przejdź do Sochaczew.pl
Sochaczew
245161 odwiedzin
Zawsze żyłam w kręgu ludzkich potrzeb

Od 45 lat jest związana z pomocą społeczną, poznała wszystkie jej aspekty i pomogła wielu ludziom. Choć czasami musiała podejmować trudne decyzje dotyczące swoich podopiecznych, zawsze kierowała się dobrem słabszych, potrzebujących wsparcia. Od blisko 15 lat kieruje Dziennym Domem Pomocy Społecznej w Sochaczewie. Wszyscy, którzy ją znają, mówią o jej wyjątkowej empatii, umiejętności wsłuchiwania się w problemy innych, ogromnej kulturze osobistej. Mowa o Teresie Michałowskiej, która wkrótce odchodzi na emeryturę.

Wiele osób żałuje, że żegna się pani z pracą zawodową.
Miło mi to słyszeć, ale przychodzi taki czas, kiedy zmęczenie, chęć zajęcia się swoimi sprawami bierze górę. Pracuję od 1976 r. To bardzo długi czas, w którym praca była zawsze na pierwszym miejscu. Bardzo trudne były dla mnie i mojej rodziny ostatnie miesiące zbierającej żniwo pandemii. Stąd moja decyzja o emeryturze.

Jako młoda osoba zdobyła pani wykształcenie techniczne, skąd zatem zainteresowanie pomocą społeczną?
To chyba mój charakter, przemożna chęć pomagania innym, sprawiły, że już pierwsza praca w Fabryce Kabli w Ożarowie w dziale szkolenia i adaptacji społeczno-zawodowej polegała na kontaktach z ludźmi. Sprawiały mi one dużą satysfakcję, kiedy okazywało się, że mogę komuś pomóc. Dość naturalne wydawało się więc przejście po kilku latach do działu służb społecznych w Zespole Opieki Zdrowotnej. Jeszcze wtedy, aż do 1990 r., pomoc społeczna podlegała resortowi zdrowia. W tym czasie, pracując na różnych stanowiskach, zajmowałam się sprawami rehabilitacji zawodowej i społecznej, organizowaniem pomocy instytucjonalnej, co polegało m.in. na umieszczaniu osób starszych w domach seniora, zlecaniem usług opiekuńczych dla mieszkańców wymagających opieki.

W 1990 r, kiedy samorządy przejęły tę dziedzinę, rozpoczęła pani pracę w Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej, awansując po kilku latach na stanowisko kierownika działu pomocy rodzinie. To bardzo rozległe zagadnienie, wymagające wiedzy z różnych dziedzin, empatii, ale także umiejętności podejmowania trudnych decyzji.
To prawda, ale wtedy miałam już za sobą studia w zakresie polityki społecznej i wiedzę potrzebną w pracy socjalnej oraz kilka lat stażu zawodowego w MOPS. Poznałam rodziny, ich potrzeby, słabe strony. Nie ulega wątpliwości, że to właśnie rodziny dysfunkcyjne były głównym przedmiotem zainteresowań kierowanego przeze mnie działu. Bywały rzeczywiście bardzo trudne sytuacje, głównie wtedy, kiedy rodzice nie spełniali podstawowych funkcji.

Gdy na przykład musiała pani wnioskować o umieszczenie dziecka w placówce lub rodzinie zastępczej?
Tak i to były najtrudniejsze momenty w mojej pracy, ponieważ wiedziałam, że to właśnie dziecko ponosi największe konsekwencje takich decyzji. To ono zostaje wyrwane z naturalnego środowiska, ulokowane w nieznanym miejscu, bez rodziny, kolegów. Dzieci często, mimo złego traktowania w rodzinnym domu, są bardzo związane emocjonalnie z tym środowiskiem. Ale z drugiej strony pozostawanie w biologicznej rodzinie zagrażało zdrowiu lub życiu dziecka.

A czy bywały sytuacje, kiedy to same dzieci prosiły o zabranie z domu, bo miały już tak dość alkoholu, przemocy, głodu, że wolały być gdziekolwiek, byle nie z rodzicami?
W przypadku starszych dzieci tak. One widziały, że jest już tak źle, że dłużej nie wytrzymają. Patrzyły na marnotrawienie przyznawanych przez nas funduszy, które zamiast na jedzenie, ubranie czy opał rodzice przeznaczali np. na alkohol. Były świadkami bądź ofiarami przemocy. Do tej pory, kiedy wspominam ten etap pracy, myślę o dzieciach, którym działa się krzywda.

Więc zapewne medialne doniesienia z kraju o pobitych na śmierć niemowlętach, dzieciach źle traktowanych przez dorosłych też robią na pani wrażenie.
Takie informacje są dla mnie wstrząsające, rodzą pytania, jak możliwe było zlekceważenie sygnałów, jak krewni, sąsiedzi, przyjmując postawę „nie moja sprawa”, mogą spać spokojnie, a pracownicy odpowiednich instytucji zasłaniać się procedurami, niemocą. W czasie pracy w sochaczewskim MOPS nie zetknęłam się z aż tak drastycznymi przypadkami, jak śmierć dziecka w wyniku pobicia czy zaniedbań rodzicielskich, ale gdziekolwiek się one zdarzają, jest to wielki dramat.

I kto pani zdaniem, poza rodzicami oczywiście, odpowiada za to, że dochodzi do takich zdarzeń?
Powiem tak: przed wprowadzeniem przepisów, których zwieńczeniem było RODO, rozpoznawanie takich sytuacji było dużo łatwiejsze. Nie było tylu rodzin z nieuregulowaną sytuacją, krótkotrwałych związków, które rozpadały się po kilku miesiącach a w mieszkaniu pojawiał się nowy partner. Każdy miał jakiś adres, należał do jakiejś przychodni lekarskiej, sąsiedzi byli bardziej zintegrowani. W każdym razie znali się przynajmniej z widzenia. Teraz nie wolno nawet wywiesić listy lokatorów w bloku.

Jednym słowem była większa kontrola społeczna.
No właśnie. Kilkanaście lat temu lekarz, pielęgniarka i pracownik socjalny stanowili nieformalny zespół. Mieliśmy stały kontakt ze sobą, właśnie dla uniknięcia niebezpiecznych   społecznie sytuacji. Czasem już w przypadku narodzin dziecka i pierwszej wizyty położnej w domu pacjentki, dostawaliśmy sygnał, że matka nie radzi sobie albo pochodzi z patologicznej rodziny i mogą być problemy. Wtedy natychmiast udawaliśmy się w teren, żeby sprawdzić środowisko rodzinne. Jeśli coś wzbudziło nasz niepokój, podejmowaliśmy interwencję. A odpowiadając konkretnie na pani pytanie, najgorsze jest przerzucanie się odpowiedzialnością. Wszyscy w podobnych sytuacjach powinni mieć oczy i uszy otwarte, sprawdzać, reagować, nie być obojętnym.

Sytuację pogorszyła pewnie pandemia koronawirusa.
Bardzo. Od czasu, kiedy pracownikom socjalnym ograniczono działalność w terenie, czyli możliwość docierania do środowisk, w których żyją podopieczni pomocy społecznej, trudno kontrolować pewne sytuacje, reagować na czas.  

Na ten temat mogłybyśmy długo rozmawiać, ale zostawmy go, bo ważne jest także niemal 15 lat pani obecności w Dziennym Domu Pomocy Społecznej. Charakter zadań jest inny.
Pracując w pomocy społecznej cały czas pozostajemy w kręgu ludzkich potrzeb. Zmieniają się tylko odbiorcy. Specyfika pracy się zmieniła, ale dla mnie nie aż tak bardzo, bo przypomnę, że wcześniej zajmowałam się usługami opiekuńczymi i pomocą instytucjonalną dla osób starszych.

Jak ta pomoc wyglądała przed laty?
Wtedy takie usługi świadczyły Polski Czerwony Krzyż i Polski Komitet Pomocy Społecznej. W Sochaczewie było ok. 170 osób objętych opieką. Zajmowały się nimi siostry PCK i opiekunki, których praca była finansowana z budżetu centralnego. Podopieczni nie ponosili żadnych kosztów.

To się zmieniło w 2004 r., kiedy weszła ustawa o pomocy społecznej. Pracownicy i beneficjenci tej pomocy musieli się przestawić na inne zasady. Ale wróćmy do DDPS, który w 2005 r. został przeniesiony z ul. Zamkowej do nowej siedziby w al. 600-lecia.  
W lipcu 2006 roku, kiedy wygrałam konkurs na stanowisko dyrektora tej placówki, zamieniłam tylko piętra, ponieważ MOPS i DDPS mieszczą się w tym samym budynku. Od początku moim głównym celem był rozwój i doskonalenie usług społecznych dla seniorów, poznanie i budzenie potrzeb pensjonariuszy, aktywizacja umysłowa i fizyczna oraz działania w kierunku integracji międzypokoleniowej i wewnątrzpokoleniowej. W planowaniu działań na rzecz seniorów zawsze korzystałam z opinii samych zainteresowanych. Była to praca z seniorami i dla seniorów.

Dużą wagę przywiązywała pani również do współpracy z organizacjami seniorskimi.
Ta współpraca miała dla mnie ogromne znaczenie. Kontakty z Uniwersytetem Trzeciego Wieku, Związkiem Emerytów, Rencistów i Inwalidów, Stowarzyszeniem Emerytów „Włókienko”, Związkiem Niewidomych, Domem Pomocy Społecznej w Młodzieszynie, Krajowym Stowarzyszeniem Pomocy Osobom Potrzebującym „Z Sercem Do Wszystkich”  czy placówkami o podobnym profilu z Radomska, Częstochowy, Tarnobrzega były okazją do nawiązywania znajomości, wymiany doświadczeń w organizowaniu różnych przedsięwzięć,  do uczestnictwa w  spotkaniach integracyjnych i wspólnej zabawy.

Dzienny Dom Pomocy Społecznej wspólnie z Krajowym Stowarzyszeniem Pomocy Osobom Potrzebującym realizował zadania publiczne w ramach konkursów ogłaszanych przez samorząd miejski.
Organizowaliśmy   pikniki sportowo-rekreacyjne z udziałem seniorów z organizacji i stowarzyszeń z terenu Sochaczewa i ościennych gmin oraz młodzieży szkolnej. Celem było propagowanie aktywności fizycznej, integracja pokoleniowa. W ramach innego zadania zaproponowaliśmy edukację prozdrowotną z udziałem internistów, neurologów, psychiatrów, diabetologów, ortopedów, psychologów, dietetyków. W programie były również bezpłatne badania poziomu cukru we krwi i ciśnienia, wycieczki oraz prezentacja osiągnieć seniorów w dziedzinie rękodzieła, promowanie aktywności intelektualnej i kulturalnej. Ważnym elementem edukacji było przeciwdziałanie wykluczeniu cyfrowemu w ramach zajęć przy komputerze realizowanych przez wolontariuszy z Gimnazjum nr 2. Utworzona została kawiarenka internetowa z trzema stanowiskami komputerowymi i bezpłatnym dostępem do internetu. Oferta DDPS zawierała także kontakty z młodzieżą z sochaczewskich szkół, cykl spotkań „Ludzie z pasją”, odwiedziny policjantów, którzy opowiadali o aktualnych zagrożeniach ze strony oszustów działających metodą „na wnuczka”, na „policjanta” itp. a także udział w przedsięwzięciach organizowanych przez inne placówki.

W kalendarzu stałych wydarzeń nie brakowało także imprez, obchodów różnych świąt, ale chyba najbardziej wzruszające były wigilie i śniadania wielkanocne.
To prawda, co roku uroczyście obchodziliśmy Dzień Babci i Dziadka z udziałem przedszkolaków   prezentujących okolicznościowe   programy artystyczne i zabawy integracyjne, Dzień Kobiet i Mężczyzn – z programami satyrycznymi i zabawą taneczną, Walentynki i Andrzejki - z wróżbami i tańcami, święta państwowe   przypominające burzliwą historię naszego kraju. Szczególną wagę przywiązywaliśmy do śniadania wielkanocnego ze święceniem pokarmów i wspólnym posiłkiem oraz tradycyjnej Wigilii z opłatkiem, kolędami i postnymi potrawami.

Sądząc po liczbie uczestników i gości imprezy te były niezwykle lubiane i oczekiwane. Niestety kilka ostatnich epidemicznych miesięcy sprawiło wstrzymanie działalności.
Myślę o tym z bólem, bo wiem, ile dla naszych pensjonariuszy znaczą spotkania w placówce, możliwość rozmowy, wspólnych posiłków, po prostu bycia razem. W tej chwili posiłki przygotowywane w naszej kuchni dostarczamy do domów podopiecznych. Mam jednak nadzieję, że kiedy seniorzy zostaną zaszczepieni, życie w DDPS wróci do normy.

A czekać na nich będzie niespodzianka, którą właściwie żegna się pani z placówką.
Tak, udało nam się w ostatnich dniach grudnia na terenie działki przy DDPS zamontować siłownię zewnętrzną. Jest to sprzęt rekreacyjny, który od wiosny do późnej jesieni stworzy seniorom możliwość pielęgnowania kondycji fizycznej. Dziękuję spółce LOYALTY Partner z Warszawy za realizację tego pomysłu.

Od 1 stycznia DDPS funkcjonuje w strukturze powołanego ostatnio Centrum Usług Społecznych. Czy to coś zmienia?
Sądzę, że pensjonariusze nie odczują tej zmiany w żaden negatywny sposób, zwłaszcza że nowym centrum zarządzać będzie dotychczasowa dyrektor MOPS Zofia Berent. Ze swej strony życzę dalszego doskonalenia i rozwoju usług świadczonych na rzecz seniorów, jestem wdzięczna władzom miasta za zainteresowanie i wspieranie naszej działalności, a przyjaciołom Domu, przedstawicielom organizacji i instytucji współpracujących z DDPS serdecznie dziękuję i życzę satysfakcji z pracy z seniorami i na rzecz seniorów.

Rozmawiała
Jolanta Śmielak-Sosnowska

Działalność Dziennego Domu Pomocy Społecznej była doceniana nie tylko przez władze samorządowe, ale również przez inne instytucje:
Listopad 2009 – nagroda specjalna Ministra Pracy i Polityki Społecznej dla dyrektora Dziennego Domu w uznaniu zasług w działalności na rzecz osób starszych.
Listopad 2016 – wyróżnienie Marszałka Województwa Mazowieckiego dla dyrektora Dziennego Domu  za szczególne zaangażowanie na rzecz osób starszych.

A A A
15.01.2021
godz.09:39
 

Zapisz się na newsletter

najnowsze zdjęcia
kontakt