przejdź do Sochaczew.pl
141127 odwiedzin
Winda to szansa na lepsze życie

Od 30 lat choruje na stwardnienie rozsiane, od 10 porusza się na wózku inwalidzkim. Jej jedynym oknem na świat jest balkon, a chciałaby jak najdłużej być samowystarczalna. Taką szansą byłaby winda lub podjazd przytwierdzony do balkonu.

Pani Jola zachorowała na SM po porodzie. Zaczęło się od niesprawnej nogi, która sprawiała coraz większe problemy. Były zastrzyki, tabletki, rehabilitacja, ale choroba i tak się pogłębia. 10 lat temu już nie była w stanie chodzić. Musiała się przesiąść na wózek. Jej marzeniem jest, aby móc samodzielnie wydostać się przed blok.

Schody nie do pokonania

Sytuacja pani Joli jest trudna. Ona jest na rencie. Mąż całe dnie pracuje, żeby zarobić na ich utrzymanie. Córka ma swoją rodzinę i także pracuje. Odwiedza ją codziennie, ale nie może sobie pozwolić na spędzanie całego dnia z chorą mamą. Pani Jola zresztą tego nie wymaga. Wiele rzeczy potrafi zrobić sama. Ostatnio z odpisów na 1% zamówiła wyposażenie do kuchni, które pomaga jej w codziennych pracach. PCPR sfinansował kabinę prysznicową, w łazience są poręcze. Pomagają życzliwi sąsiedzi, ale pani Jola nie chciałaby nadmiernie obciążać innych.

- Teraz każde wyjście z domu jest problemem. Co prawda mieszkam na wysokim parterze, ale samodzielne pokonanie nawet kilku stopni nie wchodzi w grę. Często wygląda to tak, że jestem znoszona po schodach razem z wózkiem, ale do tego potrzeba silnego mężczyzny – opowiada nasza rozmówczyni. – Kiedyś próbowała mi pomóc sąsiadka, ale skończyło się to tym, że wypadłam z wózka na schody.

Pani Joli ciężko opowiadać o swojej chorobie, bo nie lubi się skarżyć. Przyznaje jednak, że podjazd, albo dźwig zamontowany do balkonu, bardzo ułatwiłby jej życie.
- Mogłabym sama pojechać do lekarza, po drobne zakupy, czy po prostu na spacer. W tej chwili o wszystko muszę prosić. Wiem, że mam wielu przychylnych znajomych i rodzinę, ale to takie ważne, aby jak najdłużej być samodzielną. Nie wzywać kogoś przy byle potrzebie – dodaje.

Ciągnie ją do ludzi

Nasza rozmówczyni przez 11 lat uczestniczyła w zajęciach Warsztatu Terapii Zajęciowej. Znana jest z szydełkowania. Robiła piękne serwety, obrusy, firanki. Jej prace były pokazywane i sprzedawane w Sejmie, w Senacie, na różnych wystawach i kiermaszach. Teraz z robótkami jest coraz gorzej, bo ręce odmawiają już posłuszeństwa, ale czasami nadal coś robi. Twierdzi, że to ją uspokaja.

Lata spędzone w WTZ nadal dla pani Joli są miłym wspomnieniem. Tam spotykała ludzi z podobnymi problemami. Mogła z nimi porozmawiać, czasami pożartować. Dzień był wypełniony pracą, ale i towarzystwem innych. Dlatego tak bardzo chciałaby wydostać się z domu, móc porozmawiać z sąsiadami, posiedzieć na podwórku przed blokiem. Nasza rozmówczyni wie, że to swego rodzaju antidotum na jej chorobę. Jeśli jeszcze kilka lat będzie zamknięta w domu, choroba całkiem ją zniszczy.

W maju ubiegłego roku pani Jola napisała prośbę do spółdzielni mieszkaniowej o zamontowanie dźwigu lub podjazdu.

- Od tamtego czasu dwu- lub trzykrotnie był ktoś ze spółdzielni. Pracownicy SM oglądali, mierzyli i zapewniali, że będą coś robić, ale od  listopada, kiedy dzwoniłam tam ostatni raz, nikt się ze mną nie kontaktował. Powiedziano mi tylko, że powinnam się udać do PCPR w sprawie dofinansowania.

Spółdzielnia rozumie

Nieco inaczej przedstawia sprawę prezes SM L-W Stanisław Dziekoński. Jak twierdzi, z jego inicjatywy, na ostatnim walnym zebraniu zatwierdzono w spółdzielni tzw. fundusz inwalidzki w wys. 40 tys. zł. Dzięki tym pieniądzom można pomagać takim osobom jak pani Jola.

Jolanta Sosnowska

Więcej czytaj w Tygodniku „Ziemia Sochaczewska”(18.03.2014)

A A A
21.03.2014
godz.08:21
 

Zapisz się na newsletter

najnowsze zdjęcia
kontakt
imię i nazwisko
adres e-mail
wiadomość