przejdź do Sochaczew.pl
166346 odwiedzin
Co się dzieje w „Azorku”

Jak pamiętamy, na przełomie czerwca i lipca schronisko dla bezdomnych zwierząt w Kożuszkach Parceli, prowadzone dotąd przez miasto, przeszło w ręce Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. Minęło kilka miesięcy, warto więc sprawdzić, jak sobie nowi opiekunowie radzą, zwłaszcza że opinie mieszkańców bywają bardzo różne.

Władze miasta musiały przekazać schronisko w inne ręce, gdy okazało się, że nie może ono być prowadzone przez samorząd. W przetargu, za najniższą cenę zaoferował prowadzić je sochaczewski oddział Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. Jego prezes Aldona Kmiecińska zapewnia, że Towarzystwo jest największą tego typu organizacją w Europie, zaś w kraju posiada ponad 140 oddziałów, dlatego ma duże doświadczenie w prowadzeniu takich instytucji. A zwłaszcza w zdobywaniu różnej, także finansowej, pomocy od sponsorów i darczyńców. Tak więc i tu, jak twierdzi pani prezes, udało się. Wiele rzeczy trzeba wyprosić i namówić firmy do współpracy. Szczególnie zaangażował się Mars Polska, który pomaga najwięcej, ale można także liczyć na wolontariuszy i młodzież szkolną.

Czy psy są głodne

Aldona Kmiecińska nie kryje, że właśnie umiejętności pozyskiwania środków pozwoliły im wygrać przetarg bardzo niską ceną. Stąd też, o czym wie, pojawiły się pogłoski, że w schronisku dzieje się źle. - Bo jak można wykarmić psa za złotówkę z dotacji przyznawanych w wyniku przetargu przez miasto? To przez naszych oponentów było bardzo nagłaśniane. Że psy będą głodzone, że w schronisku będą działy się dantejskie sceny – mówi.

Tymczasem, jak twierdzi pani prezes, psy żyją w bardzo dobrych warunkach. Dzięki wszechstronnej pomocy zwierzęta są zawsze nakarmione, odrobaczone, odpchlone, wysterylizowane, a nawet mają obcinane pazury. Mało tego, jak usłyszeliśmy, są też wyprowadzane na spacery poza teren schroniska.

- Tym bardziej nam przykro, gdy słyszymy rozsiewane plotki, że psy są u nas masowo usypiane - mówi Aldona Kmiecińska. - Nie ma nawet takiej możliwości, bo właścicielem schroniska jest miasto, które często nas wnikliwie kontroluje. Jesteśmy skrupulatnie rozliczani z ilości psów. Każdy ma swój numerek i kartotekę. Sporo idzie do adopcji, a przez te kilka miesięcy nie było ani jednej eutanazji. Z każdego psa musimy się rozliczyć. Obecnie jest ich 150 a także 30 - 40 kotów i wszystkie są w dobrej kondycji, więc niedowiarków zapraszamy do odwiedzin.

Małgorzata Pałuba

Pełen tekst w najnowszym wydaniu.

A A A
24.02.2014
godz.09:55
 

Zapisz się na newsletter

najnowsze zdjęcia
kontakt
imię i nazwisko
adres e-mail
wiadomość