przejdź do Sochaczew.pl
Sochaczew
245159 odwiedzin
Autobusem retro do Żelazowej Woli?

Przez trzydzieści lat woził pasażerów, a po gruntownym remoncie stanie się atrakcją turystyczną. W listopadzie ubiegłego roku sochaczewski ZKM rozpoczął renowację Jelcza M11 z 1987 roku o numerze rejestracyjnym SNB 6522, którym w sezonie letnim chciałby wozić pasażerów na trasie dworzec PKP – Żelazowa Wola.

Przez trzy lata, dzięki porozumieniu wójta i burmistrza pokrywających po połowie koszty tego przedsięwzięcia, w dni wolne od pracy turyści odwiedzający Żelazową Wolę mogli do dworku i parku dojechać bezpłatnie. W latach 2017-2019, od czerwca do połowy października, linia nr 6 rozpoczynająca bieg przed stacją PKP dowoziła tam gości za darmo.

- Z wiadomych względów w 2020 roku nie było linii specjalnej, ale w niedalekiej przyszłości, gdy muzea na nowo zostaną otwarte, chcielibyśmy aby przejazd do Domu Urodzenia F. Chopina wiązał się z dodatkową atrakcją, to znaczy odbywał się autobusem retro pieczołowicie odbudowanym przez naszych mechaników znających przecież Jelcze M11 jak nikt inny w kraju – mówi dyrektor ZKM Beata Furman. 

- Przywracanie dawnego blasku Jelczowi rozpoczęliśmy w ubiegłym roku, najpierw od wnętrza. W tej chwili zabezpieczamy podwozie i wymieniamy zużyte części. Od dwóch miesięcy autobus stoi w warsztacie i krok po kroku nasi mechanicy próbują przywrócić mu dawną świetność. Cel jest taki, żeby po naprawach przeszedł badania techniczne, został dopuszczony do ruchu i uznany za pojazd zabytkowy. Jeśli wyruszy na trasę, to już z żółtymi tablicami rejestracyjnymi – dodaje Beata Furman.

Prostota jest zaletą

Gdy Jelcze były w ciągłej eksploatacji prostota ich konstrukcji stanowiła największą wadę, a dziś, gdy ZKM walczy o przywrócenie autobusowi dawnego blasku, prostota jest największą zaletą.

- Nie ma w nim skomplikowanych systemów elektronicznych, jak we współczesnych autobusach. Problemem jest rdza i zużycie części, a także konieczność stosowania takich materiałów, by maksymalnie zbliżyć się do oryginału. Części zamiennych mamy sporo, i to jest nasz skarb, bo do pojazdów, których produkcja skończyła się trzy dekady temu coraz trudniej je dobrać. Nad całością prac czuwa nasz mechanik, Stanisław Pazdro. Zajmował się naprawą Jelczy przez ponad trzy dekady i ten ostatni egzemplarz traktuje jak własne dziecko – podkreśla dyrektor ZKM.

My im skrzynię, oni fotele

Zakład utrzymuje kontakt z kilkoma grupami fanów Jelczy, którzy doradzają sobie, jak przeprowadzić konkretną naprawę, gdzie zdobyć części, elementy wyposażenia itd.

- W ubiegłym roku odwiedzili nas fani starych Jelczy z Warszawy. Od słowa do słowa uzgodniliśmy, że nasi mechanicy naprawią w ich Jelczu skrzynię biegów, a oni podarują nam oryginalne siedzenia do M11 wyjęte z autobusu, który jeździł po Żychlinie. Trzeba będzie oczywiście odtworzyć charakterystyczną, czerwoną, wykonaną ze skaju tapicerkę, a także dokonać naprawy części stelaży tych siedzeń – dodaje dyrektor ZKM.

Prac niestety nie uda się zakończyć do lata, a byłby to idealny termin, związany z ważną dla firmy datą. 1 lipca przypada dwudziesta rocznica samodzielnego działania ZKM. W latach 1979-1996 komunikacja miejska była częścią przedsiębiorstwa państwowego - Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej, potem oddziałem zakładu budżetowego - Zakładu Usług Komunalnych.

Jeżdżą po Białymstoku, Krakowie…

Jelcze M11 były produkowane w latach 1985-1990. Powstało ich około 2600 sztuk. Na sochaczewskich ulicach pojawiły się w marcu 1988 roku. Równo trzydzieści lat później, gdy pisaliśmy o ich fenomenie, ZKM miał pięć tego typu pojazdów, a ich wyjątkowość polegała na tym, że wciąż pozostawały czynną częścią taboru komunikacji miejskiej. Oprócz naszego miasta, podobną funkcję pełniły wówczas dwa Jelcze jeżdżące po Żychlinie. Gdy miasto odnawiało tabor, Jelcze kończyły służbę. W 2016 roku ZKM wycofał z eksploatacji trzy autobusy. Dwa z nich należą teraz do Klubu Miłośników Komunikacji Miejskiej w Białymstoku, trzeci egzemplarz kupiło MPK w Krakowie, i jest tam wykorzystywany okazjonalnie, wozi gości np. podczas Nocy Muzeów. Jelcze ostatecznie zniknęły z sochaczewskich ulic w 2019 roku, ale nie postały długo w garażu. W czerwcu 2019 roku cztery z pięciu ostatnich wystawiono na sprzedaż, a na przetarg wpłynęło aż dwadzieścia pięć ofert zakupu. Pojazdy sprzedane za kwoty od 8,9 do 15,7 tys. zł, trafiły  do Laskowic, Dąbrowy Górniczej, Nakła nad Notecią i miejscowości Motycz k/Lublina. Nie zostały rozebrane na części, ale zajęli się nimi fani retro motoryzacji.

(daw)

A A A
22.01.2021
godz.13:45
 

Zapisz się na newsletter

najnowsze zdjęcia
kontakt