razem nie przyjeżdża na święta. Mam więc wolne, jeśli chodzi o wcielanie się w rolę św. Mikołaja.

Czego by Pan sobie życzył na święta?

Spokoju i pomyślności dla miasta i jego mieszkańców. Życzę sobie i nam wszystkim, by opowieści o kryzysie okazały się nieprawdziwe. Byśmy mieli jak najmniej powodów do zmartwienia, a jak na najwięcej do radości. By nasze rodziny miały jak najwięcej czasu dla siebie, nasze dzieci pięknie się rozwijały, a kochani seniorzy mieli pociechę z nas i wszystkiego co ich otacza. Życzę też wszystkim nam byśmy za rok jeszcze mniej rozmawiali na temat problemów, a jeszcze więcej o tym, co udało nam się razem zdziałać. Dla miasta, bliskich i dla naszego kraju.

 

A A A
20.12.2011
godz.10:15
 

Zapisz się na newsletter

najnowsze zdjęcia
kontakt