przejdź do Sochaczew.pl
207453 odwiedzin
Oby tylko portfel wytrzymał

30 lat temu PRL przeszedł do historii. Ostatnie dekady to czas wielu zmian, a upływające lata zacierają wspomnienia o ówczesnych realiach życia, o tym co było luksusem, a na co było nas stać. Zajrzeliśmy do świątecznych wydań „Ziemi Sochaczewskiej”, by zobaczyć jak na  naszych łamach wyglądały pierwsze gwiazdki po roku 1989.

W roku 90 pisaliśmy z dumą o tym, że zmienia się oblicze sochaczewskiego handlu. „Do niedawna większość sklepów w naszym mieście była uspołeczniona, a ich zaopatrzenie praktycznie żadne. (...) Teraz towarów nie brakuje - brakuje pieniędzy.” - posępnie zauważa redaktor ukrywający się pod pseudonimem „typ”. Dowiadujemy się, że tylko w listopadzie w mieście utworzono 17 nowych sklepów i na koniec roku 1990 mieliśmy ich w Sochaczewie 190: 52 spożywcze, 23 mięsne, 95 przemysłowych, 14 owocowo-warzywnych i 6 kwiaciarni. W sklepach prywatnych od ilości towaru można dostać zawrotu głowy - pisze „typ”.

Redakcja śledziła również ceny balów sylwestrowych. Dziennikarze ustalili, że najdrożej było w Rybnie. W tamtejszym OSP para zapłacić musiała za noc sylwestrową 550 tys. zł. W zamian otrzymywała: pół litra na parę, jednego szampana na cztery osoby, dania zimne i gorące, w tym kaszankę na ciepło. O 50 tysięcy taniej można się było zabawić w restauracji „Stylowa” przy ul. Warszawskiej. Grać tam miała orkiestra, która za występ zainkasować miała aż cztery miliony ówczesnych złotych. Z kolei „Pod Kasztanami” kusiło tym, że każda z pań, która weźmie udział w zabawie, ma szanse na tytuł królowej balu. Bardziej budżetowe propozycje miały domy kultury. Za dwa równoległe bale organizowane przy „Chemitexie” para zapłacić miała jedyne 120 tys. zł., jednak stół musiała zastawić sobie sama. W domu kultury w Boryszewie wstęp na bal wyceniono na 160 tys. zł. Cena zawierała zabawę przy muzyce na żywo, wyżywienie: bigos, flaki, barszcz czerwony oraz kawę i herbatę. O mocniejsze trunki trzeba było zadbać samodzielnie.

Dwanaście miesięcy później analiza cen nadal zajmowała stałą rubrykę w naszej gazecie. „Żeby się na święta jako tako obkupić, trzeba mieć grupy portfel, na który w każdej sytuacji trzeba uważać - pisał FAN (Franciszek Niewiadomski). Ustalił on, że choinki w roku 1991 kosztowały od 20 do 100 tys. zł, bombki „u Ruskich” - od 3 do 5 tys. zł. za sztukę, włosy anielskie, łańcuch itp. - po tysiąc złotych. Za kilogram szynki trzeba było zapłacić średnio 70 tys. zł, za koguta od 35-45 tys. zł, pomarańcze kosztowały 12 tys., orzechy włoskie - 28 tysięcy, mendel jajek - nawet 28 tys. zł. Biorąc pod uwagę, że średnia pensja wynosiła wtedy 1 milion 700 tys. zł, a minimalna, wokół której oscylowały zarobki większości osób, zaledwie 700 000 zł., na zakupowe szaleństwo niewielu mogło sobie pozwolić.

W roku 1992 nastroje były już mniej posępne. Zapowiadaliśmy mroźne i bezśnieżne Boże Narodzenie oraz zapraszaliśmy na zabawę z Mikołajem na podzamczu. Ta miała odbyć się w niedzielę 20 grudnia, a wydarzenie zakończyć miał pokaz sztucznych ogni. Jednocześnie FAN informował, że świąteczny ruch na ul. Pokoju jest gorączkowy, ale towaru jest dużo i dla każdego starczy. „Oby tylko portfel wytrzymał”  - ostrzegał, pamiętając dobrze mizerię poprzednich lat i życząc czytelnikom „ustabilizowania cen”. W przedświątecznym wydaniu znalazły się również ogłoszenia zachęcające do udziału w balach sylwestrowych, organizowanych nie tylko przez instytucje kultury czy lokale, ale też w... Przedsiębiorstwie Gospodarki Komunalnej.

Rok później (19.12.93 r.) na najmłodszych również czekał Mikołaj, który miał obdarowywać je drobnymi upominkami na Muszli Koncertowej. Dzień wcześniej mieszkańców na koncert zaprosiła szkoła muzyczna. W materiale „Przedświąteczna gorączka” autorstwa „Mak” czytamy zaś: „Najczęściej zaopatrujemy się w prywatnych sklepach, w których fachowemu personelowi zależy na zadowoleniu klientów i dobrym imieniu własnej placówki. (...) Coraz rzadziej kupujemy natomiast w sklepach zarządzanych przez dawne molochy, gdzie personel (na nasze nieszczęście przede wszystkim) nie wyzbył się dawnych nawyków. (...) Puentując - ku przestrodze i pamięci - dążąc do Europy powinniśmy zmieniać nie tylko wizerunek zewnętrzny, lecz przede wszystkim niekompetencję i brak fachowości czy wisielczy humor niektórych sprzedawczyń.”

Archiwum gazety przejrzała Agnieszka Poryszewska

A A A
18.12.2019
godz.08:16
 

Zapisz się na newsletter

najnowsze zdjęcia
kontakt
imię i nazwisko
adres e-mail
wiadomość