przejdź do Sochaczew.pl
Sochaczew
338470 odwiedzin
Kamyczek do piękniejącego miasta

Od 1968 roku związany ze spółdzielczością, od 27 lat na stanowisku prezesa zarządu. O sytuacji polskiego handlu, kondycji sochaczewskiej PSS „Społem” i kolejnych inwestycjach spółdzielni, z jej prezesem Józefem Chocianem rozmawia Jolanta Sosnowska.

Panie prezesie, czy krajowy handel ma jeszcze w Polsce rację bytu? Czy może konkurować z dużymi zagranicznymi sieciami?
Moim zdaniem tak, ale każdego dnia musi walczyć o swój byt. Nie jesteśmy w stanie konkurować cenowo np. z Biedronką, która w całej Polsce ma prawie 2700 pawilonów. Taka potężna sieć już na starcie ma dużo lepsze możliwości negocjacyjne, bo zapewnia ogromny rynek zbytu.

To może sklepy PSS powinny się dogadać i stworzyć sieć handlową działającą na terenie całego kraju.
Pracujemy nad tym w ramach Krajowego Związku Spółdzielni Spożywców „SPOŁEM”. Obecnie mamy kilka firm wspierających działania  zrzeszonych spółdzielni. Trwają prace nad skonsolidowaniem zakupów. Będzie to nie tylko marka własna dla ponad 4 tys. sklepów, ale również wspólne, ogólnopolskie  umowy.  To ogromny potencjał. „Społem” posiada duże pawilony, dorównujące wielkością zagranicznym marketom, ale ma też wiele małych sklepów, z których nie chcemy rezygnować.

Mimo że nie przynoszą spodziewanych dochodów?
Tym się różnimy od wielkich korporacji. Nadal podtrzymujemy ideę spółdzielczości, w której każdy z naszych członków jest współwłaścicielem „Społem”. Jesteśmy także głęboko zakotwiczeni w lokalnym środowisku, które wspieramy, z którego pochodzą nasi sprzedawcy i klienci.

Ale na niedawnym walnym zebraniu z żalem przekonywał pan, że ruch spółdzielczy zamiera.
Bo tak jest. Dlatego próbuję zachęcać, zwłaszcza naszych młodych pracowników, aby bardziej utożsamiali się ze spółdzielnią. To właśnie od nas, pracowników, zależy wizerunek firmy i dochody każdego z jej członków.

Tyle że nikt nie lubi przepłacać. Także pracownicy „Społem”. Jeżeli mogą kupić tańszy towar gdzieś indziej, to robią to, mimo zakazów zaopatrywania się poza sklepami „Społem”. Tym bardziej, że zarobki sprzedawców nie są wygórowane.
Na pewno nie odbiegają od wynagrodzeń pracowników dużych sieci handlowych. Co więcej, jeżeli sklep się stara, umie przyciągnąć klientów, ma duży obrót, to pracownicy otrzymują wyższe prowizje. Poza tym nie stosujemy umów śmieciowych, pracowników zatrudniamy na umowę o pracę, są  ubezpieczeni i jeszcze mogą liczyć na dywidendę od zysku. Myślę, że są to uczciwe zasady. A co do zaopatrywania się u konkurencji, uważam, że przede wszystkim obowiązuje lojalność. To zdrowe podejście, żeby nie dorabiać innych, a powiększać dochód naszej spółdzielni.

Wracając do konkurencyjności, czym, jeżeli nie ceną, możecie przyciągnąć klientów?
Na pewno wysoką jakością towarów, profesjonalną obsługą, atrakcyjnym programem lojalnościowym, który przynosi korzyści zarówno klientom, jak i spółdzielni. Poza tym to nie jest tak, że ceny wszystkich artykułów są u nas wyższe, tak jak nie jest prawdą, że Kaufland, Carrefour czy Biedronka mają dobre ceny na wszystkie artykuły. To jest kwestia odpowiedniego marketingu, na który wielkie firmy wydają duże pieniądze. My z kolei nie możemy sobie pozwolić na zatrudnienie kilku dodatkowych osób, które zajęłyby się tylko i wyłącznie strategią marketingową.

Mimo wielu problemów to kolejny rok, który sochaczewska PSS zamknęła zyskiem, inwestowała w wyposażenie i wygląd swoich placówek, a teraz szykuje się do dużej inwestycji.
To prawda, że co roku co najmniej milion zł przeznaczamy na modernizację i poprawę jakości naszych sklepów, w dodatku nie korzystając z kredytów bankowych. Pewnie moglibyśmy przeznaczyć te pieniądze na płace, ale byłaby to krótkowzroczna polityka, która z czasem doprowadziłaby do upadku spółdzielni, tak jak to się stało w wielu innych miastach. Jak spojrzymy na najbliższe miasta, to  PSS praktycznie nie istnieje, albo działa w zupełnie okrojonej formie. Natomiast my zatrudniamy 170 osób w szesnastu różnego rodzaju placówkach - sklepach, własnej piekarni, Cafe&Bar, na zieleniaku.

A teraz dodatkowo rozpoczęliście zapowiadaną w zeszłym roku budowę kamienicy przy ul. Staszica.
Miniony rok był nam potrzebny na przygotowanie dokumentacji, uzyskanie niezbędnych pozwoleń i rozważenie różnych opcji. Ten etap mamy już za sobą i właśnie wybraliśmy wykonawcę robót. Musi on najpierw rozebrać istniejący budynek zajmowany dotychczas przez nasz sklep z gospodarstwem domowym, a na początku maja przystąpi do budowy. Z uwagi na sąsiedztwo innych budynków, rozbiórka musi być wykonana ręcznie, bez użycia ciężkiego sprzętu.

Ale podobno, jeszcze przed rozpoczęciem prac, pojawiły się problemy.
Rzeczywiście kosztorys inwestorski przewiduje, że budowa będzie nas kosztować 1,6 mln zł, ponad 300 tys. więcej niż pierwotnie zakładaliśmy.

Z czego to wynika?
Są trzy elementy, z którymi wykonawca musi się uporać. Nowy budynek jest tzw. plombą - powstanie między dwoma innymi kamienicami, co określa jego kubaturę. Po drugie - ulica Staszica to teren, który podlega nadzorowi archeologicznemu. Tak naprawdę nie wiemy, na co natrafią ekipy budowlane. I po trzecie jest to podmokły teren, który wymaga zastosowania odpowiedniej metody zalewania fundamentów. Najpierw muszą powstać 22 głębokie studnie, dopiero na nich zostanie położony fundament.

Jak długo potrwa budowa?
Jeżeli nie pojawi się jakaś nieprzewidziana przeszkoda, roboty powinny się zakończyć za pół roku.

Wiemy, że będzie to dwupiętrowa kamienica. Na parterze znajdą się powierzchnie handlowe, pierwsze i drugie piętro zajmą mieszkania. Dlaczego PSS inwestuje w mieszkania do wynajęcia?
Zmusiło nas do tego położenie planowanego obiektu. Rozważaliśmy, aby wyższe kondygnacje wynająć na biura, ale kiedy okazało się, że wejście do nich będzie od strony ulicy Batorego, chętni zaczęli się wycofywać. Od ul. Staszica jest za mało miejsca, aby zrobić tam klatkę schodową, przy ulicy nie zbudujemy również parkingu, a takie są wymagania. Bezpośrednio z ulicy wejście będzie jedynie do sklepu na parterze. Na górne kondygnacje dostęp będzie od podwórka. Uznaliśmy, że w tej sytuacji na pierwszym i drugim piętrze najlepiej będzie zaplanować małe mieszkania, na które zawsze jest popyt.

Jeśli ta inwestycja jest tak problematyczna, to dlaczego chce pan budować akurat w tym miejscu?
Pomysł dojrzewał długo. Kiedyś burmistrz Osiecki zapytał mnie, czy nie dałoby się zrobić czegoś z naszym budynkiem, który odstaje od architektury tego miejsca. To nie była jedyna krytyczna opinia. Sami też zdawaliśmy sobie sprawę, że parterowy budynek, wciśnięty między dwie wysokie kamienice, nie prezentuje się dobrze, a jego stan techniczny nie wróży mu długiego życia.

Upiekł pan co najmniej dwie pieczenie przy jednym ogniu. Zgodnie z projektem budynek świetnie wpisuje się w istniejącą już zabudowę, a pociągnięcie go do góry sprawi, że inwestycja szybko się zwróci.
Dokładnie tak. Połączyliśmy estetyczny wygląd z ekonomicznym wykorzystaniem przestrzeni. Dzięki temu jedna z centralnych ulic Sochaczewa zyska na wyglądzie, a spółdzielnia na tym nie straci. To będzie nasz kamyczek dorzucony do piękniejącego miasta.

 

A A A
04.05.2017
godz.20:14
 

Zapisz się na newsletter

najnowsze zdjęcia
kontakt