przejdź do Sochaczew.pl
Sochaczew
239447 odwiedzin
Sztab główny na Bielicach

 

Od 1 stycznia 2013 roku podsochaczewskie Bielice staną się siedzibą dowództwa trzeciej warszawskiej brygady wojsk rakietowych obrony powietrznej kraju. Z dowódcą garnizonu rakietowego płk. Mirosławem Grzybowskim rozmawia Sławomir Burzyński.

- Idąc na spotkanie z panem przez teren jednostki zauważyłem duży ruch budowlany przy obiektach garnizonowych. Remontowane są też wewnętrzne drogi, kładziona nowa nawierzchnia...

 - To prawda, od wakacji zeszłego roku dokonujemy generalnych remontów trzech budynków. Hangaru na terenie lotniska, budynku koszarowego oraz trzeciego dla potrzeb dowództwa brygady, czyli głównego sztabu wojsk rakietowych, który przeniesiony zostanie z Warszawy do Bielic do końca tego roku wraz z jednostką zabezpieczającą. Dla nich szykujemy właśnie dwa bloki. Jeden dla sztabu, drugi dla grupy zabezpieczającej.

 - Zwiększy się więc znacznie liczebność wojska na Bielicach.

 - Oczywiście, nie przyjedzie przecież sam dowódca brygady. O cyfrach wolałbym jednak nie rozmawiać. Będzie to na pewno znaczna ilość. Cały czas jest też  jednostka rakietowa, której jestem dowódcą i to się nie zmieni. Będę miał tylko pod bokiem swoich przełożonych.

 - Interesująca zapewne dla mieszkańców Sochaczewa byłaby informacja, czy nowi ludzie na Bielicach zamieszkają u nas na stałe, bo wówczas, wraz z rodzinami, tu wydawaliby pieniądze.

 - Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie. Może w dłuższej perspektywie czasowej tak, ale na dzień dzisiejszy, moim zdaniem, większość kadry będzie dojeżdżała. Jest jak wiemy w Sochaczewie osiedle wojskowe, ale obecnie w stu procentach zapełnione kadrą zawodową. Nie ma tam wolnych mieszkań. Jest też w innych punktach miasta kilka bloków, gdzie kadra wojskowa mieszka, tak jak ja przy ul. Targowej. Jest też blok przy al. 600-lecia. Wolnych mieszkań jednak na razie brak. Być może z czasem to się będzie zmieniało. Natomiast cała jednostka zabezpieczająca, która przyjedzie wraz z dowództwem garnizonu, będzie koszarować na stałe na Bielicach.

 - Ale można sobie przecież wyobrazić jakieś inwestycje wojska, aby te mieszkania powstały.

 - Oczywiście, jest możliwa budowa nowych bloków funkcyjnych dla kadry. Mieliśmy jakiś czas temu wizytę dyrektora wojskowej agencji mieszkaniowej na rozmowach z poprzednim burmistrzem. I nawet były już wskazane bodajże trzy miejsca, gdzie miałyby powstać nasze bloki. Nie wiem jednak, jak wygląda ta sprawa obecnie. Stoją też, ładne bloki postawione przez firmę pana Winnickiego, ale ewentualne ich wydzierżawienie nie należy do moich kompetencji.

 - Od jak dawna mieszka w Sochaczewie?

 - Obecnie jestem tu od 1998 roku. Przeprowadziłem się z Grójca, ale urodziłem się sochaczewianinem. W tej jednostce służył mój ojciec i mój starszy brat. Na świat przyszedłem w starym szpitalu przy ul. Staszica w 1961 roku. Rodzice mieszkali przy ul. Żwirki i Wigury. Jednak na przełomie 1968/69 roku tata został przeniesiony na lotnisko do Radomia i zabrał ze sobą rodzinę. Cieszę się więc bardzo, że moja droga wojskowa zawiodła mnie ponownie w rodzinne strony.

 - Rozumiem, że mieszka pan tutaj ze swoją rodziną.

 - Tak, jestem z żoną i trójką dzieci. Mam 25-letnią córkę, absolwentkę filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim, która obecnie w Wyższej Szkole Języków Obcych uczy polskiego cudzoziemców. Syn Michał jest absolwentem Wyższej Szkoły Rehabilitacji w Warszawie i pracuje w sochaczewskim szpitalu, kontynuując naukę na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. I najmłodszy syn Piotr, który skończył właśnie gimnazjum i będzie uczniem Liceum Ogólnokształcącego im. F Chopina. Jest ponadto piłkarzem, nawet dostał się do akademii futbolu Widzewa, a także do SMS-u Kraków i był na testach w Wiśle. Ostatecznie zrezygnował z tych możliwości, bo uznał, że tam stawiają wyłącznie na futbol, zaś bardzo niski jest ogólny poziom nauczania. Cieszę się, iż zrozumiał, że na piłce nożnej świat się nie kończy. Jednak na razie przy niej pozostanie, chyba w młodzieżowej drużynie Pelikana Łowicz, bo w Sochaczewie tej grupy wiekowej nie ma.

 - Skoro jest pan takim wielbicielem piłki nożnej, to może i w jednostce ma pan jakąś drużynę.

 - Oczywiście, że mamy tutaj swoją piłkarską paczkę złożoną z mojej kadry i grywamy mecze towarzyskie z innymi jednostkami. A nawet międzynarodowe. Była u nas przez dwa tygodnie grupa żołnierzy Bundeswery, którzy porządkowali cmentarze żołnierzy niemieckich w ramach działalności fundacji „Pamięć”. Ci jeździli na cmentarz do Młodzieszyna. I z nimi właśnie graliśmy dwa międzypaństwowe spotkania. Pierwsze wygraliśmy 11: 8, a w rewanżu też, ale rzutami karnymi. Potem był grill i rozmowy. Niemcy byli bardzo pozytywnie zdziwieni naszą gościnnością.

 - A co z lotniskiem na Bielicach? Mam na myśli lotnisko cywilne, o którego powstaniu przez kilka lat wiele się pisało. Zaangażowanych w ten projekt było i jest nadal kilka samorządów.

 - O ile mi wiadomo, lotnisko wojskowe rozwiązano jakieś 20 lat temu, a całe jego wyposażenie zostało zdemontowane i przekazane na inne lotniska. Tak więc obecnie na Bielicach nie mogą lądować żadne samoloty z wyjątkiem śmigłowców. Natomiast jeśli chodzi o lotnisko cywilne, to ja sam chętnie bym się dowiedział, co z nim jest. Zapał był wielki, Przemysław Nowak, prezes spółki Mazowieckie Porty Lotnicze, bywał tutaj wiele razy. Nawet podpisaliśmy umowę operacyjną między wojskiem a Mazowieckim Portem Lotniczym określającą zakresy kompetencji na Bielicach. Ale dawno już pana Nowaka nie widziałem.

 - Bo podobno prezesem spółki jest teraz były wiceburmistrz Krzysztof Brymora.

 - Pan Brymora jakiś miesiąc temu był na lotnisku, był też pan Komorowski. Być może jest to jakaś iskierka nadziei świadcząca, że coś w tej sprawie się ruszy. Chociaż z punktu widzenia wojska teren ten jest nam niezmiernie do ćwiczeń potrzebny. I póki co to lotnisko jeszcze jest nasze, ale co będzie dalej? Nie wiem.

 - Na swojej drodze wojskowej zmienił pan kilka garnizonów i kilka miast. Jak z tej perspektywy ocenia pan swoje miasto, Sochaczew?

 - Jako że moim głównym hobby jest sport, powiem, że w Sochaczewie niestety sport leży. No może poza tenisistkami stołowymi i rugby. W tym pierwszym przypadku to wielka zasługa Bronka Gawrylczyka, natomiast rugby zawsze było wizytówką tego miasta. Nawet gdy ostatnio byłem z synem w Krakowie i staliśmy przed stadionem Wisły w grupie starszych kibiców, kiedy usłyszeli, że jesteśmy z Sochaczewa, zaczęli pytać o rugbistów Orkana. To było bardzo miłe. Ale co z innymi dyscyplinami? Pozytywnie zaś oceniam zmiany w centrum miasta. Nowe ulice, chodniki, ostatnio coraz więcej miejsc parkingowych. Całości dopełni zakończenie remontu miejskich kramnic. Ładnie to wszystko wygląda.

 - Czy z racji swojego nazwiska lubi pan grzyby?

 - Owszem, ale dla mnie grzyby powinny rosnąć w słoikach. Grzybiarzem nie jestem.

 - Pytam o to, bo słyszałem, że grzybiarze zakradają się na teren jednostki.

 - Było kilka nieprzyjemnych przypadków, gdy wzywaliśmy do tych osób policję, dlatego przestrzegam przed takimi pomysłami.

 - Skoro nie grzyby to co jest, poza sportem, pana hobby?

 - Lubię mocne filmy akcji, takie jak z Seagalem czy Schwarzeneggerem.

 - Dziękuję za rozmowę. 

A A A
09.08.2012
godz.08:36
 

Zapisz się na newsletter

najnowsze zdjęcia
kontakt