przejdź do Sochaczew.pl
Sochaczew
240221 odwiedzin
Oksford jak Formuła 1

Na początku trzeciej klasy ogólniaka nie miał pojęcia, jak pokierować swoją edukacją, aby w przyszłości robić to, co lubi. Długo zwlekał z podjęciem decyzji, bo tak naprawdę od dawna kręciły go samochody wyścigowe. I nie chodzi o szybką jazdę, ale budowę takich aut, park maszyn, ekipy walczące o sprawność pojazdu na torze. Wymarzoną szkołę znalazł w Anglii i od dwóch lat jest studentem Oxford Brookes University. O tym, jak spełniać edukacyjne marzenia, z Aleksandrem Warchałowskim rozmawia Jolanta Śmielak-Sosnowska.

Jak na ucznia szkoły średniej w niedużym mieście, mierzyłeś wysoko.
To zupełnie nie tak. Ja się bardzo długo zastanawiałem. Kiedy przeglądałem oferty polskich uczelni, nie pojawiał się żaden dreszczyk emocji. Nie natrafiłem na nic, o czym mógłbym powiedzieć: chcę się tego uczyć. I to nie dlatego, że nie było w czym wybierać. Po prostu czekałem na coś, co wywoła przysłowiowe wow!

I pojawiło się.
Chyba w lutym 2013, a więc na trzy miesiące przed maturą, przeglądając internet, trafiłem na coś, co po polsku można przetłumaczyć jako inżynierię sportów motorowych. I to było właśnie to wow!

A skąd u Ciebie zainteresowania samochodami wyścigowymi?
Od zawsze lubiłem je oglądać, a na 18 urodziny pojechałem do taty, który wtedy pracował w Niemczech i zafundował mi zaproszenie na zawody. Co więcej, mogłem wejść w miejsca, gdzie stały samochody wszystkich drużyn, pracowały ekipy inżynierów, mechaników samochodowych przygotowujących auta do wyścigów. To było fascynujące. Wtedy pomyślałem, że to jest to, co chciałbym robić. To była druga klasa LO w Chopinie. Zacząłem się interesować rynkiem samochodowym, który w Wielkiej Brytanii jest ogromny. Ale to były raczej luźne pomysły.

Które skrystalizowały się kilka miesięcy później. Złożyłeś aplikację do Oksfordu, jednej z najsłynniejszych uczelni świata.
Właściwie do Oxford Brookes University. Nie jest on tą słynną oksfordzką uczelnią, którą kończą najlepsi z najlepszych, ale jedną z wielu znajdujących się w Oksfordzie. Jej atutem jest posiadanie kilku dobrych, obleganych kierunków, takich jak inżynieria sportów motorowych. To jest odpowiednik naszej politechniki.

Przyjęto Cię bez problemów?
Było trochę inaczej. Aplikację wysłałem w maju 2013 roku, przy czym muszę powiedzieć, że to nawet nie był plan B. Po prostu chciałem sprawdzić, co mi odpowiedzą i czy w ogóle dostanę odpowiedź. Tymczasem zdecydowałem się na studia na Politechnice Warszawskiej. Dwa tygodnie po rozpoczęciu nauki na politechnice, otrzymałem list z Anglii. Uczelnia w Oksfordzie przysłała mi obszerny prospekt i zaproszenie na studia, ale od następnego roku. W Anglii terminy rekrutacji są inne i było za późno na to, by rozpocząć naukę w 2013.

Musiałeś podjąć decyzję, co dalej.
Rodzice wyrazili zgodę na mój wyjazd, ale nie chcieli, żebym tracił cały rok nauki, więc przez dwa semestry studiowałem na Politechnice Warszawskiej na kierunku mechanika i budowa maszyn. Cały czas pamiętałem jednak, że od następnego roku mogę się uczyć w Anglii.

Kiedy zapadła ostateczna decyzja?
Kiedy poleciałem na Dzień Otwarty w Oxford Brookes University. Wtedy już wiedziałem, że to jest szkoła dla mnie. We wrześniu 2014 r.
rozpocząłem studia w Oksfordzie.

Skromnie przemilczałeś wyniki matury. Na ile procent trzeba ją zdać, żeby myśleć o zagranicznych studiach?
To nie są wyniki poza zasięgiem ucziów „Chopina”. Z rozszerzonej matematyki i fizyki otrzymałem ponad 80 proc., angielski zdałem powyżej 90 proc. Wymagania uczelni są takie, że trzeba zdać trzy przedmioty na poziomie rozszerzonym powyżej 70 proc.

Twój angielski był na tyle dobry, że poradziłeś sobie z komunikacją? Przecież na takich studiach w grę wchodzi język techniczny.
Wykładowcy w Oksfordzie są przyzwyczajeni do dużej liczby obcokrajowców, których angielski nie do końca jest perfekt i nie robią z tego problemu. Trudno jest się idealnie nauczyć języka kraju A, żyjąc w kraju B, ale po kilku miesiącach to się wyrównuje. Ja w każdym razie nie miałem takiej sytuacji, żeby na wykładzie nie zrozumieć, o czym rozmawiamy.

A co z pieniędzmi? W Wielkiej Brytanii studia są przecież płatne. Rodzice zdecydowali się sfinansować Twoją naukę?
Czesne jest rzeczywiście wysokie. Wynosi dziewięć tysięcy funtów rocznie. Ale jeśli się mieszka w Anglii lub na terenie Unii Europejskiej, można się ubiegać o swego rodzaju pożyczkę, która pokrywa koszty studiów. Pożyczka jest obłożona z góry ustalonymi warunkami. Po pierwsze spłata rozpoczyna się po skończeniu studiów i podjęciu pracy, po drugie tylko wtedy, jeśli zarabia się powyżej pewnego pułapu, który w Anglii wynosi obecnie 21 tys. funtów rocznie.

To jak masz zamiar spłacić tę pożyczkę? Czy w związku z tym musisz podjąć pracę w Anglii?
Najpierw wyjaśnię, że to jest swego rodzaju zakład z rządem Wielkiej Brytanii. Rząd zakłada, iż wykształcenie, które oferuje uczelnia, jest tak dobre, że absolwent bez problemu znajdzie pracę. Jeśli nie, to oznacza, że w systemie edukacji coś nie działa i spłata pożyczki zostaje zawieszona. W przypadku obcokrajowców, zasady są podobne, ale dotyczą dużo niższego progu, bo przecież zarobki w Polsce są nieporównywalne do angielskich. I oczywiście mogę pracować, gdzie chcę, bo to jest umowa zawarta między mną, a firmą wyznaczoną przez rząd brytyjski do obsługi kredytu.

Ile lat trwają Twoje studia?
Cztery lata, z tym że między drugim a trzecim rokiem trzeba odbyć praktykę zawodową. Trwa ona rok i student musi znaleźć firmę, która zechce go przyjąć na taką praktykę. Właśnie jestem na etapie poszukiwań.

Po tym okresie edukacji otrzymujesz tytuł inżyniera?
Angielski odpowiednik inżyniera. Jeśli chciałbym zdobyć tytuł magistra, czeka mnie jeszcze rok nauki.

Wróćmy jeszcze do finansów. Nie płacisz za studia, ale pozostaje kwestia mieszkania, wyżywienia itp.
Jeśli student nie zdobędzie stypendium, co jest trudne, bo należy spełnić naprawdę wiele warunków, żeby je otrzymać, koszty pobytu w Anglii trzeba opłacić.

Ile to kosztuje? Pytam dlatego, żeby ci, którzy chcieliby pójść w Twoje ślady, wiedzieli, na co mają się przygotować.
Dużo zależy od miejsca, w którym się studiuje. Oksford jest bardzo drogim miastem, ale uczelnia posiada wygodne akademiki w dobrej lokalizacji. Każdy student, jeśli chce,  może otrzymać mały, ale własny pokój działający prawie na warunkach hotelowych, a więc z praniem, sprzątaniem, recepcją odbierającą przesyłki, no i oczywiście dostępem do internetu. Zeszły rok kosztował moich rodziców ok. ośmiu tys. funtów razem z przelotami do domu i na uczelnię.

Rozumiem, że w tym wypadku słoiki nie wchodzą w grę?
Niestety słoiki nie latają tak daleko, ale ja lubię sam przygotowywać sobie jedzenie, więc nie mam z tym problemu. Dodam jeszcze, że na angielskich studiach jest dużo mniej obowiązkowych zajęć niż w Polsce, więc tak naprawdę, jeśli ktoś jest w trudnej sytuacji finansowej, może rozejrzeć się za pracą i spokojnie pogodzi ją z nauką.

W Twoim przypadku to niemożliwe, bo każdą wolną chwilę poświęcasz na pracę w Formuła Student. Skróciłeś nawet ferie, żeby być na uczelni. Powiedz coś więcej o tym elemencie studiów.
Formuła Student to odpowiednik koła naukowego na polskich uczelniach i coś, czemu zaprzedałem duszę. To jest absolutnie najlepszy i najbardziej wartościowy element moich studiów i bez niego nie byłbym w tym miejscu, w którym jestem teraz. Nie pojechałbym do Finlandii, nie aplikował na staż do F1, nie wracał w połowie ferii na uniwersytet. To bardzo rozwijające doświadczenie, które, poza możliwością zaaplikowania wiedzy z wykładów do prawdziwego życia, uczy profesjonalnego podejścia do pracy i bycia członkiem zespołu.

Wyjaśnij, na czym polegają zajęcia w Formuła Student?
Najkrócej mówiąc, na projektowaniu i budowie pojazdów wyścigowych. Konstruuje się je przez  cały rok, aby później wziąć udział w zawodach. Ale nie chodzi w nich tylko o to, który zespół będzie szybszy. Jest wiele konkurencji, w których ocenia się m.in. projekt, myśl inżynierską, wykorzystanie dostępnych na uczelni zasobów. Formuła Student oraz oceny pozwoliły mi w ubiegłe wakacje jechać na staż do Finlandii. Pracowałem tam w bazie profesjonalnego zespołu wyścigowego Koiranen GP,  jeździłem z nim na zawody w różne miejsca w Finlandii, Estonii, Rosji, spotykałem ekipy z całego świata. A furtką do tej trzymiesięcznej przygody była właśnie Formuła Student.

Czy to jest to, co chciałbyś robić po studiach?
Kiedy w wakacje pracowałem u boku najlepszych specjalistów, pomyślałem, że gdyby mi się udało robić to samo nie przez trzy miesiące, a przez całe życie, i może jeszcze za pieniądze, to byłoby fantastycznie.

Przeczytałam gdzieś, że Oksford najpierw otwiera umysły, a potem wiele drzwi. Życzę, aby Tobie otworzył drzwi do F1.
Bardzo dziękuję.

A A A
25.01.2016
godz.09:10
 

Zapisz się na newsletter

najnowsze zdjęcia
kontakt