przejdź do Sochaczew.pl
Sochaczew
240446 odwiedzin
Angielskie święta w cieniu wirusa

Sochaczewianin, Aleksander Warchałowski, po studiach na politechnice w Oxfordzie otrzymał pracę w warsztatach zespołu Formuły1 McLarena. Mimo że firma ma długą przerwę w pracy, koronawirus zatrzymał Olka w Wielkiej Brytanii. Dzięki temu z pierwszej ręki dowiadujemy się, jak Anglia radzi sobie z Covid-19 i co Polacy mieszkający na Wyspach mówią o tym wielkim kryzysie.


W Polsce wprowadzono ogromne restrykcje dla mieszkańców, czy podobnie jest na Wyspach?

Życie w Wielkiej Brytanii zwolniło tak samo jak na kontynencie. Z domu można wychodzić tylko do pracy, jeżeli nie możesz pracować z domu; po podstawowe zakupy spożywcze lub lekarstwa, tak rzadko jak to możliwe; w końcu na codzienną dawkę ćwiczeń - spacer, przebieżka albo rower. To wszystko oczywiście samemu lub z osobami, z którymi mieszkasz. Trwa to mniej więcej od trzech tygodni – 16 marca rząd poprosił o unikanie kontaktu z innymi i anulowanie wszelkich podróży; 20 marca zamknięto bary, restauracje, siłownie etc, a cztery dni później zaczął się lockdown (obecny stan, w którym nie powinieneś widzieć się z nikim, ani być na zewnątrz z wyjątkiem powodów wymienionych wcześniej). Szkoły zostały otwarte tylko dla dzieci tzw. kluczowych pracowników (keyworkers) czyli załóg szpitali, mundurowych, pracowników supermarketów.

A jak stosują się do tych zaleceń  mieszkańcy Anglii?

Ludzie, chociaż nie mówią o tym wprost, czują się zdezorientowani i przestraszeni. Chyba nawet wyborcy Torysów zdają sobie sprawę, że Boris Johnson jest demagogiem wylansowanym przez brexitowców, powołanym do ucięcia farsy negocjacji z UE a nie przeprowadzenia 60-milionowego państwa przez kryzys. Fakt, że początkowy plan rządowych naukowców, zakładający maksymalne opóźnienie lockdownu, spotkał się z szeroką krytyką i w zasadzie po niecałym tygodniu zmienił się o 180 stopni, z pewnością też nie zwiększył zaufania do rządzących. Mimo to dziś ludzie generalnie stosują się do zaleceń i czują, że są sami za siebie odpowiedzialni. Wszelkie grupowe wyjścia są raczej pojedynczymi ekscesami niż codziennością. Od początku lockdownu policja wysyła wiadomość “jesteśmy w jednej drużynie” i wystawia mandaty dopiero, jeśli ktoś odmówi rozejścia się, czy powrotu do domu oraz za recydywę. Ci, którzy wychodzą na swój legalny spacer, improwizują.

W Polsce kilka słonecznych dni sprawiło, że więcej ludzi wychodzi na ulice.

Mieszkam przy popularnej ścieżce spacerowej i kiedy mamy ładną pogodę, od 17.00 przez około dwie godziny jest zawsze “niepusta”. Ludzie zachowują   odstępy, większość po prostu się mija, ci z misją budowania społecznej życzliwości ukłonią się i rzucą “dzień dobry”, ci z zacięciem naukowym i w gorącej wodzie kąpani wdrapią się na wał powodziowy biegnący wzdłuż ścieżki, żeby na pewno nie być za blisko. Seniorzy przyglądają się tym scenom z konsternacją i zastanawiają się, kto ma rację. 1,5 miliona ludzi dwa tygodnie temu dostało SMSy, że są w grupie wysokiego ryzyka i mają nie wychodzić z domów pod żadnym pozorem, jedzenie i niezbędne przedmioty dostarcza im państwo. W tej grupie są nie tylko osoby w podeszłym wieku, np. moja znajoma chora na LSE (inaczej toczeń rumieniowaty) też została zamknięta do odwołania, zakupy robi jej mąż.

W różnych komentarzach słyszy się, że Wielka Brytania nie spieszyła się do walki z wirusem.

Być może restrykcje zostały wprowadzone zbyt późno, ale chyba nikt tak naprawdę nie ma teraz dowodów, żeby powiedzieć “gdybyśmy zaciągnęli hamulce dwa tygodnie wcześniej, to wszystko by się nie wydarzyło”. Tym bardziej że w Szwecji, gdzie cały czas możesz iść do baru na piwo, w przeliczeniu na milion mieszkańców choruje tyle samo osób co w Anglii, a wymagających opieki i umierających jest mniej. Teraz oczywiście nie mamy wyboru i lockdown jest potrzebny, żeby nie przepełnić szpitali, ale wydaje mi się, że na wyciąganie wniosków i ocenianie, czy lepsze były modele epidemii z Oxfordu czy z Imperial College, przyjdzie jeszcze czas. Dla mnie ważniejsze jest teraz, jak przejdziemy przez ten kryzys i do jakiej normalności wrócimy.

A jak państwo rozwiązuje sprawę zatrudnienia podczas pandemii?

Jeśli chodzi o pracę, to ja mam szczęście być w bańce, grupie osób w najbardziej komfortowej sytuacji. Kiedy na początku marca zdaliśmy sobie sprawę, że Covid nie ominie Europy i będzie źle, zacząłem pracować z domu, później przenieśliśmy coroczną przerwę w sezonie sportowym z sierpnia na marzec, a po wprowadzeniu lockdownu mój zespół skorzystał z rządowego programu ochrony miejsc pracy i wysłał znaczną większość pracowników (w tym mnie) na dwumiesięczne “postojowe”, podczas którego otrzymujemy państwowy zasiłek. Reszta osób już skończyła przekształcać warsztaty McLarena w linie produkcyjne wentylatorów dla szpitali i teraz zajmują się ich budową. Nie wiemy, kiedy jako globalne społeczeństwo pozwolimy sobie znowu na organizowanie sportu i rozrywki i czy do tego czasu mojej firmie uda się uciekać przed kosą.

A co z tymi, którzy nie mieli stałych etatów?

Niestety ludzie, którzy miesiąc temu pracowali ze mną jako freelancerzy, trenerzy z mojej siłowni, ludzie na państwowym macierzyńskim, wpadli w dziury kryzysowej ustawy i muszą sami wymyślić sposób na utrzymanie przez najbliższe tygodnie lub sięgnąć do oszczędności.

Ty z powodu koronawirusa utknąłeś w Anglii, czy dużo Polaków jest w takiej sytuacji?

Mimo że obecnie nie pracuję, to zostałem w Wielkiej Brytanii i Wielkanoc spędzę sam. To akurat nie jest dla mnie nowość, bo już od dłuższego czasu nie obchodzę tych świąt, co najwyżej kilka razy odwiedziłem w tym czasie rodzinę. Chociaż ze względu na szczytujące w okresie świątecznym ceny biletów lotniczych wolałem wybierać weekend przed lub po Wielkim Tygodniu. Wydaje mi się zresztą, że to bardzo indywidualna sprawa i każdy emigrant ma własne argumenty za zostaniem lub powrotem. Dla mnie podróż do Polski oznaczałaby skorzystanie z Lotu Do Domu i ryzyko, że nie będę mógł wrócić do pracy, gdyby Formuła 1 otworzyła się wcześniej niż polskie lotniska. Inną alternatywą byłoby 20 godzin jazdy samochodem, plus czas na przekroczenie granicy na Odrze (i ryzyko, że francuscy celnicy nie pozwolą mi na tranzyt z Calais do Belgii). Poza tym, gdybym wrócił do Polski, czekałaby mnie obowiązkowa 14-dniowa kwarantanna, zakaz wejścia do lasu i na plaże, no i niekończąca się dyskusja o terminie wyborów. Co prawda trzy tygodnie temu zawiozłem bliską mi osobę na jej Lot Do Domu, ale dla niej miało to sens, bo w Anglii tylko studiowała, jej uniwersytet zamknięto do końca semestru i dzięki powrotowi do Polski mogła zaoszczędzić pieniądze potrzebne na życie w Wielkiej Brytanii.

W Anglii czuje się świąteczną atmosferę, czy ludzie mają głowy zaprzątnięte epidemią?

Przez swoją wielokulturowość Wielka Brytania jest bardzo laicka i dla większości święta wielkanocne są po prostu dniami wolnymi od pracy, jak np. majówka w Polsce.

Powiedz na koniec, jakie są oczekiwania młodych ludzi, takich jak ty? Czy Covid cokolwiek zmieni, przewartościuje?

Przede wszystkim chciałbym, żeby moi dziadkowie przetrwali pandemię. I chciałbym, żebyśmy wszyscy wyszli z tego trochę mądrzejsi. Żeby młodzi ludzie, którzy do tej pory nie mieli swojej martyrologii, o wojnie, komunizmie i stanie wojennym tylko czytali w szkole, potraktowali to jako kubeł zimnej wody i wzięli na siebie odpowiedzialność za rzeczywistość w jakiej żyją, zaczęli chodzić na wybory i oczekiwać od polityków uczciwości i rzetelności. Ciężko dziś bagatelizować tysiące ofiar pandemii Covid, ale wszyscy są zgodni, że świat ją przetrwa, uodpornimy się lub doczekamy szczepionki. To jednak dopiero początek, przed nami kryzys ekonomiczny (sprzątanie po epidemii) i, zapewne tuż za rogiem, ekologiczny. Szczególnie w przypadku tego drugiego nikt dzisiejszemu pokoleniu liderów-populistów nie rzuci koła ratunkowego w postaci szczepionki. Ludzie nauki przypomną im: “a nie mówiliśmy?”.

Też mam nadzieję, że bardziej lub mniej poranieni, ale wyjdziemy z tego kryzysu. I że wtedy będzie dobry czas na rozmowę o twojej fascynującej pracy w McLarenie. A dzisiaj dziękuję za rozmowę i mimo wszystko życzę zdrowych i spokojnych świąt.

Jolanta Śmielak-Sosnowska

A A A
10.04.2020
godz.14:37
 

Zapisz się na newsletter

najnowsze zdjęcia
kontakt