przejdź do Sochaczew.pl
99958 odwiedzin
Trwa proces Przemysława G.

We wtorek 12 grudnia odbyła się druga rozprawa, w której w charakterze oskarżonego staje przed sądem były lider sochaczewskiej Platformy Obywatelskiej, z jej ramienia radny powiatowy, członek zarządu powiatu poprzedniej kadencji, Przemysław G. Jest on oskarżony o stosowanie groźby bezprawnej w celu wpływania na decyzje.

Przypomnijmy, że w ubiegłorocznym procesie przed Sądem Rejonowym w Sochaczewie Przemysław G. został prawomocnie skazany za łapownictwo bierne i nadużycie władzy, natomiast oczyszczony z zarzutu  stosowania groźby bezprawnej w celu wpływania na decyzje. Od tego wyroku odwołał się on do Sądu Okręgowego w Płocku. Przegrał jednak apelację z kretesem. Nie dość, że wyrok w dwóch pierwszych zarzutach został utrzymany, to jeszcze teraz jest ponownie sądzony za trzeci - stosowania groźby karalnej.

12 grudnia, podczas drugiej w tym procesie rozprawy, sąd przesłuchał dwóch świadków, byłą pracownicę szpitala powiatowego Anetę Ligner i jednocześnie szefową sztabu wyborczego KWW Przyjazny Samorząd, z którego oskarżony ubiegał się między innymi o fotel burmistrza Sochaczewa. Drugim świadkiem był wicestarosta sochaczewski poprzedniej kadencji Janusz Ciura.

Co mógł Przemysław G.?
Zeznania Anety Ligner różniły się od tych, jakie złożyła podczas pierwszego procesu w 2015 roku. Tym razem podkreślała, że oskarżony nie miał wielkiego wpływu na to, co działo się w starostwie, czy w podległych mu jednostkach. Jako jeden z przykładów podała jego rolę w tzw. zespole prasowym starostwa, do którego mieli należeć m.in. Janusz Ciura, oskarżony Przemysław G, p.o. dyrektora Wydziału Promocji, dziś polityk .Nowoczesnej, Marcin Podsędek oraz świadek Ligner. Zespół miał spotykać się co najmniej raz w tygodniu, by opracowywać strategię promocji jednostek podległych powiatowi.

Z zeznań Ligner z pierwszego procesu w 2015 wyłaniał się obraz oskarżonego G, jako jednej z najważniejszych, jeśli nie najważniejszej  osoby w zespole. Teraz świadek zdecydowanie stwierdziła, że zespołem kierował wicestarosta Janusz Ciura. - Wicestarosta był obecny na każdym spotkaniu tego zespołu - zeznawała - Tylko jeśli musiał wyjść wcześniej, przekazywał kierowanie spotkaniem panu Przemysławowi.
12 grudnia Ligner zeznała, że Przemysława G. zna jeszcze z podstawówki. W poprzednim procesie twierdziła, że poznała go ledwie kilka lat wcześniej. Co ciekawe, mimo tej i innych drobniejszych rozbieżności, świadek potwierdziła obie wersje swoich zeznań, nie zgłaszając żadnych uwag do tych poprzednich.

Kierownictwo szpitala, które w procesie pełni rolę oskarżyciela posiłkowego, uważa, że Aneta Ligner, zamiast działać na rzecz promocji powiatu i szpitala, w godzinach pracy głównie zajmowała się promocją osoby oskarżonego - w tamtym czasie szykującego się do wyborów. Według zeznań Wiesławy Załuskiej, wicedyrektor szpitala, świadek nie posiadała kompetencji do wypełniania obowiązków na powierzonym stanowisku. Dyrektor szpitala Piotr Szenk zeznał, że na zatrudnienie Ligner nalegał Przemysł G. Prokurator dodaje, że oskarżony nie dość, że wymusił jej zatrudnienie, to następnie wymuszał zwalnianie jej do prac we wspomnianym zespole prasowym.

W wersji wydarzeń, jaką przedstawia oskarżenie, zatrudnienie Ligner spowodowało wymierne straty dla szpitala, ponieważ świadczyła ona pracę na rzecz oskarżonego, pobierając wynagrodzenie z budżetu sochaczewskiej lecznicy.

Ligner odpierała zarzuty twierdząc, że dyrektor Załuska, która w szpitalu była jej bezpośrednią przełożoną, to osoba o ogromnej charyzmie i nie wyobraża sobie, że można było panią dyrektor zastraszyć, albo do czegokolwiek zmusić. O początkach swojej pracy w szpitalu wypowiadała się w samych superlatywach. Wspomniała o swoich projektach na promocję tej instytucji i o ogromnym zapale, z jakim zabrała się do ich wdrażania.

Świadek zeznała również, że o pracy w szpitalu dowiedziała się „być może z ogłoszenia w gazecie, a może pocztą pantoflową”, co miałoby wykluczać udział oskarżonego w uzyskaniu przez nią tego stanowiska. Jak twierdzi, wzięła udział w szerokiej rekrutacji, w której poza nią jeszcze inne osoby też otrzymały zatrudnienie w lecznicy na innych stanowiskach. Na pytanie, dlaczego w takim razie dokumenty, które złożyła w procesie rekrutacji były podpisane przez oskarżonego, stwierdziła: „Może dlatego, że w tamtym okresie odkupiłam od Przemka laptopa”.

Wicestarosta o procedurach i koalicji
Drugi przesłuchany tego dnia świadek to były wicestarosta powiatu sochaczewskiego Janusz Ciura. To właśnie jemu, jak twierdzi oskarżenie, dyrekcja szpitala skarżyła się na, jej zdaniem, bezprawne działania oskarżonego. To on miał wypowiedzieć zdanie „musicie to jakoś wytrzymać dla dobra koalicji”. Tymczasem świadek zeznał, że nie przypomina sobie, żeby kiedykolwiek coś takiego powiedział, za to kojarzy, że docierały do niego sygnały, jakoby oskarżony zachowywał się nieodpowiednio w stosunku do dyrekcji szpitala.

- W takich sytuacjach powtarzałem, że wszystko musi się odbywać w ramach przepisów. Że to do dyrektora należy zawsze ostatnie słowo - zeznawał świadek.

Kojarzył także sytuacje, w których oskarżony sugerował, że szpital prowadzony jest nieodpowiednio, co wydało mu się dziwne, bo wcześniej odnotował, że dyrektor Szenk i G. są w dobrej komitywie.

Z zeznań świadka wynika, że zgodnie z przepisami G. nie mógł mieć wpływu na obsadę stanowiska dyrektora. Do odwołania dyrektora potrzebna byłaby rekomendacja rady społecznej sochaczewskiego szpitala. W radzie tej zasiadał Janusz Ciura z ramienia organu założycielskiego szpitala, czyli starostwa powiatowego, ale oskarżony nie był jej członkiem i nie mógł mieć wpływu na jej działanie.

Pytany o funkcjonowanie oskarżonego w ówczesnej kierującej powiatem koalicji, Ciura zeznał, że ugrupowanie, którego był członkiem (Porozumienie Ziemi Sochaczewskiej) tworzyło koalicję z PSL, a także pojedynczymi osobami z innych ugrupowań. Dzięki temu formacja wicestarosty posiadała w radzie 11 z 21 głosów.

Zapytany o swoją obecność na spotkaniach zespołu prasowego starostwa zeznał, że zjawiał się tam czasami na chwilę, ale to oskarżony kierował pracami tego gremium. Pamięta za to, że dla zespołu prasowego szpital był bardzo ważny.

Ostatnia rozprawa w styczniu?
Przewodnicząca składu sędziowskiego nie ukrywa, że nie widzi powodów, aby sprawa trwała szczególnie długo. Uznała za zasadne przesłuchanie jeszcze czterech świadków, byłych członków zespołu prasowego starostwa. Czynności te planuje przeprowadzić na rozprawie 5 stycznia. Tego samego dnia zaplanowane jest wysłuchanie stron i zamknięcie przewodu. Gdyby się to udało, wyrok powinniśmy poznać przed 12 stycznia.

Sebastian Stępień
sebastian.stepien@sochaczew.pl

A A A
03.01.2018
godz.15:20
 

Zapisz się na newsletter

najnowsze zdjęcia
kontakt
imię i nazwisko
adres e-mail
wiadomość