przejdź do Sochaczew.pl
152894 odwiedzin
Sochaczew przyjmie pacjentów z Gostynina

Szpital w Gostyninie - Kruku jest na skraju bankructwa. Wojewoda mazowiecki rozesłał do okolicznych szpitali, w tym i do naszego, pisma z pytaniem, ile może on udostępnić łóżek na każdym oddziale i ilu pacjentów dowożonych przez pogotowie może przyjąć na SORze.

Szpital w Gostyninie, jak poinformował nas dyrektor Piotr Szenk, już od pewnego czasu wstrzymał planowe przyjęcia. A zespoły ratownictwa medycznego mają zawozić chorych do szpitali ościennych, w tym do naszego. Do nas trafiają głównie pacjenci  z terenu gmin leżących między Gostyninem a Iłowem.

Czy za pacjentami przyjdą pieniądze?

Wygląda na to, że sytuacja w gostynińskim szpitalu stała się już na tyle niebezpieczna, że wojewoda musi brać pod uwagę jego ewakuację. Co najprawdopodobniej spowoduje, że część pacjentów trafi do Sochaczewa. Wydawałoby się więc, że dyrekcja naszego szpitala powinna się cieszyć, bo większa liczba pacjentów, to więcej pieniędzy, które „idą” za chorym. Jednak dyrektor Piotr Szenk nie przejawia specjalnego entuzjazmu.

 - Pacjentów i tak mamy wielu - mówi - co nie znaczy, że nie należy zabiegać o innych. Problem leży w zbyt małych limitach i niewygodnych dla funduszu nadwykonaniach. Dlatego jeżeli przyjmiemy pacjentów stamtąd, natychmiast będę zabiegał u władz mazowieckiego NFZ o przyznanie nam większego limitu punktów. Bo jeśli z Gostynina ewakuują pacjentów, to zabiorą im też kontrakty i mam nadzieję, że zostaną one podzielone proporcjonalnie na szpitale, które przejmą tamtych pacjentów.

Ile to wszystko kosztuje?

Nieszczęście Gostynina nie powinno nas oczywiście cieszyć, ale być może poprawi to nieco sytuację sochaczewskiego szpitala. Zawsze bliższa koszula ciału. Zwłaszcza, że placówka w Sochaczewie to jeden z największych pracodawców w mieście i powiecie, zatrudniający prawie 600 osób. W 2012 r. tylko na leki wydał 2.777 tys. zł, na żywność 4.443 tys. zł, na sprzęt jednorazowy (m.in. strzykawki, materiały opatrunkowe) - 852 tys. zł, na energię elektryczną 700 tys. i na gaz do ogrzewania szpitala 1.336 tys. zł. Taka jest skala szpitalnych wydatków.

Do tego dochodzą wynagrodzenia pracowników, które stanowią ok. 70 proc. szpitalnego budżetu. Kwota roczna wynagrodzeń to 22.175 tys. zł, plus ubezpieczenie, ZUS i inne pochodne, a więc tak naprawdę suma ta jest znacznie większa. To na pewno są olbrzymie pieniądze, ale nie da się przecież prowadzić szpitala bez załogi.

Powraca temat pogotowia

 - Popatrzmy chociaż na blok operacyjny - mówi dyrektor Szenk. - Tam muszą być w gotowości dwa zespoły. Jeden do operacji planowych i awaryjny, gdyby trzeba było przyjąć kogoś natychmiast, na przykład z wypadku. Zespół czuwający w pogotowiu może nie być użyty, a zapłacić ludziom trzeba. A przecież taki zespół to chirurg, anestezjolog, pielęgniarka anestezjologiczna, pielęgniarka instrumentariuszka, tzw. „brudna”, która donosi narzędzia i salowa, która ma pieczę nad wszystkim pod względem sanitarno-epidemiologicznym. Tyle osób bierze udział w jednej procedurze operacyjnej pacjenta.

To pokazuje, jakie koszty musi ponosić szpital, by mógł normalnie funkcjonować. Rzuca też pewne światło na ewentualne przyczyny upadłości szpitala w Gostyninie.

Przy tej okazji wróciła też sprawa pogotowia, bowiem firma Falck nie obsługuje terenu Gostynina. Zaś w naszym szpitalu pojawiła się telewizja, by rozmawiać właśnie na temat ratownictwa medycznego w rejonie. Bo przypomnijmy, że poprzedni operator pogotowia, firma Riemer, wygrał w sądzie z Narodowym Funduszem Zdrowia. Sprawa dotyczy nieprawidłowości przy wyborze operatora pogotowia, który to przetarg wygrał duński Falck. Program na ten temat obejrzymy niebawem na kanale INFO w Kurierze Mazowieckim.

Sławomir Burzyński 

A A A
14.02.2013
godz.08:14
 

Zapisz się na newsletter

najnowsze zdjęcia
kontakt
imię i nazwisko
adres e-mail
wiadomość