przejdź do Sochaczew.pl
Sochaczew
240445 odwiedzin
Gram tu u siebie

 

Natalia Partyka, zawodniczka Sochaczewskiego Klubu Tenisa Stołowego, wywalczyła w chorwackim Splicie złoty medal na Mistrzostwach Europy Niepełnosprawnych. To kolejny, ale zapewne nie ostatni medal gwiazdy polskiego ping-ponga.

Gdy miała 7 lat, starsza od niej o cztery lata siostra przyprowadziła ją na trening do swojego klubu. I już tak zostało. Prędko polubiła tę dyscyplinę, a z czasem okazało się, że z wzajemnością. Było to w Gdańsku, gdzie po kilku latach  pojawiły się pierwsze sukcesy i skąd trafiła najpierw do reprezentacji kraju niepełnosprawnych, a później do kadry narodowej.

Pierwszy olimpijski „medal”

Wraz z sukcesami zaczęły się podróże i to nie tylko po Polsce, ale po całym świecie.

– Pierwszym moim sportowym wyjazdem, który dobrze zapamiętałam, była daleka podróż na Igrzyska Olimpijskie Niepełnosprawnych do Sydney w Australii. Dla mnie, wówczas 11-latki było to ogromne przeżycie i duży stres. Do rozstań ze mną musieli przywyknąć rodzice. Pierwszy raz jechałam na tak długo i tak daleko od domu. Ponieważ jednak byłam najmłodszą uczestniczką tamtych igrzysk, stałam się jakby maskotką całej naszej reprezentacji, więc wszyscy się mną zajmowali. Nawet nie pamiętam, czy wygrałam tam jakikolwiek mecz. Pamiętam natomiast, że dostałam maskotkę olimpijską dla najmłodszej zawodniczki. Wielką pluszową jaszczurkę. Taki był mój pierwszy olimpijski medal. Wtedy jeszcze byłam dzieckiem i inaczej na wiele rzeczy patrzyłam. Dlatego chciałabym pojechać kiedyś ponownie do Australii, bo to naprawdę piękny kraj – mówi Natalia.

U Chińczyków gra mi się najlepiej

Z czasem było tych wyjazdów coraz więcej, w różne rejony świata. Jak twierdzi Natalia, powoli się z tym oswoiła. Na początku jest nowość i niepewność. Później to normalne, gdy trzeba spakować torbę, wyjść z domu i jechać lub lecieć gdzieś na koniec świata. Już nie robi to wrażenia. Wrażenie natomiast wywołują zwiedzane przy okazji atrakcje. Jak choćby chiński Wielki Mur, po którym spacerowała przy okazji Igrzysk Olimpijskich i Paraolimpijskich w Chinach.

– W ogóle Chiny są takim miejscem, które ostatnio odwiedzam najczęściej. Jeździmy tam na turnieje i na obozy. W Chinach ludzie żyją tenisem stołowym. Kochają tę dyscyplinę. Zaś gwiazdy ping-ponga są bardzo popularne. To jest raj dla tenisistów. Tam zawsze są pełne trybuny i żywiołowy doping. Czegoś takiego nie ma w Europie – zapewnia Natalia. – Czy mnie poznają? Owszem, zdarzało się, zwłaszcza podczas chińskiej olimpiady. Często nie mogłam spokojnie spacerować, bo Chińczycy podchodzili chcąc się ze mną fotografować albo po autograf. Ale i teraz niedawno, gdy wracając z międzynarodowego meczu siedzieliśmy w kawiarni na lotnisku w Moskwie, weszła grupa Chińczyków. Jeden z nich podszedł do mnie i pokazując moje zdjęcie zapytał, czy to ja. Gdy potwierdziłam, przybiegło ich ze trzydziestu i wszyscy chcieli mieć ze mną pamiątkową fotkę. To bardzo miłe i sprawia, że za każdym razem, gdy  występuję w Chinach, gram naprawdę na wysokim poziomie. Tak mnie to wszystko mobilizuje – dodaje.

Natalia kontra Chiny

Najnowszy swój złoty medal Natalia zdobyła zaledwie kilkanaście dni temu w chorwackim Splicie na Mistrzostwach Europy Niepełnosprawnych. Jak powiada Bronisław Gawrylczyk, SKTS miał mecz ligowy, więc Natalia musiała wrócić z mistrzostw wcześniej. Zrezygnowała z tego powodu z drugiego złotego medalu w drużynie. Bez niej koleżanki zdobyły jedynie srebro. Z nią byłoby na pewno złoto. Można nawet powiedzieć, że w tej kategorii toczy się ciągły mecz Natalia kontra Chiny. Bo tylko tamtejsze zawodniczki mogą jej dorównać.

- Zrobiłam swoje. Jechałam tam po złoto i wygrałam. Jest to ważne, bo jako mistrz kontynentu mam już zapewnioną przepustkę na przyszłoroczną paraolimpiadę w Londynie. O igrzyska olimpijskie muszę jeszcze powalczyć. Będzie to moja czwarta paraolimpiada i, mam nadzieję, drugie igrzyska olimpijskie. W kwietniu czeka mnie turniej eliminacyjny w Luxemburgu. Będzie tam 11 miejsc dla Europy, więc trzeba pojechać i grać.

Celuloidowe godziny

Wbrew pozorom takie międzynarodowe eskapady nie wiążą się najczęściej ze spijaniem towarzyskiej śmietanki. Jak twierdzi Natalia, jedzie się po to, żeby odbijać piłeczkę, a więc wszystko toczy się wokół pingpongowego stołu. Całe dnie spędza się na hali i niewiele jest czasu na zwiedzanie, zakupy czy inne przyjemności. Potem są mecze i pociąg lub samolot do domu. Następnie znów przez tydzień dwa treningi dziennie, czyli 6-7 godzin na dobę, a w sobotę wyjazd na ligowy mecz. I tak w kółko.

– W całym roku mam tylko 3 tygodnie wolnego, a najwięcej czasu przez ostatnie 15 lat, od kiedy trenuję, poświęciłam na odbijanie piłeczki. Jednak moje częste i na ogół dalekie wyjazdy mają pewną dobrą stronę. Dzięki nim bardzo dużo czytam. Kiedyś było z tym znacznie gorzej. Dziś w podróż zabieram zawsze dwie, trzy książki. To na pewno rozwija i wzbogaca – dodaje Natalia.

Bo dobrze mu z oczu patrzyło

Do Sochaczewa trafiła pięć lat temu już jako znana sportowa gwiazda. Jak wspomina, po jakimś międzynarodowym meczu podszedł do niej facet, przedstawił się i powiedział, że chciałby, aby grała w jego klubie w Sochaczewie. – Mimo że miałam inne oferty, od początku czułam, że ten klub to będzie dobry wybór – mówi Natalia Partyka. – Dlaczego? Utwierdziły mnie szczere rozmowy z panem Bronkiem, a zwłaszcza to, że dobrze mu z oczu patrzyło. Okazało się, iż miałam rację. To fajny klub, świetna atmosfera, dobre warunki do gry...  czego więcej potrzeba? Dlatego jestem tu już pięć lat i mam nadzieję zostać dłużej.

Jest to uczucie z wzajemnością, bo przecież niemal co roku zawodniczki SKTS  zmieniają się, a Natalia trwa i ciągle jest pierwszą rakietą drużyny.

 – Istotnie, skład się zmienia, bo szukamy optymalnego, aby można było realizować nasze i kibiców aspiracje. Zwłaszcza, że są one coraz wyższe – dodaje Natalia. – Jest mi tu naprawdę dobrze. Zadomowiłam się. Więc choć były propozycje z innych klubów, również z zagranicy , wszystkie odrzuciłam. Uważam, że na meczach mamy najlepszą atmosferę w kraju. Gdzie indziej jest czasami garstka osób, a u nas przychodzi kilkadziesiąt. Na przykład w takim wielkim Wrocławiu było zaledwie kilkunastu kibiców, z czego połowa to rodziny zawodniczek. W Lidzbarku było pięciu. A ja, dzięki sochaczewskiej widowni czuję, że gram tu u siebie.

Małgorzata Pałuba

Ps. Sochaczewski Klub Tenisa Stołowego wygrał w tym sezonie już sześć meczów i jest nadal bez porażki, do czego walnie przyczyniła się Natalia Partyka.

A A A
15.11.2011
godz.13:02

Zapisz się na newsletter

najnowsze zdjęcia
kontakt