przejdź do Sochaczew.pl
Sochaczew
240399 odwiedzin
Była pięknym człowiekiem

Flagi miasta przybrane kirem, poczty sztandarowe szkół i tłumy sochaczewian - byłych uczniów, nauczycieli, przyjaciół i znajomych pożegnały w sylwestrową sobotę Marię Gołkowską. Dla wielu z nas była mentorką, wyznacznikiem wiedzy humanistycznej, zasad moralnych, walki o to, co słuszne. Sochaczew stracił wielką postać.

Wiem, że te słowa brzmią teraz jak wyciosane ze spiżu, jak pośmiertna laurka, ale jeśli chodzi o Panią Marię, nie można ich nie użyć. Charyzma, jaką ją obdarzył los, świeciła jak aureola. Nawet wtedy, kiedy nie zabierała głosu, wszyscy wiedzieli, że jest osobą wyjątkową. Tak było podczas wręczenia jej tytułu Honorowego Obywatela Sochaczewa w czerwcu 2014 r. Z powodu nasilającej się choroby nie dziękowała za przyznanie jej tytułu, ale wiedzieliśmy, że gdyby mogła, powiedziałaby same mądre i ważne słowa.

Dla mnie pierwsze ważne słowa z ust Pani Profesor padły jeszcze w liceum. Nigdy mnie nie uczyła, ale zdarzyła się lekcja, na której, jako wicedyrektor „Ogólniaka”, musiała interweniować w naszej klasie. Niektórzy koledzy, nie wiedząc chyba z kim mają do czynienia, podjęli dyskusję, która zakończyła się w momencie, w którym w sali padły donośne słowa, cytowane chyba za Wyspiańskim: „Nie szargajcie świętości, bo trza, żeby święte były”. Po kilkudziesięciu latach nadal noszę je w głowie wraz z obrazem filigranowej, ale niezwykle sugestywnej postaci Pani Profesor.

Drugie wspomnienie dotyczy czasów, kiedy zaczęłam pracę w redakcji. Powszechną wiedzą było, iż wcześniej pracowała w niej Maria Gołkowska. Wtedy była jeszcze bardzo aktywna i często zabierała głos na łamach „Ziemi” w sprawach, które wydawały jej się ważne, lub ją denerwowały. Lubiła polemizować z autorami artykułów, wykładając swoje racje. Zawsze bałam się, że po jakimś moim niefortunnym tekście, odezwie się Pani Profesor i będę musiała znaleźć dobre argumenty, żeby ją przekonać, co dla początkującej dziennikarki było nie lada wyzwaniem. Na szczęście nie doszło do takiej sytuacji.

Chyba z tych czasów pochodzi karykatura Pani Marii wykonana przez śp. Sławka Burzyńskiego. Najbardziej zapamiętałam z niej dymiącego papierosa, przez dziesięciolecia nieodłączny atrybut Pani Profesor. Potem często spotykałyśmy się na konkursach recytatorskich, programach poetyckich, także tych przygotowanych przez nią, spotkaniach autorskich. Obie szukałyśmy wtedy ustronnego miejsca na szybkiego papierosa. Kilka lat temu, podczas wizyty u Pani Marii w domu, po przebytej przez nią ciężkiej grypie, z niemałym zdziwieniem przyjęłam wiadomość, że ona nie pali. Jak to między palaczami bywa, zapytałam, jak jej się udało rzucić nałóg. W wypowiadanej ze śmiechem odpowiedzi usłyszałam: „To nie ja rzuciłam papierosy, to one rzuciły mnie”. Tak ciężko przechodziła grypę, że o paleniu nie było mowy. I tak już zostało.

Niechętnie mówiła o sobie. Rzadko udzielała wywiadów. Od kilku lat nie występowała publicznie. Martwiło mnie to, bo bałam się, że, oprócz naszej pamięci, nie zostanie po niej nic konkretnego, trwałego, zapisanego na papierze. Byłam więc niezwykle szczęśliwa, kiedy, po długich namowach, zgodziła się na rozmowę do „Ziemi”. Odbyłyśmy wtedy kilka spotkań, których efektem był tekst zatytułowany „Przypadki pani Marii”. Po jego napisaniu bałam się, jak oceni go Pani Profesor, czy go zaakceptuje i czy ta skondensowana opowieść o życiu Lilki, jak ją nazywali bliscy, spełni oczekiwania czytelników. Udało się. Obszerny tekst ukazał się w listopadzie 2011 r.

W tym czasie, podczas spotkań z Panią Marią, spytałam ją, czy nie myślała o spisaniu wspomnień. Powiedziała mi, że wiele osób ją do tego namawia, m.in. syn Marek, ale ona tak nie lubi pisać (!).

- Marek proponował nawet, że da mi dyktafon, zawieszę go na szyi i będę mówić, a potem coś się z tego zrobi - opowiadała ze śmiechem.

„Czymże jest pamięć, jeśli nie powrotem w czasie... Niezwykłym wehikułem, który pozwala nam odbyć podróż ku temu, co minione... Czesław Miłosz, ulubiony poeta bohaterki artykułu, napisze: „Przypominane krajobrazy i ludzkie postacie łagodnieją i pięknieją, przenika je szczególne światło”. Pani Profesor Maria Gołkowska nie podlega tej kategorii wspomnień. Zawsze była Pięknym Człowiekiem! Niezależnie od ustroju, zmieniających się mód, czasów” - napisała Marzena Tomaszewska we wstępie do tekstu prezentującego sylwetkę Pani Marii przed przyznaniem jej tytułu Honorowego Obywatela Miasta w 2014 r.

Na te przymioty zwracali uwagę uczestnicy mszy pogrzebowej, przypominając zarówno czasy młodości Pani Marii, jej zaangażowanie w demokratyczne przemiany, posłannictwo, jakim był dla niej zawód nauczyciela oraz jej oddanie rodzinie. To były piękne i dobre słowa.

Dziennikarz Grzegorz Osiecki, wychowanek Marii Gołkowskiej, wygłaszając laudację na cześć Pani Profesor w dniu wręczenia jej tytułu Honorowego Obywatela Miasta, powiedział: „Myślę, że my wszyscy, którzy wyszliśmy spod ręki Pani Profesor, jesteśmy dzięki niej lepszymi ludźmi.  A nasze miasto, dzięki niej, jest lepszym miejscem do życia. Nie wiemy, kim bylibyśmy bez niej, ale wiemy, ile jej zawdzięczamy i dlatego, w imieniu wielu osób, które chciały uhonorować Panią Marię Gołkowską tym zaszczytnym tytułem, chciałem powiedzieć:
Pani Profesor, dziękujemy.

Jolanta Sosnowska
jolanta.sosnowska@sochaczew.pl

 

A A A
02.01.2017
godz.20:43
 

Zapisz się na newsletter

najnowsze zdjęcia
kontakt