przejdź do Sochaczew.pl
Sochaczew
244610 odwiedzin
Co tam słychać w sztuce

Jolanta Kawczyńska, znana w mieście animatorka kultury, zaprosiła mnie w listopadzie ubiegłego roku do udziału w cyklicznym programie „Zadumki”. Co roku odbywa się on w okolicach Wszystkich Świętych, a jego ideą jest wspominanie osób, które już odeszły. Tym razem mieliśmy powspominać Sławka Burzyńskiego, z którym przez wiele lat pracowałam w redakcji „Ziemi Sochaczewskiej”.

Na „Zadumki” do klubu Kontrast w Sochaczewskim Centrum Kultury w Boryszewie przybyło wiele osób. Jola zaprosiła znajomych Sławka, którzy zgodzili się opowiedzieć o nim. Była wystawa obrazów jego autorstwa i zespół Tajm, który tworzył oprawę muzyczną wieczoru. Moja rola polegała na poprowadzeniu tego spotkania.

Zaplanowałam   sobie przebieg rozmów, ich kolejność, stosowne przerwy muzyczne i na koniec, jako wisienkę na torcie, wspomnienie pomysłodawczyni wieczoru - Joli Kawczyńskiej.

Wszystko szło zgodnie z planem, usłyszeliśmy dowcipne, a czasem nostalgiczne opowieści o Sławku rzeźbiarza Janusza Rogulskiego, kolegi z dzieciństwa - Bogumiła Gajdy, Joanny Niewiadomskiej-Kocik (która za czasów Sławka była dyrektorem sochaczewskiej szkoły muzycznej), malarki Barbary Derdy. Wspomnienie przygotowała także Barbara Sobkowicz, kiedyś nauczycielka Burzyńskiego.
Nie wiem, co się stało, czy była to trema, czy chwilowy zanik pamięci, ale zakończyłam spotkanie, dziękując wszystkim jego uczestnikom i zapraszając na scenę zespół Tajm. Spytacie pewnie, gdzie ta obiecana wisienka? Przypomniałam sobie o niej, kiedy już wszyscy rozchodzili się do domów.

Dlatego teraz, w przededniu piątej rocznicy śmierci Sławka, podjęłam próbę zrehabilitowania się w oczach Joli, prosząc ją o krótkie wspomnienie. Oto, co mi powiedziała:
„Ciekawa postać, intrygujący gość - myślałam sobie, kiedy szedł ulicą Traugutta w latach 80. ubiegłego wieku. Poznaliśmy się, kiedy kontynuowałam pracę animatora kultury w Chodakowie w latach 90. Zaczytywałam się w felietonach jego autorstwa na czarno-białych stronach „Ziemi Sochaczewskiej”. Pewnego dnia zapytał, czy wzięłabym udział w kolejnej odsłonie Ogólnopolskiego Konkursu Satyrycznego „Kość”, którego był pomysłodawcą. Miałam przygotować program artystyczny z grupą młodzieży. Dzień wydarzenia przypadał na 1 kwietnia - a więc prima aprilis. Jak sprytnie zaskoczyć gości - satyrycznie - zastanawiałam się. Spotkanie miało miejsce w Muzeum Ziemi Sochaczewskiej. Na tę okoliczność przygotowałam program poetycki z udziałem nagrodzonej w ogólnopolskim konkursie poezji śpiewanej licealistki  Katarzyny Orczyk, utalentowanej skrzypaczki Małgorzaty Macieja oraz  gitarzysty Pawła Dymka.

Dowcip polegał na tym, że w zaproszeniach na tę uroczystość widniało imię i nazwisko znanej polskiej aktorki - gwiazdy wieczoru o imieniu Katarzyna. Chodziło o Katarzynę Figurę, a pojawiła się Katarzyna Orczyk - niekonwencjonalnie - w stylizowanym stroju ludowym i bereciku z „antenką”, pięknie interpretując utwór „Naprawdę, jaki jesteś, nie wie nikt”.

Sławkowi podobał się pomysł programu, a jak on akceptował, to musiało być dobre lub bardzo dobre.”

Zastanawiając się nad kształtem tegorocznego tekstu wspomnieniowego, uznałam, że jeszcze jedną osobą, która powinna zabrać głos w sprawie Sławka, jest jego młodszy kolega po pędzlu - Marcin Hugo-Bader. Marcin chętnie przystał na moją propozycję, przypominając ważne dla niego sytuacje.

„Co tam słychać w sztuce? Tak Sławek Burzyński zaczynał ze mną każdą rozmowę, także tę ostatnią telefoniczną...

Poznałem go na plenerze malarskim w Kątach Rybackich, gdzie wieczorem spotykaliśmy się wszyscy przy wspólnym ognisku, a Sławek, grając na gitarze, odstawiał niezłe skecze.

Kiedy podjąłem współpracę z tygodnikiem „Ziemia Sochaczewska”, to od niego właśnie uczyłem się rysunku satyrycznego. Udzielał mi wielu wskazówek i dobrze doradzał. Jestem mu za to wdzięczny i będę o tym zawsze pamiętał.

Razem z nim brałem udział w wielu wystawach m.in.: w Muzeum Ziemi Sochaczewskiej i Pola Bitwy na Bzurą „Kość 97” i „Malarnia”, Akademii e-Sochaczew.pl w Warszawie, w Muzeum Karykatury „Chopin’s Smile” w Warszawie, a nie tak dawno w Galerii Resursa w Żyrardowie. Sławek brał też udział w prezentowanym przeze mnie Oknie Sztuki w 2011 roku, w którym wystawił pamiętną instalację artystyczną „I ty możesz zostać krasnalem”.

Tak wtedy mówił o swojej pracy: „Duży obraz olejny przedstawiający silnego człowieka, którego dopadło kilka skrzatów, małe osoby. Ponieważ nieobce są nam czasem uczucia, że chcemy komuś o większym formacie, nie tylko fizycznym... Chcemy go uszczypnąć po prostu, ze zwykłej ludzkiej zawiści (może). W tej instalacji są takie możliwości techniczne, że można sobie pstryknąć tego wielkiego za pomocą tych krasnali, no i doznać pewnej przyjemności z tego wszystkiego.”

Wracając do Sławkowego pytania, co słychać w sztuce, nie tak dawno, podczas wystawy APLAUZ w Galerii Hugo w Muzeum Ziemi Sochaczewskiej i Pola Bitwy nad Bzurą, której kuratorem był właśnie Marcin Hugo-Bader, mogliśmy zobaczyć dwa obrazy malarskie Burzyńskiego.

- Teraz, kiedy jesteś już po tamtej stronie, czuwaj nad nami i nad tym, co robimy w kulturze i sztuce. A jeśli będzie coś nie po Twojej myśli, to powiedz nam o tym - dodaje poważnie Hugo-Bader.

Ja tymczasem zachęcam, abyśmy wspomnieli w tych dniach malarza, rysownika, felietonistę „Ziemi Sochaczewskiej”. Sławek, po wyniszczającej go chorobie, zmarł pięć lat temu, w niedzielę 27 lipca 2014 r. w południe, żegnaliśmy go podczas ceremonii pogrzebowej 30 lipca. Miał 60 lat.

Jolanta Sosnowska

Ps A wisienką dzisiejszej Strony Burzyńskiej jest felieton Sławka sprzed 20 lat. Przypomnijmy sobie, jak pisał.

Eskpedniczka na rurze

Poszedłem do Urzędu Miasta w Sochaczewie, aby załatwić sprawę… i kupiłem tam koszulę. I myślę, że jest to dobra droga, tylko oferta towarowa jest jeszcze zbyt uboga i należy ją znacznie rozszerzyć, aby klient mógł być, przepraszam za wyrażenie, załatwiony kompleksowo.

Wydaje się, że pomysł ten jest świetny i jednocześnie jest to bardzo konstruktywna odpowiedź władz na monopolistyczne zagrożenie, jakie niesie ze sobą planowane powstanie supermarketu. Każdy przecież chętnie obkupiłby się w urzędzie, załatwiając przy okazji wiele ważnych dla siebie spraw. Trzeba by tylko pogonić handlujących dziś po korytarzach i gabinetach… biurokrążców, jak ich nazwała jedna z pracujących tam urzędniczek, i wziąć sprawy we własne, potrzebujące przecież, ręce.

I tak, na przykład, w Wydziale Oświaty i Kultury można by handlować oświetleniem, głównie zaś kagankami. W jego sportowej mutacji natomiast sprzedawałoby się mecze i zawodników, żeby w lepszych klubach mogli robić stadionową karierę, latając dla trenera… po piwo.

A propos piwa, to garmażerka byłaby oczywiście w Urzędzie Stanu Cywilnego, bo wiadomo, że tylko przez żołądek do serca. W Komunalnym można by nabyć na raty jakąś zgrabną inwestycyjkę, a w hurtowni Wydziału Architektury potrzebne do niej materiały budowlane. W Geodezji zaś „działkę”… czegoś mocniejszego, żeby się żyło weselej, choćbyśmy trafili do Ewidencji, gdzie „spyla” się ewidentnie wszystko, całe ruskie barachło. I kto by się oparł takiej kompleksowej ułudze! Ekspedientki, przepraszam urzędniczki, a właściwie wówczas już… ekspedniczki, stymulowałyby umiejętnie potrzeby klienta-petenta, czyli klipentaka, załatwiając sprawę dopiero po zadowalających operacjach handlowych.

A gdyby tak jeszcze rozszerzyć ofertę, i w Wydziale Promocji utworzyć gabinet masażu z tańcem na rurze, to szybko wykosiłoby się podobną, istniejącą już u nas, placówkę użyteczności publicznej.

Pani z warunkami do rury jakaś by się w urzędzie znalazła a i petent mógłby przy okazji zamówić kilka rur do domu. Do kanalizacji oczywiście.

Sławomir Burzyński
Tygodnik „Ziemia Sochaczewska” nr 13/1999

A A A
31.07.2019
godz.08:04
 

Zapisz się na newsletter

najnowsze zdjęcia
kontakt