przejdź do Sochaczew.pl
140477 odwiedzin
40 pożarów jednego dnia

Przełom zimy i wiosny to okres wzmożonej pracy strażaków. To właśnie wtedy nadchodzi sezon na wypalanie traw i pozostałości roślinnych. Tylko 23 kwietnia sochaczewscy strażacy musieli interweniować około 40 razy. Czterokrotnie były to groźne, obejmujące wiele hektarów pożary.

Do pierwszego w tym roku pożaru traw doszło już 10 lutego w miejscowości Sianno. W kwietniu w powiecie sochaczewskim pożary wybuchały praktycznie każdego dnia. Najczęściej strażacy wysyłani są do gaszenia traw i nieużytków. Znaczną część takich zagrożeń jest w stanie zneutralizować kilku strażaków w ciągu godziny, jednak, z uwagi na panującą od miesiąca suszę i silne podmuchy wiatru, w kwietniu sytuacja stała się naprawdę groźna.

20 kwietnia strażacy otrzymali zgłoszenie o pożarze trawy w Czerwonce. Z powodu suszy ogień rozprzestrzeniał się tak szybko, że zanim ratownicy znaleźli się na miejscu, płonęły już dwa samochody, Opel Astra i tir Scania, zaparkowane na pobliskiej posesji. Do opanowania sytuacji potrzebnych było 12 strażaków, których działania trwały blisko dwie godziny i zakończyły się tuż przed północą.

Dzień wcześniej, 19 kwietnia ogień strawił około czterech hektarów trawy nad zalewem przy ul. Kościńskiego w Sochaczewie. Tym razem pożar był na tyle groźny, że do jego ugaszenia potrzebne były cztery zastępy druhów.

Prawdziwe apogeum przypadło jednak na 23 kwietnia, kiedy ogień rozprzestrzeniał się wyjątkowo szybko z uwagi na silny wiatr.

- Około godziny 11.00 zostajemy zadysponowani do groźnego pożaru lasu w Dachowej - relacjonuje wydarzenia Łukasz Ziębiński z OSP w Antoniewie. - Już spod naszej remizy widać kłęby dymu, a nasza radiostacja dosłownie „gotuje się” od ilości zgłoszeń. Po kilku minutach dojeżdżamy na miejsce. Niestety okazuje się, że pożarem objęty jest również las po drugiej stronie drogi krajowej nr 92. Sytuacja jest bardzo niebezpieczna i niezwykle dynamiczna. W pierwszej chwili trudno określić, gdzie znajdują się ogniska pożaru a także jaka jest jego powierzchnia. Po dokładniejszym rozpoznaniu okazuje się, że są przynajmniej trzy ogniska. Przystępujemy do działań i prosimy o dosłanie na nasz odcinek kolejnych zastępów, które zaczynają sukcesywnie docierać na miejsce, co po jakimś czasie pozwala opanować sytuację. Na szczęście po naszej stronie drogi nie dochodzi do pożaru wierzchołkowego, takiego jak po drugiej stronie szosy, gdzie nasi koledzy mają o wiele trudniejsze zadanie.

Łącznie w gaszeniu pożaru lasów w znajdującej się niecały kilometr od granic miasta miejscowości Dachowa wzięły udział 24 zastępy straży pożarnej – około 100 strażaków.

- Największy problem tego dnia stanowiły silne podmuchy wiatru – mówi nam kpt. Rafał Krupa z KP PSP w Sochaczewie. - Gdyby ogień nie rozprzestrzeniał się wyjątkowo szybko, jeden zastęp spokojnie zdążyłby dojechać na miejsce i zdusić zagrożenie w zarodku. Sytuacja stała się jednak bardzo poważna. Ogień pojawił się już w koronach drzew i zbliżał do zabudowań. Pożarem objętych zostało około czterech hektarów lasu.

Działania w Dachowej zajęły strażakom blisko trzy godziny. Nie mieli jednak czasu na odpoczynek, bo zaraz otrzymali zgłoszenie o kilku pożarach jednocześnie.

- O godzinie 13:37, chwilę po tym, jak zgłosiliśmy zakończenie działań na Dachowej, dyżurny dysponuje nas na ulicę Brochowską, gdzie palą się nieużytki nad Bzurą. Radio cały czas informuje, że pali się na Brochowskiej, w Wólce Smolanej, w Feliksowie. Większość zastępów działających przy pożarze lasu w Dachowej nie wraca do koszar, tylko zostaje wysłana do kolejnych zdarzeń – opowiada Łukasz Ziębiński.

W Wólce Smolanej płonęło około pięciu hektarów lasu. Z ogniem walczyło tu 50 strażaków. Dziesięć zastępów straży pożarnej wysłano w okolice Famułek Królewskich, gdzie ogień objął powierzchnię około 9 hektarów traw i trzcinowisk.

Na terenie powiatu strażacy gasili tego dnia jeszcze 36 mniejszych pożarów, a większości z tych zdarzeń udałoby się uniknąć, gdyby nie mania wypalana traw.

- Od pokoleń wśród wielu rolników panuje przekonanie, że wypalanie spowoduje szybszy i bujniejszy odrost młodej trawy, a tym samym przyniesie korzyści ekonomiczne. Nic bardziej mylnego. Ziemia wyjaławia się, bo zostaje zahamowany bardzo pożyteczny, naturalny rozkład resztek roślinnych oraz asymilacja azotu z powietrza – zaznacza kpt. Rafał Krupa.
Nie jest to jednak największe zagrożenie, na jakie zwraca uwagę kpt. Krupa. Po zimie trawy są wysuszone i palą się bardzo szybko. W rozprzestrzenianiu ognia pomagają także powiewy wiatru. W przypadku gwałtownej zmiany jego kierunku, pożary bardzo często wymykają się spod kontroli i przenoszą na pobliskie lasy i zabudowania. Niejednokrotnie w takich pożarach ludzie tracą cały dobytek, a nawet życie.

Sebastian Stępień
sebastian.stepien@sochaczew.pl

A A A
06.05.2019
godz.09:13
 

Zapisz się na newsletter

najnowsze zdjęcia
kontakt
imię i nazwisko
adres e-mail
wiadomość