przejdź do Sochaczew.pl
140510 odwiedzin
Miejskie bunkry mogą się stać kolejną atrakcją Sochaczewa

W poniedziałek 2 grudnia w Galerii MOST, działającej na parterze ratusza, miało miejsce otwarcie wystawy fotografii sochaczewskich bunkrów. Ich autorem jest pasjonat tej tematyki Jan Wasilewski.

 

Niewielu mieszkańców zdaje sobie sprawę, że Sochaczew podczas drugiej wojny światowej leżał na części pasa umocnień, ciągnących się od Częstochowy do Płońska i był w związku z tym jednym z najbardziej ufortyfikowanych miast na Mazowszu.

Historią sochaczewskich bunkrów od wielu lat interesuję się współpracownik naszej redakcji Jan Wasilewski. To właśnie zdjęcia jego autorstwa kurator Galerii MOST Marcin Hugo-Bader postanowił zaprezentować w formie wystawy.

Na otwarcie wernisażu przybył burmistrz Piotr Osiecki. – Sochaczewskie bunkry z okresu drugiej wojny światowej to historia trudna, ale jednocześnie namacalna. Sam ze swojej młodości pamiętam kilka z nich – mówił burmistrz.

Młodzi mieszkańcy miasta, często nieświadomi, przechodzą obok miejsc, gdzie jeszcze kilka lat temu znajdowały się wojenne fortyfikacje. Przykładowo, tam gdzie obecnie postawiono hale magazynowe na polach czerwonkowskich były wcześniej zlokalizowane trzy bunkry. Podobnie przy ul. Żwirki i Wigury jeszcze nie tak dawno znajdowały się umocnienia obronne, po których dzisiaj nie zostało ani śladu.

Autor fotografii doliczył się kilkunastu zachowanych do dzisiaj bunkrów na terenie miasta, ale nie wykluczone, że jest ich znacznie więcej. - Niektóre z nich są ogromnych rozmiarów. Bez przeszkód można do nich wjechać dużym samochodem dostawczym – mówił Jan Wasilewski na otwarciu wystawy.  

Największe skupisko, a konkretnie pięć z nich, znajduje się w Rozlazłowie, przy ulicach Planowej, Kątowej, Łowickiej i Gawłowskiej. Były one wykonywane ręcznie z setek ton stali. Budowali je zmuszani do pracy mieszkańcy Sochaczewa, brani przez Niemców „z łapanki”. Wykorzystywane do tego były nawet kilkunastoletnie dzieci.

- Tworzenie bunkrów rozpoczęło się w drugiej połowie 1944 roku i trwało w sumie dwa miesiące – opowiadał Jan Wasilewski. - Fortyfikacje i ogromny rów przeciwczołgowy miały za zadanie powstrzymać ofensywę Armii Czerwonej, zbliżającej się od strony Płocka i Kozłowa Biskupiego. Tylko częściowo spełniły swoje zadania. Dzięki nim Niemcom udało się zniszczyć kilkanaście radzieckich czołgów. Później, gdy poznano położenie bunkrów, w większości zostały zbombardowane przez lotnictwo.

Budową umocnień, ze zrozumiałych względów, interesował się również wywiad Armii Krajowej. Ponieważ AK nie miała dostępu do planów fortyfikacji, potrzebne informacje próbowała uzyskać od osób pracujących przy budowie bunkrów. Odbywało się to oczywiście w głębokiej konspiracji. Jan Wasilewski ujawnia nam osobisty, sensacyjny wątek tej sprawy.

- Mój dziadek był cieślą i Niemcy pod przymusem wykorzystywali go do wykonywania szalunków pod umocnienia – wspomina autor wystawy. - Ponieważ pracował pod ścisłym nadzorem, nie mógł wykonać żadnego szkicu. Wymiary bunkrów mierzył krokami i zapamiętywał. 

Więcej w najnowszym 49 numerze "Ziemi".

Maciej Frankowski 

A A A
06.12.2013
godz.15:09
 

Zapisz się na newsletter

najnowsze zdjęcia
kontakt
imię i nazwisko
adres e-mail
wiadomość