przejdź do Sochaczew.pl
167512 odwiedzin
Najważniejsza jest cierpliwość

W sochaczewskim muzeum pojawił się niedawno i od razu trafił w wir intensywnych wydarzeń. To przez jego ręce przechodzą wszystkie znaleziska z prowadzonych ostatnio wykopalisk w rejonie podzamcza. Krystian Marciniak jest konserwatorem zabytków i odpowiada za przygotowanie niedawnych znalezisk do planowanej w przyszłym roku ekspozycji. O swojej pracy rozmawia z Sebastianem Stępniem.

Jak to się stało, że trafił pan akurat do sochaczewskiego muzeum? Nie jest tajemnicą, że muzea w całym kraju szukają dobrych konserwatorów zabytków.
Na pewno wpływ miała dogodna dla mnie lokalizacja. Do tego w mieście posiadającym kilkusetletnią historię, co jest gwarancją, że znajdą się tu ciekawe zabytki, z którymi będzie można pracować. Odpowiedziałem na ogłoszenie o pracę na stanowisko asystenta muzealnego. Zaproponowałem przy tym moje umiejętności związane z konserwacją zabytków i ostatecznie zostałem zatrudniony właśnie na takim stanowisku.

Wygląda na to, że to dla pana ważne, aby pracować w swoim zawodzie.
Powstrzymywanie   procesów starzenia się i niszczenia zabytkowych przedmiotów od zawsze było moją pasją.

W jaki sposób zabezpiecza się takie wyciągnięte z ziemi, niszczejące przedmioty?
Pierwszą   podejmowaną czynnością jest oczyszczenie z osadów ziemnych, na które fachowo mówimy nawarstwienia podepozycyjne. Kiedy już się ich pozbędę, mogę ocenić, z czym mam do czynienia. Należy udokumentować znalezisko w stanie, w jakim znajduje się przed podjęciem dalszych, bardziej ingerujących w przedmiot prac konserwacyjnych. Następnie, w zależności od tego z jakim materiałem mam do czynienia, opracowuję plan konserwacji. Innych odczynników użyjemy do drewna czy skóry, innych w przypadku metali. Różne środki chemiczne sprawdzają się w zależności, czy mamy do czynienia z miedzią, złotem, albo innym stopem bądź metalem. Przydatna może być elektroliza, albo piaskowanie. Mam do dyspozycji rozległy wachlarz środków, wszystko zależy od przedmiotu.

Pana zadaniem w przypadku sochaczewskich znalezisk będzie doprowadzenie ich do takiego stanu, żeby, potocznie mówiąc, wyglądały jak nowe?
Są dwie szkoły. Można doprowadzić zabytek do stanu, w którym wygląda jak nowy, jednak w tym przypadku mówilibyśmy raczej o restauracji zabytku. W przypadku sochaczewskich znalezisk postawiliśmy na zatrzymanie procesów korozyjnych i powstrzymanie dalszego niszczenia przedmiotów. Dzięki temu zyskamy zabytki w stanie stabilności, czyli takim, w którym będziemy mogli je przechowywać w magazynie, albo wystawiać na ekspozycji, nie ryzykując, że będą ulegały dalszej degradacji.

Odnaleziona na podzamczu słynna już tablica, która trafiła do Sochaczewa najprawdopodobniej z pałacu w Dachau, nie doczeka się w takim razie nowej warstwy farby?
Jej pomalowanie byłoby właśnie restauracją, nie konserwacją. Dodatkowo, moim zdaniem, poddawanie jej restauracji mija się z celem z uwagi na to, że jest zdeformowana. Gdyby była płaska, można by pokusić się o połączenie jej dwóch odnalezionych elementów. Jednak nie jest ona żeliwna. Musimy pamiętać, że powstała w czasach, kiedy trwała wojna. Stal trafiała do przemysłu zbrojeniowego, a tablice tego typu odlewano z tańszych materiałów. Stop, z którego została odlana, jest dosyć kruchy i próby naprostowania najpewniej skończyłyby się dalszym zniszczeniem zabytku.

Ma pan teraz pełne ręce pracy. Co jest najtrudniejsze w konserwowaniu tych przedmiotów.
Zachowanie   cierpliwości (śmiech). Jest to żmudna praca w dość niebezpiecznych warunkach. Na co dzień mam do czynienia z środkami chemicznymi, ze których część jest żrąca, szkodliwe są nawet jej opary. Dlatego, mimo że często nie mogę się już doczekać finalnego efektu, najważniejsze jest spokojne, planowe działanie z zachowaniem zasad bezpieczeństwa. Czasami np.  znaleziona moneta jest w dobrym stanie i jej konserwacja zajmuje ledwie kilka godzin. Czasem jednak nawarstwienia na zabytku są tak trudne, że jego konserwacja zajmuje kilka dni.

Które znaleziska z wykopu na podzamczu są pana zdaniem najciekawsze?
Zabytki złote. Trafiła do mnie złota szpilka, kawałek złotego drutu, który mógł być wykorzystywany do wykonywania zdobionych wykończeń w którymś ze znajdujących się na podzamczu warsztatów. Mamy też nożyk ze złotymi zdobieniami. Archeolodzy natrafili również na ciekawy fragment skórzanego obuwia, którego kształt świadczy, że może pochodzić nawet z połowy XV wieku. Znaleziono również mnóstwo, bo przeszło 150, średniowiecznych monet, tzw. boratynek. Są bardzo pomocne przy datowaniu poszczególnych warstw wykopalisk, gdyż wybite są na nich daty.

Nie brakuje pewnie też znalezisk, może mniej spektakularnych z punktu widzenia przeciętnego odbiorcy, ale na pewno fascynujących dla historyka.
Archeolodzy natrafili na przykład na wysypisko, które pozwala nam dowiedzieć się, co wyrzucali średniowieczni mieszkańcy Sochaczewa. Dzięki temu docierają do mnie do konserwacji ścinki skórzane i inne odpadki z warsztatów. Takie materiały też oczywiście potrzebują odpowiedniego oczyszczenia. Możemy z nich wywnioskować, że pracujący w Sochaczewie rzemieślnicy byli gospodarni. Brakuje odpadków, które mogłyby się jeszcze do czegoś przydać. Każdy fragment ścinków próbowano wykorzystać, chociażby na rzemienie. Dodatkowo liczę na to, że na podstawie przedmiotów, które do mnie trafiają powstanie publikacja opisująca ten fragment podgrodzia z uwagi na znajdujące się w nim w poszczególnych okresach czasu warsztaty rzemieślnicze.

Z jakimi najstarszymi zabytkami z sochaczewskich wykopalisk pan pracuje?
Prawdopodobnie są to wspomniane już elementy obuwia, czyli skórzana podeszwa buta z połowy XV w. Możliwe, że są jeszcze starsze przedmioty, ale jesteśmy na etapie identyfikowania ich. Do tej pory do mojej pracowni trafiła już ponad setka przedmiotów. Głównie metalowych. Nie jestem w stanie zliczyć skór, ponieważ znajdują się jeszcze w workach zbiorczych i łącznie ważą kilkadziesiąt kilogramów. Do tego dochodzą kości i ceramika. Stanowisko w Sochaczewie okazało się naprawdę bardzo bogate. Podejrzewam, że gdyby istniała możliwość rozszerzenia wykopalisk wokół tego stanowiska, mielibyśmy gigantyczne zbiory przedmiotów średniowiecznych, czy z nowożytności. Jest to przecież centrum miasta, przy rzece, z dogodnie ulokowanym wzniesieniem. Od niepamiętnych czasów właśnie w takich miejscach prowadzone było osadnictwo.

To, co udało się odkryć dotychczas, samo w sobie jest niemałym zbiorem.
Jest to zbiór naprawdę ciekawy. Mam nadzieję, że jak najszybciej uda mi się przeprowadzić konserwację, tak żeby mieszkańcy Sochaczewa niedługo po nowym roku mogli zobaczyć na ekspozycji przedmioty, które należały do ich przodków.

A A A
21.11.2019
godz.09:59
 

Zapisz się na newsletter

najnowsze zdjęcia
kontakt
imię i nazwisko
adres e-mail
wiadomość