przejdź do Sochaczew.pl
Sochaczew
245115 odwiedzin
Nie ma jednej rady na bycie „fit”

Sochaczewianom najbardziej znany jest jako współwłaściciel Gymme Fitness Club. Tymczasem Piotr Zieliński zdobywa kolejne tytuły mistrzowskie i zapowiada, że nie zamierza spocząć na laurach. W rozmowie z Agnieszką Poryszewską opowiada o swojej największej pasji – kulturystyce oraz udziela kilku rad, jak zacząć żyć zdrowo.

Jak wygląda dzień wicemistrza Europy w Men’s Physique?
Wstaję około 6:30 – 7:00. Na początek jadę na godzinny trening cardio. I tak przez siedem dni w tygodniu. Oprócz tego, pięć razy w tygodniu trenuję siłowo. Przerwę mam tylko w czasie zawodów. Staram się też, by niedziela była luźniejszym dniem. Na co dzień pracuję jako trener, prowadzę zajęcia indywidualne i grupowe, więc od rana do późnych godzin wieczornych jestem w ruchu.

Na czym opiera się pana dieta?
Ryż, jajka, kurczak lub indyk, olej, warzywa w nieograniczonej ilości, owoce. Do tego suplementy, takie jak keratyna czy białko. Piję tylko wodę, herbatę i kawę. Tej ostatniej nie mogę sobie odmówić, tym bardziej, że ma ona wiele właściwości zdrowotnych. Jestem smakoszem espresso.

Kawa oczywiście bez mleka i cukru?
Pijam tylko czarną. Cukier, słodycze, ciasta są zupełnie wykluczone z mojej diety. Jem za to owoce, choć i z tych rezygnuję, gdy zbliżają się zawody.

Czy faktycznie wszystkie składniki posiłków muszą być precyzyjnie odmierzone, czy to mit?
To akurat prawda. Należy precyzyjnie przestrzegać ilości węglowodanów, białka i tłuszczy, wykluczyć cukier, produkty wysokoprzetworzone, takie jak pszenne białe pieczywo, czy wędliny.

Dla wielu osób rezygnacja z „czegoś słodkiego” jest nie do wyobrażenia.
Wiem, słodycze są przecież smaczne. Za to cukier jest naszemu organizmowi zupełnie zbędny. Nie posiada żadnych wartości odżywczych i tylko szkodzi zdrowiu. Aby się od niego odzwyczaić wystarczy około dwóch tygodni. Przyzwyczajenie do cukru działa jak nałóg. Po jego odstawieniu najgorsze jest pierwsze siedem dni, potem jest już tylko łatwiej. Trzeba oczywiście wykazać się silną wolą, ale szybko okazuje się, że da się żyć bez cukierka czy batonika.

Łatwo powiedzieć - jest pan przyzwyczajony do wyrzeczeń. Uprawiając kulturystykę żyje pan przecież w dużej dyscyplinie.
Fakt, kulturystyka wymaga wyrzeczeń i poświęceń. Taki styl życia trzeba po prostu lubić. Nie da się tego robić na siłę. W zasadzie od siódmego roku życia cały czas zajmuję się sportem: od tenisa stołowego, przez pływanie, kickboxing, ćwiczenia na siłowni.

Odpuszcza pan czasami?
W święta Bożego Narodzenia – podczas Wigilii i pierwszego dnia świąt jadłem to, co wszyscy. Potem musiałem to trochę odchorować, bo mój organizm nie jest przyzwyczajony do takiej dawki węglowodanów i tłuszczy naraz. W Wielkanoc byłem przed zawodami, więc nie było mowy o dyspensie. Najczęściej jednak na rodzinne imprezy noszę ze sobą własne jedzenie w pojemniku, podobne porcje zabieram do pracy. Uważam, że jeżeli gotujemy sami, naprawdę wiemy, co ląduje na naszym talerzu. Akurat u mnie jest to szczególnie ważne, bo zawodowo zajmuję się sportem, ale takie podejście polecam każdej osobie, która chce żyć zdrowo.

A co sądzi pan o popularnych, gotowych dietach, które znaleźć można w internecie i gazetach?
Jeżeli zaczniemy jeść 1000 – 1200 kalorii, oczywiście spadnie nam waga.

A potem?
Najprawdopodobniej szybko przytyjemy. Pewnie z nawiązką. Jeżeli ktoś chce trwałego efektu, nie może liczyć, że załatwi sprawę w tydzień lub dwa, a potem wróci do starych nawyków. Obecnie odchodzi się od słynnej diety tysiąca kalorii i innych diet eliminacyjnych. Każdy jadłospis powinien być skrojony na miarę i dostosowany do konkretnej osoby – płci, wieku, stanu zdrowia, aktywności fizycznej. Nie można chodzić głodnym, robić zbyt dużych przerw między posiłkami. Proszę mi wierzyć, dietetycy układają teraz takie jadłospisy, że ludzie nie są w stanie ich przejeść, a i tak chudną.

Dlaczego tak się dzieje?
Teraz kładzie się nacisk na to, żeby maksymalnie „podkręcić” metabolizm. Chodzi o równowagę między składnikami odżywczymi. Stawia się na posiłki o regularnych porach, dobrze zbilansowane. Ja sam jem nawet 3800 kalorii dziennie. Prowadzę aktywny tryb życia i takie mam zapotrzebowanie.

Jak wyglądała pana droga do tytułu wicemistrza Europy?
Na siłowni trenuję od 14 lat, ale o startach myślałem od dwóch lat. Mam swojego trenera Grzegorza Kępę. Uważam, że jest on jednym z lepszych specjalistów w kraju, sam też prowadzi klub fitness i jest wykładowcą na Akademii Wychowania Fizycznego. Trener zawsze patrzy na moje postępy trzeźwym okiem. Z kulturystami, w tym ze mną, jest tak, że ciągle wydaje im się, że coś jest z sylwetką nie tak, że zrobili za mało. Pierwsze debiuty kulturystyczne zaliczyłem w lutym. Nie były one jednak w żaden sposób klasyfikowane.

To miała być taka próba sił?
Dokładnie. Wyjście na scenę, wystąpienie przed publicznością i poddanie się ocenie jest bardzo stresujące. W pierwszych zawodach na 33 zawodników byłem siódmy, a pierwsza szóstka weszła do finału. Mnie niestety się nie udało. Potem były otwarte zawody w Gorzowie Wielkopolskim. Tam z kolei wygrałem. Później polecieliśmy na Maltę, na zawody rangi Pucharu Świata. Zebrali się tam najlepsi zawodnicy, co z jednej strony było tremujące, z drugiej jednak uznałem, że nie mam nic do stracenia i mogę wyjść na scenę na luzie i bez presji. Niespodziewanie zdobyłem trzecie miejsce. Wiem, ile czasu zajmuje niektórym praca na taki sukces, więc było to dla mnie naprawdę olbrzymie osiągniecie. Potem były Mistrzostwa Polski w Kielcach, gdzie wywalczyłem drugie miejsce. Tego samego dnia, cztery godziny później, odbyły się eliminacje do kadry na Mistrzostwa Europy i udało mi się zakwalifikować, a nawet wyprzedzić mistrza Polski. W ten sposób pojechałem do Hiszpanii. Zawsze chciałem reprezentować nasz kraj, to było spełnienie marzeń. Wywalczyłem tam drugie miejsce i jest to, jak na razie, największe osiągniecie w mojej karierze.

Prawdziwy błyskawiczny sukces.
Wszytko rozegrało się bardzo szybko i ciągle nie do końca to do mnie dociera. Czuję się jakbym stał trochę obok. Moim celem podczas zawodów było to, by dostać się do najlepszej szóstki, a udało się osiągnąć dużo więcej. Planujemy już udział w kolejnych zawodach.

Ile lat trwa kariera kulturysty?
Znam osobę, która jeździ na zawody będąc po sześćdziesiątce. Wszystko zależy od predyspozycji i kondycji organizmu. Z wiekiem spowalnia np. metabolizm. Większość kończy jednak karierę około czterdziestki.

Co poradziłby pan przeciętnemu czytelnikowi, który niekonieczne chce zostać mistrzem kulturystyki, a po prostu chce poprawić jakość swojego życia?
Myślę, że nie powiem nic odkrywczego, ale jeżeli ktoś twierdzi, że ma złotą radę na bycie „fit”, kłamie. Na początek warto po prostu zacząć systematycznie ćwiczyć, najlepiej kilka razy w tygodniu. Trzeba przestać szukać wymówek, bo każdy z nas jest w stanie znaleźć chociaż 30-40 minut na sport. Nieważny jest nasz wiek. W klubie mamy pana po sześćdziesiątce, który dziewięć miesięcy temu po raz pierwszy przyszedł na siłownię. Kiedy już się zacznie, szybko zauważymy poprawę jakości życia. Będziemy lepiej spać, mieć lepszą kondycję fizyczną i psychiczną, będziemy pewniejsi siebie. Mówiłem już wcześniej, że warto odzwyczaić się od cukru, nie gromadzić w domu słodyczy, nie pijmy też słodkich napojów i energetyków. Stawiajmy na sezonowe owoce i warzywa. Tych ostatnich nigdy sobie nie odmawiajmy.

Widzi pan w Sochaczewie pokłosie mody na zdrowy styl życia. Więcej się ruszamy?
Już około 10 lat temu, gdy pracowałem w jednym z warszawskich klubów fitness, zauważyłem większe zainteresowanie ze strony klientów. Nadal nie osiągnęliśmy jeszcze takiego poziomu promocji zdrowego stylu życia jak np. w Szwecji. Tam na każdym kroku są siłownie, ludzie biegają, jeżdżą na rowerze, nawet mimo niesprzyjającej pogody. Dla nich to coś zupełnie naturalnego. A u nas? Na pewno jest dużo lepiej niż jeszcze w latach 90. Z drugiej strony ostatnio widzieliśmy z żoną kolejkę samochodów do McDonald’s. Była tak długa, że blokowała przejazd sąsiednią drogą. Nad świadomością w temacie fast foodów zdecydowanie musimy jeszcze popracować. Chociaż sami czasem tam kupujemy.

Serio?
Tak, kawę (śmiech).

 

 

A A A
21.08.2017
godz.12:22
 

Zapisz się na newsletter

najnowsze zdjęcia
kontakt