przejdź do Sochaczew.pl
165840 odwiedzin
Miasto zrobiło wszytko w sprawie ekshumacji
     
Wiceburmistrz Stanisław Wachowski wyjaśnia, jak naprawdę było z kosztami ekshumacji i przenosin grobów na cmentarzu parafialnym przy ul. Traugutta. Przekonuje, że miasto nie zostawiło ludzi w potrzebie.

Jeden z lokalnych tygodników opublikował ostatnio alarmujący tekst o ekshumacjach przeprowadzonych po czerwcowych ulewach na cmentarzu parafialnym, których skutkiem było osuniecie się fragmentu skarpy przy ul. Traugutta. Czytelnicy dowiedzieli się, że rzekomo wbrew wcześniejszym obietnicom władze miasta zażądały od poszkodowanych rodzin pokrycia kosztów ekshumacji, ratusz wycofał się z wcześniejszych deklaracji, w zasadzie zostawił rodziny same sobie, a Zakład Usług Pogrzebowych prowadzi „dziwną księgowość”. Ile prawdy zawiera ten materiał? Zdaniem zastępcy burmistrza Stanisława Wachowskiego nawet grama.

- Nikogo nie zostawiliśmy z problemem, zrobiliśmy wszystko co możliwe, by pomóc rodzinom wyjść z trudnej sytuacji. Parafia zapłaciła za ekshumacje, miasto zaproponowało miejsca na cmentarzu komunalnym i umorzyło wszystkie koszty, które leżały w gestii samorządu. Jesteśmy w stałym kontakcie z naczelnikiem Urzędu Skarbowego, by i tam poszkodowane rodziny potraktowano w szczególny sposób. Pół miliona złotych pozyskaliśmy na badania skarpy i dokumentację przyszłych zabezpieczeń  – wylicza wiceburmistrz.

Przypomnijmy, że po czerwcowych ulewach, w wyniku których osunęła się część skarpy rzeki Bzury w rejonie cmentarza parafialnego przy ul. Traugutta, Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego wydał nakaz przeniesienia w bezpieczne miejsce kilku wskazanych grobów. Uznał, że stojące na skraju osuwiska pomniki nadmiernie obciążają skarpę. Podczas spotkania reprezentantów ratusza, proboszcza parafii św. Wawrzyńca i rodzin ustalono, że koszty ekshumacji poniesie proboszcz, a jeśli rodzina nie wskaże na cmentarzu parafialnym innego miejsca, wtedy prochy przeniesione zostaną na cmentarz komunalny przy ul. Trojanowskiej. Rodziny miały otrzymać takie kwatery, jakie musiały opuścić, tzn. gdy posiadały grób ziemny – przy Trojanowskiej otrzymywały ziemny, jeśli to była pieczara, to na cmentarzu komunalnym także proponowano identyczną pieczarę.

- Uzgodniliśmy również, i nikt nie zgłaszał uwag do tej propozycji, że za rozbiórkę pomnika i jego złożenie w nowym miejscu zapłaci rodzina. Miasto za darmo dawało kwaterę na cmentarzu komunalnym i zadeklarowało, że Zakład Usług Pogrzebowych umorzy pokładne, czyli opłatę za wieloletnie użyczenie miejsca na cmentarzu. Co więcej, jeśli na cmentarzu parafialnym ktoś 5 lat temu opłacił pokładne na 20 lat, nasz cmentarz umarzał opłatę za niewykorzystane 15 lat. Wszyscy zgodnie uznali, że nie można dwa razy płacić za to samo – dodaje Wachowski.

Zgodnie z obowiązującymi przepisami osiem rodzin otrzymało faktury za wszystkie czynności wykonane przez miasto i podległy mu Zakład Usług Pogrzebowych na łączną kwotę 33,6 tys. zł.

 - Rodziny o tym wiedziały i uzyskały dokładną informację, co zrobić, by te należności anulować. Wyjaśnialiśmy, że nie można tak dużej kwoty pozostawić w próżni, gdyż każdy wydatek miasta czy naszej jednostki musi zostać udokumentowany. Za wykonanie grobów Zakład Usług Pogrzebowych zapłacił, poniósł określone koszty, dlatego każdej z rodzin musiał przypisać odpowiednią kwotę. Wystawiono faktury, ale robiono to z pełną świadomością, że te należności zostaną umorzone, gdy tylko rodziny złożą stosowne wnioski. Innej drogi po prostu być nie mogło. Kto dziś twierdzi, że zaskoczyła go faktura, po prostu nie pamięta ustaleń. Po otrzymaniu faktur, wszyscy poszkodowani mogli liczyć na ich umorzenie. I tak się stało – przypomina wiceburmistrz.

Zaznacza jednocześnie, że ratusz musiał czekać na wnioski rodzin o umorzenie zobowiązań, gdyż sam automatycznie nie mógł tego zrobić. I o tym też rodziny zostały szczegółowo poinformowane.
- Co więcej, burmistrz nie tylko umorzył  należności, ale też wziął na barki miasta należny podatek VAT. Dalej z pomocą nie dało się już wyjść. Rodziny wiedziały, że są opłaty, na które ani burmistrz, ani dyrektor Zakładu Usług Pogrzebowych nie mają żadnego wpływu. To podatek  naliczany przez państwo od kwoty, którą umorzyliśmy poszkodowanym rodzinom. Należy podkreślić, że to obowiązek wynikający z ustawy – informuje Stanisław Wachowski.

Jeśli miasto pokryło za rodzinę koszty budowy pieczary w wysokości 4 tys. zł, a zainteresowany nie zapłacił nawet złotówki, to niestety, ale budżet państwa upomina się w takim przypadku o podatek. Ale to jest obowiązek ustawowy, na który ani burmistrz, ani nikt inny w mieście wpływu nie ma. Tymczasem gazeta stwierdza nawet, że to urzędnicy miejscy nakazują rodzinom zmarłych zapłacić podatek, tak jakby samorząd miał jakikolwiek wpływ na politykę fiskalną rządu. ZUP musiał wystawić rodzinom PIT, wskazując kwotę umorzeń. Teraz poszkodowane rodziny mogą wystąpić do Urzędu Skarbowego o jego umorzenie.

- Na tym etapie również wspieramy rodziny w kontaktach ze służbami skarbowymi, które już wykazały się wielkim zrozumieniem. Na spotkaniu z rodzinami wyjaśniałem co teraz powinny zrobić. W świetle obowiązujących przepisów więcej nie jesteśmy już w stanie zrobić – dodaje Stanisław Wachowski.

- W tak trudnej sytuacji dla parafii i mieszkańców zachowanie władz miasta oceniam bardzo dobrze. Naprawdę czuliśmy wsparcie, zarówno ja jako proboszcz i zarządca cmentarza, jak i poszkodowane przez naturę rodziny – mówi proboszcz parafii św. Wawrzyńca, ksiądz Piotr Żądło.

Warto przypomnieć, że koszty ekshumacji, które pokrywała parafia, wyniosły ponad 11 tysięcy złotych. Proboszcz wspierał też rodziny w najtrudniejszej sytuacji materialnej przy przenoszeniu nagrobków.

Należy zaznaczyć, że z ośmiu rodzin zmuszonych przez naturę do przeniesienia grobów bliskich problem zapłacenia podatku dotyczy w zasadzie dwóch. Podatek powinny zapłacić tylko osoby, które mają odliczenia, korzystają np. z ulgi na dzieci, ale i tę kwotę wzięła na siebie parafia.

- Dla wszystkich to był bardzo trudny okres, wszyscy uczyliśmy się co i jak należy robić. Nigdy w historii ani władze miasta, ani proboszcz, ani też rodziny nie były w takiej sytuacji. Dlatego nie dziwią mnie emocje. Od początku staliśmy jednak na stanowisku, że jesteśmy jedną społecznością i gdy komuś dzieje się krzywda, należy wyciągnąć rękę. W sumie miasto i parafia poniosły koszty w kwocie ponad 50 tysięcy złotych. Pomogliśmy na każdym etapie i nadal będziemy wspierać te osiem rodzin. Przykro mi tylko, że nie pierwszy już raz sprawa, w której władze miasta naprawdę zrobiły wiele, by pomóc mieszkańcom, jest przedstawiana w fałszywym świetle – kończy Stanisław Wachowski.

Rzecznik UM
Robert Małolepszy

 
A A A
11.03.2014
godz.13:54
 

Zapisz się na newsletter

najnowsze zdjęcia
kontakt
imię i nazwisko
adres e-mail
wiadomość