przejdź do Sochaczew.pl
152854 odwiedzin
Marzenia się spełniają

Jak się okazuje, romantyczne historie przytrafiają się nie tylko ludziom. I choć nie zawsze to zauważamy, przeżywają je również zwierzęta. Wiemy o tym także z filmów, ale historia, którą chcę opowiedzieć, ma tę przewagę, że jest prawdziwa.

Do miejskiego schroniska „Azorek” w Kożuszkach najpierw trafił Nelson. Był to młody wilczek, bardzo pokrzywdzony przez los, bo nie miał przedniej lewej łapki. Jakiś czas później, a było to w roku 2005, w przytulisku pojawiła się sunia, a właściwie młody szczeniak. Dołączyła do 3-letniego wówczas, a więc, jak mówi kierownik „Azorka” Zyta Rybowicz, dorosłego już mężczyzny - Nelsona.

- Od tej pory Nelson swą niedolę w schronisku dzielił z ładną i mądrą suczką - opowiada pani Zyta. - Nazwaliśmy ją Nelsonowa. Była to wyjątkowa para. On kaleka, ona młoda i rezolutna, ale jak widać, u zwierząt takie rzeczy nie mają znaczenia. Wyglądało, że bardzo się kochali. I tak sobie razem żyli przez kilka lat.

W kwietniu 2008 roku szczęście uśmiechnęło się do Nelsona. Dzięki fundacji „Nero” udało się znaleźć dla niego dom i rodzinę. Niestety, aż w dalekim Gdańsku. Ale i tak w schronisku radości było co niemiara, bo naprawdę rzadko się zdarza, by przygarnął ktoś niepełnosprawnego psa. Tyle, że nowi właściciele mieszkali w bloku i nie mieli warunków, by zabrać również Nelsonową. Wiele też poświęcili czasu, by nauczyć trzynogiego Nelsona wchodzić po schodach. Obiecali jednak jego ukochanej, że jak tylko wybudują dom, do czego się przymierzali, to zaraz zabiorą również ją. Rozstanie na pewno musiało być bolesne, ale przecież Nelson spędził w schronisku  kilka lat, zapewne marząc o nowym domu.

Pani Nelsonowa na dobre wiadomości musiała czekać aż cztery lata. W tym czasie bywało różnie. Ostatnio doznała nawet udaru mózgu, na szczęście dzięki natychmiastowej pomocy weterynarza dość szybko doszła do siebie. Wreszcie, po siedmiu długich latach spędzonych w „Azorku, przyszedł jednak moment, gdy zadzwonił telefon z Gdańska. Rzadko zdarza się, by ktoś pamiętał o dawno danym słowie i niedoli schroniskowych zwierząt. Zwłaszcza, że trzeba przejechać szmat drogi do Sochaczewa i z powrotem po jedno małe zwierzę.

 - Nie wiem, czy ona to czuła - mówi Zyta Rybowicz - ale powtarzaliśmy jej, że za kilka dni zobaczy swojego Nelsona i ich psia miłość będzie mogła znów odżyć. Bardzo się cieszę, że te dwa serduszka znowu się spotkają. I jak tu nie wierzyć, że marzenia się spełniają? Nawet w psim schronisku.

Dziś wiemy już, jak wyglądało spotkanie Nelsonów. Poznały się natychmiast. W ruch poszły psie ogony i języki. Wylizywały się nawzajem, piszczały serdecznie się witając. To wprost niewiarygodnie, żeby niczego w ich życiu nie zmieniła ta długa, ponad czteroletnia rozłąka. Słysząc od właścicieli tej niezwykłej pary takie optymistyczne wieści, pani Zyta płakała za szczęścia. My również cieszymy się, że ta wcale nie bajka opowieść, ma baśniowe zakończenie.

Małgorzata Pałuba

A A A
20.12.2012
godz.08:42
 

Zapisz się na newsletter

najnowsze zdjęcia
kontakt
imię i nazwisko
adres e-mail
wiadomość