przejdź do Sochaczew.pl
141122 odwiedzin
Ciąg dalszy książkowych historii

Dla autora nie ma nic bardziej satysfakcjonującego niż fakt, że jego książka jest czytana. A gdy jeszcze spisane w niej historie odnajdują ciąg dalszy, to radość jest podwójna. Tak się dzieje w przypadku tomu „Lubię rozmawiać”.

Książka wyszła drukiem pod koniec maja, a jej promocja odbyła się podczas czerwcowych Dni Sochaczewa. Już wtedy trafiła do wielu osób, które uczestniczyły w jej premierze. „Lubię rozmawiać” to zbiór wywiadów i reportaży, które przez lata pisałam dla „Ziemi Sochaczewskiej”. Znajdują w nich rodzinne historie, powikłane losy, sukcesy i trudne momenty życia moich rozmówców lub osób, o których mi opowiedziały.

Jednym z przykładów może być postać Piotra Czobody, kierownika i dyrygenta orkiestry dętej, jaka przez lata istniała w „osiemdziesiątce”. Przez orkiestrę przewinęły się setki muzykujących uczniów tej szkoły, którzy do dziś wspominają „profesora”, choć nie uczył on żadnego przedmiotu. Piotr Czoboda był tajemniczą osobą, niewiele wiadomo o jego życiu prywatnym - skąd pochodził, jak trafił do Sochaczewa, czy miał rodzinę.

I tu z pomocą przychodzą czytelnicy. Jeden z nich twierdzi, że kiedy jako uczeń  grał w orkiestrze Czobody, ten zabrał ich kiedyś na wakacyjny obóz w okolice Włodawy, tuż przy obecnej granicy z Białorusią. Zaprowadził ich wtedy na cmentarz, na którym spoczywali jego rodzice. Wtedy powiedział, że to są jego rodzinne strony. To ważna informacja, bo żaden z moich rozmówców nie wiedział na pewno, skąd pochodzi Czoboda.

Podobnie było w przypadku reportażu o wielopokoleniowej rodzinie Łakomskich pt. „Dom dla pokoleń”. Wspominam tam pana Ryszarda Łakomskiego i jego relacje dotyczące powojennej siedziby UB w dawnym małym szpitalu przy ul. Staszica (obecnie budynek mieszkalny). Pan Ryszard wspominał, że jęki i krzyki męczonych ludzi słychać było u niego w domu. Jego rodzina dopowiadała, że w jakiś niewyjaśniony sposób docierał do tej katowni, przemycając chleb i środki opatrunkowe. Historię tę potwierdził inny czytelnik, którego ktoś z rodziny przychodził do budynku UB sprzątać pozostałości po torturach i opowiadał, że pan Ryszard, jako młody chłopak, był zaangażowany w pomoc więźniom.

Dziękuję wszystkim, którzy dopowiadają ciąg dalszy tym książkowym historiom. Dzięki temu opowieści te są jeszcze bliżej ludzi i miejsc, w których żyli.

Jolanta Śmielak-Sosnowska

A A A
07.08.2019
godz.07:42
 

Zapisz się na newsletter

najnowsze zdjęcia
kontakt
imię i nazwisko
adres e-mail
wiadomość