przejdź do Sochaczew.pl
Sochaczew
245076 odwiedzin
Czas dużych zmian

Z dyrektorem Szpitala Powiatowego w Sochaczewie, dr.  Piotrem Szenkiem, rozmawia Sławomir Burzyński.

- W ubiegłym tygodniu burmistrz Piotr Osiecki umorzył Szpitalowi Powiatowemu podatek od nieruchomości w wysokości 248 tysięcy złotych. Jakie ta decyzja ma znaczenie dla szpitala, którym kieruje pan od kwietnia tego roku?

- Bardzo duże. Jak wiadomo, nasz szpital spłaca ogromne zadłużenie z poprzednich lat. Tylko na koniec kwietnia, a więc w momencie gdy obejmowałem stanowisko, mieliśmy 1,5 mln strat za ostatni rok. Łącznie zaś mamy 11 milionów długu. Trzeba jednak od razu dodać, że systematycznie go spłacamy, jak długoterminowy kredyt. Raty wpisane są więc w naszą działalność. Niestety, ministerstwo zdrowia, w nowej ustawie o działalności leczniczej, nałożyło na nas obowiązek przekształcenia placówki w spółkę prawa handlowego w momencie przekroczenia wskaźnika zadłużenia powyżej 0,5, którego szczegóły obliczania zostały określone w ustawie.  Na dzień 30 kwietnia, ten współczynnik mieliśmy na poziomie 0,57, co nakazywałoby przekształcenie. Zamierzam jednak zrobić wszystko, aby obniżyć go poniżej 0,5. Decyzja burmistrza miasta i fakt, że nie będziemy musieli wydać tych pieniędzy, bardzo nam w tym pomoże.

- To nie pierwsza taka pomoc ze strony burmistrza Sochaczewa…

- Tak. Bardzo za nią dziękuję, bo trzeba dodać, że w poprzednich latach nie zawsze byliśmy zwalniani z podatku i nie zawsze w pełnej kwocie. Burmistrz Osiecki zwolnił nas z tego obowiązki drugi rok z rzędu i zadeklarował, że będzie to robił w kolejnych latach. Mam również deklarację starostów sochaczewskich uzyskania dofinansowania na niezbędne inwestycje w szpitalu, w tym na termomodernizację oraz wymaganą przepisami prawa informatyzację.

- Z drugiej strony właśnie straciliście kontrakt na ratownictwo medyczne, co w skali roku może oznaczać straty na poziomie nawet pół miliona złotych i zwolnienia. Jak sobie radzicie z tym problemem?

- Na dziś pracę straciło 30 ratowników medycznych, pięciu lekarzy i dziesięć pielęgniarek kontraktowych oraz  ośmiu etatowych kierowców. O pieniądzach nawet nie chcę mówić, zwłaszcza, że NFZ chce nam drastycznie obniżyć poziom finansowania.

- Co to znaczy?

- Właśnie dostałem informację o wysokości wyceny tzw. punktu, na podstawie którego obliczana jest wysokość naszego kontraktu z Narodowym Funduszem Zdrowia. Na ten rok było to 52 zł. Na przyszły i kolejne mamy dostać 46 zł. W przypadku naszego szpitala oznacza to brak w kasie nawet pięciu milionów złotych rocznie, czyli całkowity paraliż jednostki i już pewne przekształcenie jej w spółkę.

- Dlaczego prywatyzacja jest tak groźna?

- Jak wiadomo, podstawowym zadaniem każdej spółki jest zarabianie pieniędzy. A szpitala leczenie. Jednego z drugim bardzo często nie da się pogodzić, bo jest cała masa procedur medycznych, które są bardzo ważne dla pacjentów, ale mało dochodowe, albo w ogóle nie dochodowe. Co zrobi zarząd spółki z takimi procedurami, nie muszę chyba wyjaśniać.

- Co zatem zamierza pan zrobić?

- Działania muszą być prowadzone na wielu płaszczyznach. Bardzo liczę tu na wsparcie zarówno władz powiatu jak i miasta, jeśli chodzi o lobbing. W samym szpitalu muszą zostać zaś podjęte zdecydowane działania mające na celu pozyskiwanie przychodów oraz obniżanie kosztów, w tym nie wykluczam działań w sferze racjonalizacji zatrudnienia.

- Co pan przez to rozumie?

- No cóż, jest konieczna weryfikacja  kadr szpitala, tak aby zapewnić jego prawidłowe funkcjonowanie, ale będą na pewno jakieś zwolnienia w granicach stwierdzonych przerostów zatrudnienia. Bez tego się nie obejdzie. Mamy też nowy regulamin organizacyjny zakładu, który dostosowany jest do obecnych czasów i potrzeb a także nowej ustawy o działalności leczniczej. Zawarte są w nim m. in. dwie podstawowe nowości. A mianowicie, że firma – Zespół Opieki Zdrowotnej Szpitala Powiatowego w Sochaczewie podzielona została  na dwa odrębne przedsiębiorstwa: lecznictwo szpitalne oraz przychodnie szpitalne obsługujące pacjentów dochodzących. Drugą nowością jest stworzenie dwóch pionów: administracyjnego i ekonomicznego, co uporządkuje funkcjonowanie placówki i pozwoli na skuteczniejsze nią kierowanie.

- Wspomniał pan o koniecznych zwolnieniach. Czy oznacza to, że zostanie na przykład rozwiązany jakiś nierentowny oddział?

- Nic podobnego. Cała ta reforma, bo tak to trzeba nazwać, nie dotyczy sfery leczniczej. Wszystkie oddziały, które w tej strukturze są, pozostaną. Co do ich dalszych losów, same będą o nich decydować. Myślę tu m. in. o ginekologii. Moja polityka jest bardzo prosta. Szpital nie musi zarabiać, chcę tylko postawić cel  ordynatorom i innym kierownikom szpitalnych komórek do bilansowania kosztów z przychodami. Natomiast wszelkiego rodzaju redukcje i zmiany funkcjonowania będą dotyczyły tylko części niemedycznej. Bo tak naprawdę to „biały” personel przynosi dochody lecząc pacjentów. Trzeba tylko wydawać pieniądze rozważniej, co nie zawsze ma miejsce. Jest to niewątpliwie czas dużych zmian, nie tylko na poziomie Sochaczewa.

- Z tego co wiem, pan, jako nowy dyrektor szpitala, zamierza nadal pozostać ordynatorem chirurgii, nadając tej funkcji rangę szefa działu lecznictwa.

- Zostaję na stanowisku ordynatora oddziału chirurgii i wziąłem na siebie jednocześnie dodatkowe obowiązki  naczelnego lekarza. Wynika to z faktu, że nadal jestem czynnym chirurgiem i nie zamierzam z tego rezygnować. Od wielu lat prowadzę tę działkę medyczną, nie chcę więc w to miejsce nikogo angażować. Byłaby to bowiem kolejna osoba, której musiałbym nadać rangę dyrektora i ją zatrudniać. A przypomnijmy, że powołanych zostało już dwóch wicedyrektorów pionów administracyjnego i ekonomicznego.

- Oczywiście nie ma niczego dziwnego w tym, że nadal chce pan być lekarzem i nawet ordynatorem chirurgii. Po co jednak te dodatkowe uprawnienia, skoro już z racji pełnienia funkcji dyrektora szpitala jest pan przełożonym wszystkich ordynatorów?

- Zapewniam, że nie chodzi tu o tytułomanię, ale, po pierwsze, musi to być jakoś ujęte w regulaminie, powinna więc zostać stworzona do niego odpowiednia struktura. A ponadto ordynatura jest kadencyjna, dyrektura też i te kadencje w moim przypadku się nie zgadzają. Jestem przecież dyrektorem od 1 maja, a ordynatorem tylko do listopada. Prawdopodobnie będę ponownie startował na to stanowisko, ale nie można tego przyjąć jako pewnik. Może też się zdarzyć, że ktoś inny wygra konkurs na ordynatora, albo że nie podołam tym wszystkim obowiązkom i będę zmuszony wybierać. Przypomnę tylko, iż kontrakt dyrektorski podpisany mam na sześć lat, więc muszę to wszystko jakoś uporządkować, a to miało na celu zapewnienie w pionie lecznictwa jego sprawne funkcjonowanie.

- NFZ już zapowiedział, iż nie będzie płacił szpitalom refundacji za tzw. nadwykonania, czyli usługi medyczne ponad zawarty kontrakt. A przecież wiemy, że w publicznym szpitalu uniknąć ich się raczej nie da.

- Dlatego też na ostatnim posiedzeniu pytałem o opinię w tej sprawie Radę Społeczną ZOZ. Jest to bowiem dla mnie duży dylemat. Przecież procedury w kontraktach są tak wycenione, że szpital, wypełniając je, zaledwie pokrywa swoje koszty, ale nie zarabia. Dlatego tak ważne jest, byśmy za nadwykonania mieli płacone, bo inaczej będą straty. Oczywiście ich wykonywanie jest bardzo korzystne społecznie, ale wtedy zadłuża się szpital. Jeśli więc NFZ ich nie zrefunduje i szpital z własnych środków będzie kredytował wykonywane świadczenia zdrowotne, to wszyscy powiedzą, że nowy dyrektor źle gospodarował. Niewielu sobie przypomni, że to dlatego, aby pomóc pacjentom i skrócić czas oczekiwania leczenie. Rada ZOZ poparła mnie w tej sprawie i nadwykonania będą, jednak w dopuszczalnych granicach. Odbije się to zwłaszcza  pod koniec roku, na wydłużeniu kolejek do specjalistów, ale również w przypadku braku zapłaty na pogorszeniu wyniku finansowego szpitala.

- Ma pan już wizję swego szpitala, oczywiście przy założeniu, że wszystko się panu udaje.

- Tak. I to nie jest wizja szklanych domów, a bardzo przyziemna i jestem pewien, że realna. Nie zamierzam forsować w naszym szpitalu jakiś kosmicznych zabiegów, czy technologii. Chciałbym, byśmy byli po prostu rzetelnym i skutecznym szpitalem powiatowym, który zapewnia bardzo dobrą podstawową opiekę na każdym poziomie.

- Sochaczewianom marzy się szpital taki, jak choćby w Grodzisku Mazowieckim…

- Na pewno szpital w Grodzisku jest nowszy oraz ma więcej oddziałów i poradni, ale jest wiele dziedzin, w których jesteśmy mocniejsi. Może tylko brakuje nam dobrego PR. Dodam też od razu, że tamtejszy szpital jest dużo bardzo zadłużony od naszego.

Więcej w najnowszym numerze "ZS"

A A A
10.07.2012
godz.22:04
 

Zapisz się na newsletter

najnowsze zdjęcia
kontakt