przejdź do Sochaczew.pl
Sochaczew
239441 odwiedzin
Czy sztandary Orkana trafią w godne miejsce?

Po naszej publikacji „Gdzie się podziały sztandary Orkana” do redakcji wpłynęło pismo podpisane przez ponad 130 osób związanych z sochaczewskim sportem. Sygnatariusze zwracają się do Roberta Błaszczyka i Waldemara Brzywczego o zwrot sztandarów i pamiątek klubu, które znalazły się w posiadaniu obu panów wiosną 2010 roku.

Na pogrzebie Ryszarda Łakomskiego, legendarnego działacza Orkana Sochaczew, Honorowego Obywatela Miasta, stawiły się tłumy. W ostatniej drodze towarzyszyły mu sztandary wielu instytucji - zabrakło jednak tych najważniejszych - sztandarów sochaczewskiego Orkana. Środowisko sportowe odpowiedzialnością za tą sytuację obarcza panów Roberta Błaszczyka i Waldemara Brzywczego, ponieważ to oni są obecnie posiadaczami pamiątek po sochaczewskim klubie. Mimo próśb rodziny oraz przedstawicieli środowiska, nie zdecydowali się wypożyczyć sztandarów osobom, które uważają się za spadkobierców tradycji po MKS Orkan. Nie stworzyli także własnej delegacji, która mogłaby wziąć udział w kondukcie żałobnym.


Co na to Robert Błaszczyk?
Robert Błaszczyk, w rozmowie jaką przeprowadziliśmy, ubolewa, że ze względów zawodowych nie mógł zjawić się na pogrzebie Ryszarda Łakomskiego. Zapytany dlaczego w takim wypadku nie wypożyczył sztandarów, twierdzi, że wśród osób, które obecnie znajdują się w środowisku zbliżonym do sochaczewskiego rugby, nie widzi ludzi godnych dotykać tak znamienitej pamiątki po klubie.
- W związku z nieprzychylnymi dla mnie publikacjami, przygotowuję oświadczenie, które będę się starał zamieścić w lokalnej prasie - dodaje.


Jeśli chodzi o pismo wnoszące o zwrot pamiątek i sztandarów, Robert Błaszczyk wyraża wątpliwość co do autentyczności niektórych podpisów. Utrzymuje jednocześnie, że nie może być mowy o sytuacji, w której ktokolwiek staje się spadkobiercą tradycji MKS Orkan Sochaczew w momencie, kiedy MKS Orkan nadal jeszcze funkcjonuje, mimo że nie prowadzi działalności sportowej i znajduje się w fazie likwidacji. Klub zniknął już z Krajowego Rejestru Sądowego.


Co na to Waldemar Brzywczy?
Waldemar Brzywczy z kolei zadzwonił do naszego tygodnika. Domagał się zamieszczenia sprostowania i przeprosin. Po konsultacji z prawnikiem w przejrzysty i rzeczowy sposób wyjaśniliśmy panu Brzywczemu, dlaczego jego żądania są bezpodstawne. Waldemar Brzywczy domagał się zamieszczenia na pierwszej stronie m.in. następującej treści:
„Waldemar Brzywczy nie jest wiceprezesem klubu Orkan i nigdy nim nie był, a w jego magazynie znajdują się wszystkie dokumenty Klubu i puchary, które nie miały swojego miejsca po wypowiedzeniu lokalu przy Warszawskiej 80. Zostały tam złożone, ponieważ nikt się nimi nie interesował. Sztandary zostały złożone w domu Roberta Błaszczyka, było to jedyne miejsce, które zabezpieczało je przed zniszczeniem.
Brak spadkobierców tych trofeów, mających historię ponad 90-letnią powoduje, że po prawnym zamknięciu tego stowarzyszenia powinny one być przekazane do Muzeum Ziemi Sochaczewskiej, lecz ta kwestia zostanie dopracowana na spotkaniu likwidatora z Burmistrzem Miasta Panem Piotrem Osieckim.”


Sęk w tym, że do burmistrza Osieckiego żaden likwidator się nie zgłosił. Twierdzenie, że pamiątkom groziła dewastacja wydaje się przytoczone na wyrost. Przeczy temu choćby niesłabnące zainteresowanie ich zwrotem, jakie wykazują osoby związane z sochaczewskim sportem.


W piśmie, jakie wysłaliśmy do Waldemara Brzywczego znajdowało się też kilka pytań na temat sytuacji w klubie. Do chwili oddania gazety do druku nie wpłynęła żadna odpowiedź. Jeśli chodzi o „pomylenie” funkcji, jakie pełnili panowie Robert Błaszczyk i Waldemar Brzywczy w strukturach klubu, rzeczywiście okazuje się, że formy jakich użyliśmy w artykule są „potoczne”. W takich rangach zainteresowani funkcjonują w nomenklaturze naszych rozmówców. Może to wynikać z faktu, że Waldemar Brzywczy w końcowym okresie działalności sportowej klubu był jednym z głównych, faktycznie zarządzających MKS. Z kolei Robert Błaszczyk, poza stanowiskiem dyrektora, pełnił też funkcję pełnomocnika zarządu.


Obaj panowie mieli szansę zająć stanowisko jeszcze przed publikacją tekstu „Gdzie się podziały sztandary Orkana”. Nie skorzystali z tej możliwości.


I gdzie te pamiątki?
Po wydarzeniach z wiosny 2010 roku, kiedy to w klubie nastąpił rozłam, pamiątki po MKS Orkan (medale, puchary i sztandary) znalazły się w posiadaniu Roberta Błaszczyka i Waldemara Brzywczego. Jak twierdzą, zabezpieczyli je w przekonaniu, że nikt się nimi nie zainteresuje i ulegną dewastacji. Tymczasem osoby związane z sochaczewskim sportem niejednokrotnie już zwracały się o wydanie tych przedmiotów. W zeszłym tygodniu Robert Błaszczyk miał możliwość zapoznania się z pismem podpisanym przez ponad 130 osób, w którym zwróciły się one o pilne wydanie pamiątek, twierdząc, że są one własnością zawodników, zawodniczek i sztabu szkoleniowego dawnego Orkana.


- Żaden zawodnik, trener, działacz nie ma prawa domagać się ich zwrotu - mówi Błaszczyk. - Własnością zawodników są medale, które otrzymują przy większych osiągnieciach drużyny i tymi medalami mogą do woli rozporządzać - dodaje.


Podkreśla przy tym, że taka postawa wynika z jego ogromnego szacunku do przetrzymywanych przez niego przedmiotów.


- W chwili podjęcia decyzji przez odpowiednie organy zajmujące się zakończeniem działalności przez Miejski Klub Sportowy Orkan Sochaczew i powołania likwidatora, to likwidator zadecyduje o tym, gdzie i kiedy znajdą się pamiątki. Na pewno tym miejscem nie będzie moje mieszkanie, ani magazyn Waldemara Brzywczego - deklaruje.


Zapewne pojawią się w tym miejscu pytania, czy ta wielokrotnie wspominana likwidacja odbywa się zgodnie ze statutem stowarzyszenia. Kto decydował o jego likwidacji. Jak zwołano Walne Zebranie Członków, które jako jedyne miało prawo podjąć decyzję o likwidacji.


Mimo wszystko wygląda na to, że po licznych zawirowaniach, trwający od pięciu lat spór zbliża się do końca. Likwidacja Miejskiego Klubu Sportowego Orkan Sochaczew, jak twierdzi Robert Błaszczyk, ma nastąpić najpóźniej jesienią tego roku. Mamy nadzieję, że wtedy pamiątki znajdą się w miejscu, w którym cieszyć się nimi będą wszyscy mieszkańcy Sochaczewa.


Sprawa  zwrotu pamiątek dotarła do Urzędu Miejskiego. Obok zamieszczamy treść stanowiska, jakie przesłał do naszej redakcji burmistrz Piotr Osiecki.

 

ZDANIEM BURMISTRZA

Ubolewam nad tym, co dzieje się zarówno ze sztandarami, jak i pamiątkami klubowymi. To przecież także moje sztandary i pamiątki - jako byłego zawodnika, a potem dyrektora MKS Orkan. Liczę na to, że osoby, które obecnie są w ich posiadaniu wezmą pod uwagę ich wartość dla całej społeczności Sochaczewa. Historyczną i sentymentalną. Deklaruję, że jeśli tylko pojawi się taka wola, samorząd zapewni godne miejsce nie tylko ich przechowywania, ale prezentacji. Sądzę, że idealnym miejscem byłby basen Orka. Zapewniam, że znajdziemy eksponowane, godne miejsce.


Wszystkie pamiątki i sztandary znajdą się w eleganckich gablotach, zapewnimy ich opis - dzięki temu z miejsca staną się atrakcją, którą będzie można podziwiać. Zachęcam wszystkich do odrzucenia uprzedzeń. Nawet jeśli w przeszłości były jakieś spory i nieporozumienia, dziś trzeba je odłożyć na bok. Zasługują na to wszyscy sportowcy i kibice Orkana, którzy przez lata dokładali swoje cegiełki i budowali historię tego klubu. Te pamiątki i sztandary są dziś wielkim skarbem.

A A A
05.03.2015
godz.08:53
 

Zapisz się na newsletter

najnowsze zdjęcia
kontakt