przejdź do Sochaczew.pl
166074 odwiedzin
Madagaskar - czerwona wyspa

Symbolem Madagaskaru jest palma ravenala. Przepiękne, duże drzewo o wachlarzowato ułożonych liściach. Jest na banknotach, kadłubach  samolotów, ogłoszeniach. Ale to o poinsecji mieszkańcy mówią Gwiazda Madagaskaru. Z dwóch  powodów: liść złożony na pół przypomina mapę wyspy a kolory- czerwony (kwiat), zielony (liście), biały (sok) to kolory flagi. W naturze roślina dorasta do 6 m wysokości i można ją znaleźć wszędzie. Dla dowcipnych kontury wyspy to odciśnięta lewa stopa.

Na zwiedzanie Madagaskaru mieliśmy 3 dni, trochę za mało jak na czwartą co do wielkości wyspę świata, ale lepsze to niż nic. Zaczęliśmy od stolicy.

Zabytki i pająki

Pierwsze wrażenie po wylądowaniu w Antananrivo jest bardzo miłe. Piękne miasto położone niezwykle malowniczo na wzgórzach, czerwone dachy domów, niska zabudowa i obfita zieleń z kwitnącymi na niebiesko dużymi drzewami. Szerokie ulice, ruch samochodów jak w Warszawie, tłumy ludzi w centrum. Szybko, chociaż nie bez przygód, znaleźliśmy przewodnika - młodego człowieka o imieniu Fafah.

Zaczęliśmy od tzw. górnego  miasta. Wspinając się mozolnie na wzgórza odwiedziliśmy Katedrę katolicką, którą w 1989 r. odwiedził Jan Paweł II, kościół protestancki i pałac ostatniego króla Madagaskaru.  Okazuje się, że już w XIX wieku sąd mieścił się w budynku wzorowanym na greckim Akropolu, który do dziś można oglądać. Na jednym z ogrodzeń można podziwiać długą na kilkadziesiąt metrów płaskorzeźbę, przedstawiającą historię niewolnictwa na wyspie. Zabytków niewiele ale przechadzając się malowniczymi uliczkami natykamy się na dwóch małych chłopców z bambusowymi, długimi tyczkami, którzy zawzięcie dziubią nimi coś w powietrzu. Głowa do góry i oczom naszym ukazuje się utkana z pajęczyny siatka, szerokości ok. 1 metra, między górą żywopłotu a linią elektryczną z nieskończoną ilością pająków wielkości  połowy dłoni. Jest to jedna z dziecięcych zabawek - ze spokojem wyjaśnia Fafah, dodając, że pająki nie są ani jadowite ani szkodliwe. Z dumą mówi, że tych właśnie nici pajęczych próbowano używać  do tkania kamizelek kuloodpornych.  Zresztą na Madagaskarze nie ma wcale jadowitych dla człowieka stworzeń. Dotyczy to również węży, które były używane do kradzieży samochodów. Wrzucone przez okno raczej nie robiły dobrego wrażenia, kierowca w panice opuszczał pojazd, zwykle bez zabierania kluczyka.

Pokropiło odchodami

Poruszamy się pieszo… na szczęście, chociaż wzgórza dadzą nam się we znaki w mięśniach następnego dnia. Antananarivo to miasto z największą ilością schodów na świecie i największą ilością drzew kwitnących na błękitno. To jakarandy, które zostały tu przywiezione z Brazylii. Wyglądają po prostu zachwycająco. Obsadzony nimi jest sztuczny zbiornik wodny w centrum miasta, na środku którego stoi piękny pomnik niepodległości  na cokole.

Spacer alejką pod drzewami to niezapomniane doznania. Towarzyszy nam lekki deszczyk, który wg Fafah jest odchodami owadów które żywią się kwiatami… To chyba niemożliwe bo nikomu to nie przeszkadza, włączając ulicznych sprzedawców jedzenia, którzy z pełnymi tacami z gracją poruszają się w tym ,,deszczyku”. Fafah ma poważną minę, ale chyba nas wkręca. Chyba.

Docieramy do najciekawszej dla mnie części miasta - targowiska. Lubię kolory, kształty i fakturę żywności, którą się handluje, zawsze odkrywam coś nowego. Tutaj są to maleńkie, wyglądające jak robaki, suszone rybki w wielkich koszach i stosy owoców. Jest sprzedawca ostryg segregujący je od razu na straganie, wielkie kosze bagietek sprzedawanych prosto z chodnika i masa ludzi. Bardzo dużo dzieci – od takich przy piersi i ledwie chodzących, po nieco większe. Wg Fafah  ludzie młodzi do 25 roku życia stanowią 60% populacji . Zwiedzanie kończymy w jednej z malutkich restauracyjek, przy talerzach malgaskiego ryżu.

Wszędzie tylko czerwień

 Następnego dnia jedziemy na południe odwiedzić Atsirabe - miasto położone na wysokości ok 1500 m nad poziomem morza, znane z leczniczych wód. Jedziemy samochodem, kierowca opiera się przed kursem w obie strony jednego dnia, mimo że to tylko ok 150 km. Wyjeżdżamy o 7.00, Anatananarivo jest tak zatłoczone, jakby to były godziny szczytu w Warszawie - wyjazd z miasta zajmuje nam pół godziny. Dalej jest tylko gorzej, droga prawie pusta, ale kręta i w górę, więc zajmuje nam ok 3,5 godziny. Krajobraz nieziemski - czerwona ziemia wzgórz, pagórki, góry, mętne, czerwone rzeki, zielone pola ryżowe i czerwone domki z czerwonymi dachami. Wszędzie cegła i bardzo pomysłowe piece do wypalania cegły. Układa się ją w czworokącie, suszy, później podpala ogień, który tli się przez tydzień, po czym budowlę się rozbiera  a cegły wykorzystuje. Z wyrobiska po jakimś czasie powstaje pole ryżowe, niestety ziemia szybko jałowieje,  więc potrzebne jest nowe i tak w kółko. Po drodze zatrzymujemy się, żeby obejrzeć malutki zakład przeróbki aluminium. Ze starych profili wytapia się w ceglanych piecach aluminium i odlewa naczynia, sztućce itp.

Docieramy do Antsirabe, położonego nad pięknym jeziorem w malowniczej powulkanicznej scenerii. Bardzo popularnym środkiem transportu jest tutaj  pousse-pousse (pus-pus) - rodzaj rikszy napędzanej przez człowieka.  W centrum jest nieprawdopodobny tłok, za to na obrzeżach sielsko-anielskie widoki. Wracamy, bo czas na zobaczenie tego, co występuje tylko na Madagaskarze - lemurów. Tym razem jedziemy miejscowym środkiem transportu międzymiastowego - taxibusem.  W malutkim, 12 miejscowym busie siedzi chyba 20 osób, każda z tobołkiem, na dachu samochodu reszta dobytku: rowery, skrzynki, worki. Zajmujemy z Fafah cały rząd - trzy miejsca, tyle ile się należy, ale zapłacić musimy za pięć, bo tyle by się zmieściło. Jest jednak bardzo sympatycznie, tubylcy uśmiechnięci i bardzo przyjaźni. Wyruszamy do lasu na spotkanie Króla Juliana. Pierwsze wrażenie nie do opisania. Lemury są na wyciagnięcie ręki, nie boją się i zachowują tak, jak w słynnej kreskówce.  Udało nam się zobaczyć kilka gatunków w tym maleńkie, mieszczące się w dziupli wielkości szklanki. Te bardzo przyjazne zwierzątka potrafią jednak też głośno bronić swojego terytorium i mogą być niebezpieczne.

Pełen tekst w najnowszej "Ziemi". 

Dorota Śliwicka

A A A
28.12.2012
godz.09:33
 

Zapisz się na newsletter

najnowsze zdjęcia
kontakt
imię i nazwisko
adres e-mail
wiadomość