przejdź do Sochaczew.pl
207449 odwiedzin
Prokuratura umarza śledztwo, prezes liczy ptaszki

Prokuratura Rejonowa w Sochaczewie umorzyła postępowanie w sprawie niedopełnienia obowiązków przez Zarząd Spółdzielni Mieszkaniowej Lokatorsko-Własnościowej. Przeprowadzone śledztwo nie wykazało znamion czynu zabronionego.  Tymczasem były prezes liczy drzewa i ptaki.

Przypomnijmy, że jesienią 2014 r. do Prokuratury Rejonowej w Sochaczewie wpłynęło zawiadomienie przewodniczącego Rady Nadzorczej SM L-W Stanisława Szulczyka i jego zastępcy Stanisława Czapigo dotyczące sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa wyrządzenia przez członków Zarządu Spółdzielni Mieszkaniowej Lokatorsko-Własnościowej w Sochaczewie znacznej szkody majątkowej poprzez niedopełnienie ciążących na nich obowiązków.  Sprawa dotyczyła robót budowlanych prowadzonych przez firmę Zakład Ogólnobudowlany Pogorzelscy w roku 2013 w różnych budynkach spółdzielczych.

Było śledztwo
Jak ustaliła prokuratura, w 2013 r. wykonawca zaczął mieć problemy finansowe, w związku z czym zwrócił się do spółdzielni z prośbą o podpisanie umowy cesji. Chodziło u umożliwienie firmie Pogorzelscy pobierania towaru od współpracującej z nią firmy 3 W Dystrybucja, od której od dawna kupowała towar i której z tego tytułu była dłużna około 110 000 złotych. Możliwość pobierania towaru miała zagwarantować kontynuowanie prac w budynkach spółdzielczych. 17 czerwca 2013 r. Zbigniew Starzyński i Stanisław Dziekoński podpisali umowę cesji należności. W umowie firma Pogorzelscy oświadczyła, iż w ramach zawartych umów i po zakończeniu robót, będzie jej przysługiwać należność od spółdzielni w wysokości 378.980 zł oraz że przenosi na firmę 3W Dystrybucja Budowlana SA należność od spółdzielni w kwocie 300.000 zł. W umowie wskazano faktury, za które wykonawca nie dokonał zapłaty.

Z kolei 4 listopada 2013 r., została zawarta ugoda pomiędzy 3 W Dystrybucja Budowlana a Spółdzielnią Mieszkaniową Lokatorsko Własnościową, z której wynikało, że spółdzielnia zapłaci spółce 3W Dystrybucja 55.000 zł  tytułem zobowiązań wynikających z cesji. Pozostała kwota, tj. 55.137  zł zostanie zapłacony przez spółdzielnię firmie Pogorzelscy, ale dopiero w miarę występowania należności. Taka konieczność jednak nie nastąpiła.

Z biegiem czasu problemy Zakładu Pogorzelscy stawały się coraz bardziej widoczne, prowadzone prace posuwały się bardzo powoli. Spółdzielnia wypłacała częściowo pieniądze licząc na kontynuację prac. W końcu zdecydowała się zrezygnować z usług tego wykonawcy i dokończenie prac zleciła ówczesnemu podwykonawcy – firmie Luxbud. 20 listopada 2013 r. pomiędzy Spółdzielnią Mieszkaniową Lokatorsko-Własnościową a Zakładem Ogólnobudowlanym Pogorzelscy zostało zawarte porozumienie rozwiązujące współpracę  i regulujące wynikające z tego kwestie. Należność za dokończenie prac otrzymała firma Luxbud.

Zarzuty ciężkie do obronienia
To właśnie te zdarzenia stały się powodem złożenia zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa. Zdaniem rady nadzorczej Zbigniew Starzyński i Stanisław Dziekoński przekroczyli swoje uprawnienia, gdyż w powyższych kwestiach podejmowali decyzje samodzielnie, bez udziału członka zarządu  Jerzego Michalaka. Ponadto nie podejmowali w tym zakresie uchwał, a zawierając wspomniane umowy narazili spółdzielnię na szkodę znacznej wartości.

Prokuratura ustaliła jednak, że dotychczas nie została wyrządzona żadna szkoda majątkowa, która miałaby spowodować straty dla spółdzielni. Zbadała także statut i regulamin spółdzielni. Z analizy dokumentów nie wynika, aby złamano zasadę kolegialności (podpisy składało przynajmniej dwóch członków zarządu). „Ciężki do obronienia pozostaje również  zarzut, że prezes i członek zarządu podejmowali decyzje w niewłaściwej formie i trybie (czyli nie podejmując uchwał – red.).  Zarząd był władny do podejmowania decyzji w sprawach finansowych, tak więc i z tego punktu widzenia nie może być mowy o przekroczeniu uprawnień” – czytamy w uzasadnieniu.

Na zakończenie prokurator Małgorzata Borek podkreśla, że wszelkie decyzje w obrocie gospodarczym obarczone są ryzykiem. Tak sytuacja gospodarcza na rynku,  jak i sytuacja finansowa podmiotów gospodarczych bywają zmienne i nie można być na sto procent pewnym pozytywnych efektów podjętych decyzji.

„W tym konkretnym wypadku zakład Pogorzelscy od lat wykonywał prace dla spółdzielni, więc był wiarygodnym partnerem. Dla zaistnienia przestępstwa określonego w art. 296§la kk (…) w zachowaniu osób obowiązanych do zajmowania się sprawami majątkowymi spółdzielni, musi wystąpić element nadużycia uprawnień lub niedopełnienia obowiązków, które to działania naraziłyby spółdzielnię na wyrządzenie znacznej szkody majątkowej, przy czym niebezpieczeństwo jej wyrządzenia musiałoby być bezpośrednie. W omawianej sytuacji nie zaistniały wymagane ustawą znamiona. (…) Reasumując, uznać należy brak znamion czynu zabronionego w zachowaniu Stanisława Dziekońskiego i Zbigniewa Starzyńskiego, co musiało skutkować umorzeniem postępowania na podstawie art. 17§1 pkt 2 kpk”. 

 Tyle prokuratorskie uzasadnienie umorzenia śledztwa, a co na to spółdzielnia?

Dla dobra spółdzielni
Prosiliśmy o komentarz do decyzji prokuratury, zapytaliśmy także, czy SML-W będzie się od niej odwoływać. Chcieliśmy również wiedzieć, jaki jest obecnie status zawodowy Stanisława Dziekońskiego w świetle ogłoszonego konkursu na prezesa oraz jakie obowiązki wykonuje po odwołaniu z funkcji?

W lakonicznym komunikacie przesłanym do redakcji Stanisław Szulczyk, przewodniczący Rady Nadzorczej SM L-W informuje, że w związku z toczącym się postępowaniem wyjaśniającym oraz  mając na względzie dobro i interes spółdzielni, nie udziela żadnych informacji do czasu zakończenia sprawy. Tymczasem w naszej gazecie można przeczytać ogłoszenie o odstąpieniu spółdzielni od postępowania konkursowego na stanowisko prezesa.

Z kolei Stanisław Dziekoński powiedział nam, że spodziewał się takiej decyzji prokuratury, bowiem wszystkie działania podejmował zgodnie z prawem. Pytany o to, czym się w tej chwili zajmuje, odpowiada, że „z okna liczy drzewa i ptaki”. – Jest mi wstyd wobec spółdzielców, że biorę pieniądze za nic, ale to nie była moja decyzja – dodaje. – Zlecono mi zadania, które leżą w gestii innych pracowników.

Stanisław Dziekoński, po odwołaniu z funkcji 9 września 2014 roku został przeniesiony do budynku „pod laskiem” na osiedlu Polna. Byłego prezesa nie można zwolnić ze spółdzielni, ponieważ jest w okresie chronionym przed odejściem na emeryturę. Zostało mu jeszcze  1,5 roku pracy. Przez ten czas będzie pobierał pensję prezesa, gdyż tej również nie można zmniejszyć.

 

Jolanta Śmielak-Sosnowska 

A A A
11.03.2015
godz.13:06
 

Zapisz się na newsletter

najnowsze zdjęcia
kontakt
imię i nazwisko
adres e-mail
wiadomość