przejdź do Sochaczew.pl
Sochaczew
269010 odwiedzin
Pierwsze słowa, pierwsze kroki...

Ostatnie kilkanaście lat swojej pracy zawodowej związała z sochaczewskim żłobkiem. Zaczynała jako dyrektor skromnej placówki, ulokowanej na parterze jednego z bloków przy al. 600-lecia. Uczestniczyła w jej transformacji w jeden z największych żłobków w naszym regionie. O tym, jak wygląda opieka nad sochaczewskimi, dziećmi Ewa Lembke opowiedziała nam w przeddzień swojego przejścia na emeryturę.

Planowała pani poświecić się pracy z najmłodszymi dziećmi planując swoją drogę zawodową?

Po części tak. Pracowałam w poradni pediatrycznej, zrobiłam też specjalizację z pediatrii w Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie. Można więc powiedzieć, że cały czas coś pchało mnie w tym kierunku. Gdy w „Ziemi Sochaczewskiej” pojawiło się ogłoszenie o naborze kandydatów na szefa żłobka, postanowiłam wystartować w konkursie.

Jakie były pani pierwsze wrażenia?

No cóż, tamten żłobek w niczym nie przypominał dzisiejszej siedziby przy ul. Prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego. W 2007 roku wielu mieszkańców nawet nie wiedziało, że istnieje. Opieka nad dziećmi odbywała się w salach zaadaptowanych z kilku połączonych mieszkań w jednym z bloków przy al. 600-lecia. Placówka była bardzo kameralna. Uczęszczać mogło do niej maksymalnie 35 dzieci.

Praktycznie od razu zderzyła się pani z problemem dotyczącym długiej listy oczekujących na przyjęcie.

To prawda. Teraz trudno to sobie wyobrazić, ale zanim jeszcze podjęłam pracę, były lata w których dzieci w żłobku było tak mało, że obawiano się jego likwidacji. Ówczesna dyrektor Zofia Raczkowska „ratowała się” wprowadzając np. opiekę na godziny.

Czym spowodowana była ta sytuacja?

Mamy korzystały z dłuższych urlopów wychowawczych. Sądzę też, że mogły liczyć na pomoc babć, które przechodziły wtedy na wcześniejszą emeryturę w wieku 55 lat. Teraz panie są zdecydowanie dłużej aktywne zawodowo.

Przez pierwsze lata pani pracy nic nie wskazywało jednak, że sytuacja żłobka ulegnie poprawie.

Pojawiały się różne koncepcje, ale żadna nie doczekała realizacji. Skupiliśmy się więc na tym, by zapewnić naszym maluszkom jak najlepsze warunki i wprowadzić kilka nowych rozwiązań. Zaczęliśmy zapraszać teatrzyki, organizować spotkania, występy. Chcieliśmy by nasze dzieciaki obcowały od najmłodszych lat z dźwiękami, muzyką, poznawały świat. Maluszki brały udział w jasełkach, balach karnawałowych, piknikach, różnego rodzaju animacjach.

Można powiedzieć, że wyszliście z cienia.

Trochę tak. Nieoceniona w tym rola lokalnych mediów, które zawsze chętnie relacjonowały to, co się u nas działo. Był to również element budowania wzajemnego zaufania między nami a rodzicami, którzy wiedzieli co dzieje się w czasie, gdy ich pociechy przebywają pod naszą opieką. Widzieli że staramy się w stu procentach wykorzystać ten czas, integrować naszą społeczność. Tak jest dzisiaj. A właściwie było do czasu wybuchu epidemii.

Mimo to, z czasem żłobek wznowił działalność i nie brakuje dzieci, które oddawane są pod waszą opiekę.

Cieszy mnie to zaufanie ze strony rodziców. Od marca wszystko zmieniło się o 180 stopni. Żyjemy we wzmożonym reżimie sanitarnym, ściśle stosując się do wytycznych Głównego Inspektora Sanitarnego. Mamy to szczęście, że nasz żłobek ma taką lokalizację, która pozwala nam odizolować się, przy jednoczesnym zapewnieniu dzieciom przestrzeni w salach oraz możliwości zabawy na świeżym powietrzu. Posiadamy spory teren zielony, sam budynek ma ponad 800 metrów powierzchni. Funkcjonuje u nas własna kuchnia. Wszystko to umożliwia zachowanie maksymalnego bezpieczeństwa oraz takie funkcjonowanie, by dzieci jak najmniej odczuły zmianę związaną z epidemią.

Mówimy o naprawdę dużej, nowoczesnej placówce. Kiedy powstawała wydawało się, że problem braku miejsc zostanie rozwiązany raz na zawsze.

Pojawiały się nawet głosy, że miejsc będzie za dużo i żłobka nie da się zapełnić. Niestety nadal rodzice muszą liczyć się z oczekiwaniem na przyjęcie. Zawsze zachęcam do jak najszybszego zapisywania dzieci na listę rezerwową. Zdaję sobie jednak sprawę, że gdy pojawia się nowy członek rodziny, nie myśli się o tym co będzie za pół roku czy rok, tylko cieszy się jego obecnością. Dopiero po jakimś czasie rodzice zastanawiają się nad powrotem do pracy i wtedy pojawia się pytanie – co z opieką nad dzieckiem? Problemy wynikają również z tego, że ludziom zmienia się sytuacja życiowa. Zdarza się np. że babcia czy ciocia która miała podjąć się opieki nad dzieckiem, rozchorowała się. Wtedy zaczyna się szukanie alternatywy.

Tymczasem nie ma szansy na przyjęcie do żłobka z dnia na dzień?

Uczciwie musze powiedzieć, że nie ma takiej możliwości. Obowiązuje nas lista rezerwowa i kolejność zgłoszeń. Do tego przyjmujemy wyłącznie dzieci z terenu miasta.

Jak zmieniły się standardy opieki nad dziećmi przez ostatnie kilkanaście lat?

Standardy się nie zmieniły, ale bez wątpienia bardziej zwracamy uwagę na rozwój dziecka, obserwujemy czy nie odbiega on od normy. Zdarzało nam się informować rodziców o tym, że podejrzewamy u maluszka np. problem ze wzrokiem, słuchem czy postawą. Często jest tak, że nam łatwiej jest zauważyć, że coś jest nie tak. W warunkach domowych nie ma chociażby możliwości porównania rozwoju dziecka na tle grupy rówieśniczej. Zawsze przykładałam dużą wagę do szkoleń i konferencji w których brała udział nasza kadra. W żłobku zapewnialiśmy opiekę psychologa, logopedy, zajęcia rehabilitacyjne, angielski. Gdy sytuacja zdrowotna w kraju się unormuje, nadal będziemy korzystać z tych usług.

Z perspektywy dyrektora, co postrzega pani jako najtrudniejsze w pracy w żłobku?

Uczciwie muszę przyznać że nie widzę w niej wad, a jedynie wyzwania którym trzeba sprostać – takie jak choćby to dotyczące dostosowania naszej pracy do reżimu sanitarnego. Zawsze mogłam liczyć na wsparcie władz miasta oraz naczelnika Wydziału Polityki Społecznej Joanny Kamińskiej, za co w tym miejscu chcę podziękować. Praca tu od początku sprawiała radość. Mamy możliwość obserwowania bardzo ciekawego okresu w życiu dziecka. Maluch dynamicznie się rozwija, nabiera nowych umiejętności. Widzimy pierwsze kroki, słyszymy pierwsze słowa czy podziwiamy pierwsze rysunki dzieci. To wszystko daje niesamowitą satysfakcję. Brakuje mi teraz rozmów z rodzicami i dziadkami, wymiany obserwacji na temat ich pociech. Myślę, że będę tęsknić za pracą z dziećmi i liczę, że uda mi się utrzymać kontakt z placówką. Warto w tym miejscu wspomnieć, że w przyszłym roku Integracyjny Żłobek Miejski obchodził będzie 40-lecie istnienia.

A jakie ma pani plany na samą emeryturę?

Lubimy z mężem podróżować i myśleliśmy, że tym właśnie zajmiemy się na emeryturze. W obecnej sytuacji jest to niemożliwe i czas pokaże co będzie dalej. Poza tym w lipcu obchodzimy 40. rocznicę ślubu więc emeryturę zacznę od bardzo miłego jubileuszu.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Agnieszka Poryszewska

 

A A A
06.07.2020
godz.10:43
 

Zapisz się na newsletter

najnowsze zdjęcia
kontakt