przejdź do Sochaczew.pl
129838 odwiedzin
Osiedla toną w bazgrołach

Prymitywne bazgroły nie mające nic wspólnego ze sztuką uliczną z prawdziwego zdarzenia zdominowały nasze miasto. Towarzyszą im niewybredne hasła i niecenzuralne słowa. Czas wypowiedzieć wojnę pseudograficiarzom.

 

Od pewnego czasu Sochaczew boryka się z plagą pseudografficiarzy. Najgorzej sprawa wygląda na osiedlu przy ul. Senatorskiej oraz Żeromskiego, gdzie elewacje ścian zdobią wulgarne sprayowe bazgroły. Malunki pokrywają przeważnie fronty nowo ocieplonych bloków i pobliskie garaże.

– Jest to ogromny problem. Jednak myślę, że w dużej mierze dzieje się tak za przyzwoleniem mieszkańców, którzy nie reagują na to rozprzestrzeniające się zjawisko – mówi jeden z mieszkańców ul. Senatorskiej. - Zresztą my, jako społeczeństwo, mamy to do siebie, żeby się nie wtrącać, nie zgłaszać nigdzie problemu. Widziałem, wiem, ale nie powiem, bo boję się, że poniosę za to jakąś odpowiedzialność.

Fakt ten potwierdza Agnieszka Skórzyńska, oficer prasowy KPP w Sochaczewie.

 – Mamy niewiele zgłoszeń od mieszkańców dotyczących tego typu spraw. Czasami policjantom podczas patroli udaje się udaremnić niszczenie budynków. Przykładem może być niedawna sytuacja z Teresina, gdzie na gorącym uczynku udało się złapać policjantom pseudokibica, który postanowił dać upust swoim emocjom i w niedozwolonych miejscach malował graffiti. Malunki widniały m.in. na ścianach sklepowych oraz gminnej tablicy informacyjnej. Nietrzeźwy 21-letni „artysta”, mieszkaniec Kampinosu,  za swój czyn odpowie przed sądem.

Za państwa pośrednictwem  zwracam się do mieszkańców, by nie bali się zareagować i dzwonili na policję – zachęca Agnieszka Skórzyńska.

– Całkiem niedawno widziałam jak grupka wyrostków malowała wulgaryzmy na jednym z domów przy ul. Poprzecznej. Był środek dnia. Szybko ich jednak spłoszyli przechodnie – dodaje inna mieszkanka ul. Senatorskiej. - Potem byłam świadkiem, jak mieszkaniec jednego z bloków przy tej samej ulicy próbował kupioną za własne pieniądze farbą zamalować frontową ścianę bloku. Co z tego, skoro za kilka dni było to samo.

Pracownik działu technicznego sochaczewskiej Spółdzielni Mieszkaniowej L-W informuje nas, iż w ubiegłym roku, aby zamalować bazgroły znajdujące się na zewnętrznych ścianach budynków, spółdzielnia wydała 15,5 tys. złotych. Łącznie zostało zamalowanych 95 mkw. na trzydziestu pięciu budynkach.

Agnieszka Skórzyńska wyjaśnia, że bezkarne mazanie budynków „słono” kosztuje, dlatego grafficiarze często działają po zmroku, gdy mają pewność, że nikt ich nie widzi.

Za umieszczenie napisu, czy rysunku w miejscu publicznym nieprzystosowanym do tego, grozi kara ograniczenia wolności, grzywny do 1500 złotych, lub obowiązek przywrócenia stanu poprzedniego.

Może choć trochę sytuacja by się poprawiła, gdyby w mieście istniało miejsce do swobodnego uprawiania graffiti. Jednak jak przyznaje Tadeusz Krysiak, naczelnik Wydziału Gospodarki Przestrzennej i Architektury sochaczewskiego ratusza na chwilę obecną miasto nie posiada takiego obiektu, czy też ściany na której grafficiarze mogliby się wyszaleć.

Doskonałym przykładem prawdziwej sztuki ulicznej może być mural na ścianie dawnego młyna przy ul. 1 Maja naprzeciwko Urzędu Miasta. Wykonało go dwóch młodych artystów, jednak była to jednorazowa akcja prowadzona w ubiegłe wakacje.

Zwykłym „sprayowcom” daleko do takich umiejętności. Oni wolą ordynarne hasła i bezmyślne bazgroły. Nie musimy się z tym godzić, dlatego podejrzenia co do osób, które to robią kierujmy na policję. W innym wypadku nasze osiedla już niedługo będą wyglądały jak najgorsze slumsy.

Katarzyna Łażewska

A A A
02.05.2013
godz.14:04
 

Zapisz się na newsletter

najnowsze zdjęcia
kontakt
imię i nazwisko
adres e-mail
wiadomość