przejdź do Sochaczew.pl
Sochaczew
307491 odwiedzin
Pokorni wobec muzyki

W niedzielę 18 października Chór Towarzystwa Śpiewaczego Ziemi Sochaczewskiej obchodził jubileusz 15-lecia istnienia. O radości, jaką daje muzyka, odpowiedzialności i współdziałaniu, z Danielą Cieślak – prezesem Towarzystwa oraz Czesławem Cieślakiem – wieloletnim dyrygentem chóru, rozmawia Jolanta Śmielak-Sosnowska. 

W czyjej głowie 15 lat temu powstał pomysł powołania Towarzystwa Śpiewaczego Ziemi Sochaczewskiej?
Daniela Cieślak: Trudno tu wskazać jedną osobę. Pomysł zrodziły okoliczności. Nie wchodząc w szczegóły powiem, że u podstaw powstania Towarzystwa Śpiewaczego Ziemi Sochaczewskiej legła decyzja ówczesnego kierownictwa Klubu Nauczyciela o zawieszeniu z dniem 12 czerwca 2000 r. działalności Sochaczewskiego Chóru Nauczycielskiego.
Czesław Cieślak:  Dodam, że większość chórzystów, około 80 proc., nie zgadzała się z tą decyzją. Podejmowaliśmy starania o jej cofnięcie. 18 października, na spotkaniu z przedstawicielami Zarządu Miasta, zrozumieliśmy, że się to nie uda. I wtedy, odbywająca się w MOK próba chóru, spontanicznie przekształciła się w zebranie założycielskie.

Dla Pana, jako współzałożyciela Chóru Nauczycielskiego, to musiało być trudne.
Cz. C.: Niewątpliwie.  Przecież zostawiłem w tym chórze dużą część swojego życia. Wyszukiwanie repertuaru, przygotowanie materiałów nutowych dla chórzystów, próby, koncerty, to kilka czy kilkanaście godzin pracy tygodniowo. A ile przez 12 i pół roku?
D.C.: Należy przypomnieć, że w tym trudnym dla nas czasie „Ziemia Sochaczewska”, jako jedyna, podjęła wtedy temat zarysowujących się podziałów w Chórze Nauczycielskim. Zwłaszcza nieżyjący już pan redaktor Sławomir Burzyński uważnie przyglądał się całej sytuacji, za co do dziś jesteśmy mu wdzięczni.

Jaki był wasz stan posiadania na starcie?
Cz. C.: Pełny czterogłos chóralny, nuty i wypożyczony od jednej z chórzystek keyboard. I to wystarczyło, by już 11 listopada, w Święto Niepodległości, oprawić muzycznie liturgię Mszy św. i zaśpiewać krótki koncert pieśni patriotycznych w kościele św. Wawrzyńca, a 9 grudnia zająć II miejsce w Konkursie im. Jana Maklakiewicza w Żyrardowie.

A kto pozostaje spadkobiercą dokonań Chóru Nauczycielskiego?
D.C.: Kilka lat temu, a dokładnie w listopadzie 2012 r., uzgodniliśmy z obecnym Chórem Nauczycielskim „Vivace”, że zarówno my, jak i oni zaczynamy tworzyć nasze historie od 2000 r. Każdy z chórów ma prawo posługiwać się sformułowaniem, że „jego korzenie sięgają działającego w latach 1988-2000 Sochaczewskiego Chóru Nauczycielskiego”.

Wróćmy do jubileuszu. 15 lat istnienia stowarzyszenia to szmat czasu. Jak udało się Państwu utrzymać chór w takiej kondycji i w czterogłosowym składzie?
Cz. C.: W ludziach kochających muzykę, śpiewających, są ogromne pokłady dobrych uczuć i przekonanie, że to co robią jest prawdziwe. Tym uczuciom należy tylko dać ujście i zadbać o systematyczną pracę.

Dużo koncertujecie. W mieście i poza nim. Ile czasu trzeba poświęcić dziennie, tygodniowo czy miesięcznie, aby doczekać się takiej jakości?
Cz. C.: Wspólnie z zespołem ustaliliśmy, że powinniśmy się spotykać dwa razy w tygodniu. Każda próba trwa około trzech godzin. Dodatkowych ćwiczeń wymagają zaplanowane koncerty. Udział w chórze wymaga więc dużego zaangażowania ze strony jego członków i, co prawda przyjemnej, ale wielogodzinnej pracy. Mimo że wielu chórzystów pracuje zawodowo, ma dodatkowe obowiązki, staramy się nie odwoływać prób. To wyrabia w zespole sytematyczność i obowiązkowość.
D.C.: Inna sprawa, że dla nas te spotkania to wielka przyjemność, bo mamy poczucie prawdziwej wspólnoty. Chór ma swoje drugie życie. Towarzyszymy sobie w najważniejszych chwilach, i tych  radosnych, i tych smutnych. Obchodzimy imieniny wszystkich koleżanek i kolegów z zespołu, spotykamy się na „chóralnych” wigiliach, co roku wyjeżdżamy wspólnie na warsztaty muzyczne, a razem z nami członkowie rodzin, czasem osoby zaprzyjaźnione. Dzięki temu tworzymy zgrane grono lubiących się ludzi, dla których czas na próbach się nie dłuży, a występy są prawdziwą przyjemnością.

Jak można przeczytać w wydanej z okazji jubileuszu monografii chóru, macie na koncie ponad 350 koncertów. Czy jakoś zabiegacie o nie?
Cz.C.: Sami nie szukamy, ale też nie odmawiamy. Nasze koncerty wynikają głównie z zapotrzebowania środowiska. W Sochaczewie i okolicy tak wiele się dzieje, że nasz partiotyczno-religijny repertuar zawsze się przydaje.

A dodatkowo zapoczątkowaliście Wrześniowe Spotkania z Pieśnią Chóralną im. Bohaterów Walk nad Bzurą „Pamięć-Wdzięczność-Nadzieja”. Dzięki temu co roku gościmy w Sochaczewie chóry z innych miast.
D. C.:  Ten pomysł od 14 lat realizujemy wspólnie z MOK, który w tym roku zmienił nazwę na Sochaczewskie Centrum Kultury. Za sprawą tej imprezy rozwijamy kulturę muzyczną w mieście, konfrontujemy nasze umiejętności z innymi zespołami, oddając jednocześnie cześć tym wszystkim, którzy we wrześniu 1939 r. poświęcili życie dla naszej przyszłości.
Cz. C.: Nie do przecenienia jest tutaj pomoc i mecenat lokalnych samorządów oraz proboszcza parafii św. Wawrzyńca, ks. prałata Piotra Żądło, który towarzyszy naszym działaniom, umożliwia koncerty w świątyni i wspiera modlitwą. Niezmiernie ważne jest też wsparcie ze strony sponsorów.

Mieszkańcy Sochaczewa i czytelnicy „Ziemi Sochaczewskiej” już w 2007 roku docenili wasze dokonania, przyznając dyrygentowi i chórowi tytuł Sochaczewianina Roku.
Cz. C.: Bardzo cenimy sobie to wyróżnienie. Jednym z dowodów na to są koncerty dla naszej wiernej publiczności.

Wróćmy jeszcze do spraw chóru. Trzy lata temu Pan Czesław przekazał dyrygenturę swojej młodszej koleżance z chóru Ewie Szałapskiej. Z czego wynikała ta decyzja?
Cz. C.: Nie będę się tłumaczył wiekiem czy stanem zdrowia. Po prostu uznałem, że jest nam potrzebna zmiana pokoleniowa na tym stanowisku. Od kilku lat, przy różnych okazjach, swoich sił w dyrygenturze próbowało kilku naszych chórzystów, właśnie po to, żeby w razie potrzeby miał mnie kto zastąpić.

To odważna decyzja wskazująca na Pana wielką odpowiedzialność za zespół. Zważywszy na fakt, że niektórzy sprawiają wrażenie jakby byli przykuci do stanowiska. Ale dlaczego wybór padł na Ewę Szałapską?
Cz. C.: Bo to bardzo utalentowana osoba, która w dodatku cały czas się kształci muzycznie. Jest absolwentką PSM II stopnia w Sochaczewie. Ukończyła studia muzykologiczne na UKSW w Warszawie i  Instytut Szkolenia Organistów. Obecnie jest na drugim roku podyplomowych studiów chórmistrzostwa i emisji głosu w AM w Bydgoszczy. Mimo wielu zajęć jest bardzo oddana naszemu zespołowi i lubiana przez grupę, co też ma ogromne znaczenie.

Wasz niedzielny jubileusz pokazał, że  macie wielu sympatyków, jesteście doceniani na wielu szczeblach. I tych samorządowych, i kulturalnych. Owacje na stojąco, odznaczenie Zasłużony dla kultury polskiej dla Pana Czesława, podobnie jak Medal Pro Mazovia dla całego chóru, nie zdarzają się co dzień.
Cz. C.: Do tej pory jesteśmy pod wrażeniem tego wydarzenia. Uhonorowano nas rzeczywiście w sposób niezwykły. Osobiście najbardziej wzruszył mnie fragment z laudacji przed wręczeniem medalu, w którym mowa o pokorze wobec muzyki.
D.C.: Podziękowania za tę prawdziwą fetę należą się wielu osobom i instytucjom.

Podziękowania należą się przede wszystkim wam - chórowi i władzom Towarzystwa za to, że przez 15 lat niewzruszenie trwacie na muzycznym, religijnym i patriotycznym posterunku.
Cz. C.: Ale mimo wszystko chcemy bardzo podziękować władzom samorządowym, wszystkim ludziom dobrej woli, którzy przez te wszystkie lata wspierali naszą działalność i naszej wiernej publiczności. Dziękujemy koleżankom i kolegom z zespołu.
D. C.: A szerzej o chórze i każdym z jego członków piszemy w monografii wydanej z okazji jubileuszu. Dziękujemy Panu Piotrowi  Osieckiemu, burmistrzowi Sochaczewa, który wsparł finansowo tę publikację.

A ja dziękuję za rozmowę i w imieniu redakcji życzę kolejnych jubileuszy.

A A A
03.11.2015
godz.09:00
 

Zapisz się na newsletter

najnowsze zdjęcia
kontakt