przejdź do Sochaczew.pl
152854 odwiedzin
Świątynia z żywych kamieni

Dziełem życia śp. ks. prałata Józefa Kwiatkowskiego, w latach 1981-2009 proboszcza parafii w Boryszewie i Honorowego Obywatela Sochaczewa, była budowa „kościoła na górce”. Jej najtrudniejsze etapy przypadły na lata PRL, czas wiecznych braków, walki o każdą cegłę czy worek cementu. 

Ks. Józef już nie opowie nam o trudach budowy, na szczęście pozostały zdjęcia i wspomnienia, jak te spisane przez dr Agnieszkę Sławińską - historyka, nauczyciela z gimnazjum w Wiskitkach, która odbyła kilka rozmów z księdzem, tworząc na ich podstawie historyczny już materiał pt. „Uznanie za lata wyrzeczeń – o niezwykłym duchownym, który w zwykły sposób potrafił wiele osiągnąć”. W kilkanaście dni po śmierci ks. Józefa sięgamy do tych rozmów, by przypomnieć, jak tworzyło się coś wielkiego.

Ksiądz Józef Kwiatkowski został skierowany przez władze kościelne do pracy w Sochaczewie pod koniec 1980 roku. Miał wtedy za sobą 23 latach posługi w innych parafiach. 1 stycznia 1981 roku został proboszczem nowo powołanej parafii i za główny cel postawił sobie wybudowanie, obok kaplicy M. B. Nieustającej Pomocy, nowej świątyni. Już w 1981 roku powiadomił parafian o planach budowy kościoła, gdyż stara kaplica, utworzona w budynku mieszkalnym, nie mogła pomieścić wszystkich wiernych.

Jak pisze dr Agnieszka Sławińska, na początku proboszcz wybrał architekta – wykładowcę Politechniki Warszawskiej, dr. Grzegorza Figla. Wykonał on projekt przyszłej świątyni, który w drugiej zmienionej wersji został zaakceptowany przez Kurię Warszawską. Już w 1984 roku zatwierdzono dokumentację i wykonano wykop pod fundamenty nowej świątyni, co w ówczesnym okresie nie było takie łatwe. „...Trzeba było z tym projektem biegać w wiele miejsc: do województwa, do straży, do energetyki, do kilku innych  instytucji. Trzeba było mieć zgodę na taką budowę. No i w końcu, w ciągu trzech lat, te wszystkie zgody zebrałem, z tym, że, zanim uzyskałem zgody, to myśmy już zaczęli kopać...”.

W czasach komunistycznych wierni z parafii pomagali proboszczowi jak mogli. W latach 1985-1986 zalano stropy części podziemnej nowego kościoła.

29 listopada 1987 roku kardynał Józef Glemp dokonał poświęcenia i wmurowania kamienia węgielnego.  Proboszcz Józef Kwiatkowski wspomina: „Tylko msza była na stropie dolnym, mury nie wszystkie były wyciągnięte, w czasie uroczystej mszy ksiądz prymas Józef Glemp wygłosił wzniosłe kazanie...”. Po mszy świętej ksiądz prymas podpisał akt erekcyjny, który, zabezpieczony w tubie, został umieszczony w murze przy głównych drzwiach kościoła.

Kolejne 5 lat współpracy proboszcza Józefa Kwiatkowskiego i parafian przyniosło wzniesienie murów do pełnej wysokości na 12,5 m i zalania górnego stropu betonem. Budowniczy „kościoła na górce” spotkał się z wieloma problemami, które starał się rozwiązywać wspólnie z wiernymi, „... Najtrudniejszą częścią budowy kościoła było zaszalowanie, zazbrojenie i wylanie betonem stropu kościoła...”. Całość budowli pokryto dachem i wykonano prace odwadniające. Do zalewania górnego stropu został sprowadzony z Warszawy specjalistyczny samochód z pompą podającą beton, a nad prawidłowym przebiegiem robót, trwających od samego rana do godziny 12 w nocy czuwał Kazimierz Kaźmierczak i ksiądz proboszcz. Górny strop zalano w sumie w jeden dzień, oczywiście dzięki przygotowywanym wcześniej przez wiele miesięcy stalowym zbrojeniom. Nie od razu zalano piękny, jak dziś powiedziałby laik wchodzący pierwszy raz do świątyni, gwieździsty sufit, który robi ogromne wrażenie, „Te poszczególne wklęsłe trójkąty na suficie, których było ponad 700 o krawędzi 1m 90 cm,  trzeba było robić oddzielnie, te zbrojenia połączyć różnymi podciągami u góry. Te trójkąty zalewaliśmy taczkami, chodziła winda i stopniowo zalewaliśmy poszczególne elementy...”.

Proboszcz Józef Kwiatkowski zakupił tę zasłużoną windę, będącą w dobrym stanie, jeszcze w latach 80. za symboliczną kwotę od dyrektora Zakładów Energomontaż Północ. Sam sprzedający miał problemy i musiał tłumaczyć się bezpiece, że sprzedany towar nadawał się na złom, a przecież służył na budowie prawie 15 lat. W latach 1994-1997 doprowadzono budynek do stanu surowego zamkniętego, a w 1998 roku na dachu kościoła ustawiono widoczny wszędzie i będący jego znakiem rozpoznawczym, 30–metrowy krzyż.

Z tym krzyżem również wiąże się pewna historia: „...Architekt  zaprojektował krzyż zbrojony - zrobiony z drutu i zalany betonem. Krzyż ten byłby bardzo ciężki, obciążający mury świątyni.[...] Inżynier Pyrak - konstruktor, zaprojektował krzyż, który inżynier Ludwik Chyży wykonał w Energomontażu. Krzyż został wykonany z grubej  blachy, dzięki temu jest o wiele lżejszy. Ten metalowy też ważył kilka ton. Ja to wspominam ze wzruszeniem, bo wtedy naszą parafię nawiedziła figura Matki Boskiej Fatimskiej. 18 września ten krzyż jeszcze nie był ustawiony. To jest historyczny moment. Poprzedniego dnia była taka wichura, że mowy nie było, żeby można było ustawiać krzyż. I to wszystko jakimś cudownym zbiegiem okoliczności, że i dźwig się znalazł, że wiatr się uciszył, i ten krzyż został przygotowany, podniesiony do góry, robotnicy go przyspawali do podium, które zostało tam zrobione. W tym widzę wyraźny znak pomocy od Matki Bożej Fatimskiej. Na tę uroczystość peregrynacji figury przybyły tłumy wiernych”.

Ksiądz proboszcz przez kolejne lata czuwał nad wykończeniem świątyni - miejsc stanowiących dzisiaj wizytówkę kościoła: marmurowej, lśniącej posadzki oraz reprezentacyjnego ołtarza. Tak jak krzyż, każde z tych miejsc ma swoją historię. Część funduszy na piękną marmurową posadzkę ksiądz Józef Kwiatkowski otrzymał od swojego kolegi ze Stanów Zjednoczonych, księdza Kazimierza Zastawnego, a wykonawca tego zlecenia wziął za swoją pracę symboliczną zapłatę i potraktował to jako reklamę swojej firmy. Wewnątrz ściany świątyni zostały wypełnione starymi, odrestaurowanymi stacjami Drogi Krzyżowej, które proboszcz Józef Kwiatkowski otrzymał za darmo od księdza proboszcza z Gąbina, jego kolegi,  „...Te stacje były w przedwojennym, gotyckim kościele w Gąbinie. Kościół ten Niemcy rozebrali. W czasie rozbiórki parafianie gąbińscy zdjęli stacje z murów kościoła i je ukryli. W czasie okupacji leżały przykryte w ziemi. Po wojnie te stacje zostały wykopane i wstawione pod dach. One tak stały, psuły się i kruszyły, a ponieważ nowy kościół został wybudowany w stylu nowoczesnym, był o wiele mniejszy od poprzedniego, te stacje nie pasowały do wnętrza świątyni...”.
Ksiądz Kwiatkowski sprowadził stacje do parafii na górce i razem z Komitetem Budowy Kościoła zadecydował o ich renowacji i zawieszeniu w nowo wybudowanym kościele, „(...)renowacja kosztowała. Konserwatorzy dorabiali poszczególne brakujące elementy płaskorzeźb. Na spotkaniach z Radą Parafialną wybieraliśmy kolory tła i kolory ram obrazów. Stacje nie są zgodne z nowoczesną architekturą kościoła, ale są ładne, wypełniają ściany. To są obrazy o wysokości 2 m”.

W ostatniej chwili zmieniano również projekt ołtarza i prezbiterium, czyli centralnej części kościoła, „...To jest pomysł siostry zakonnej, która wróciła z Włoch po studiach w Mediolanie, ona skończyła architekturę i ona zaprojektowała prezbiterium: tam jest zrobione takie ładne tabernakulum, pozłacane, ołtarz posiada kształt owalu pasujący do architektury wnętrza kościoła, jest ikona – obraz Matki Bożej Nieustającej Pomocy. Ona też znalazła wykonawcę tego obrazu, artystę z Kielc”. Ikona znajdująca się w ołtarzu głównym i tabernakulum zostały przywiezione przed samą konsekracją, gdyż ksiądz biskup Alojzy Orszulik odchodził na emeryturę i chciał osobiście dokonać poświęcenia nowego kościoła. Do 2003 roku wykonano wszystkie prace wykończeniowe oraz urządzono stosownie wnętrze kościoła. 28 czerwca 2003 roku ksiądz biskup Alojzy Orszulik dokonał uroczystej konsekracji świątyni.

Prałat Kwiatkowski podczas wznoszenia nowego kościoła spotkał się ze wsparciem parafian, którzy mówili o swoim duszpasterzu: „No, jest ten Komitet Budowy Kościoła, ale my jesteśmy po to, żeby księdzu nie przeszkadzać”.

Dla parafian proboszcz pozostanie niezwykłym duchownym, który w zwykły sposób potrafił osiągnąć cel wyznaczony przez siebie i kardynała Stefana Wyszyńskiego. Przesłanie księdza prałata dla „parafian z górki” brzmi następująco, „No, ja bym chciał, żeby ludzie byli jakoś zaangażowani, żeby podtrzymywali to wielkie dzieło, żeby wszystkie ich tęsknoty i pragnienia się wypełniły. Ja na pewno wszystkich traktuję jak swoją rodzinę(…) Wszyscy to czujecie, że między nami jest więź ogromna”. (opr. daw)

A A A
17.01.2017
godz.11:45
 

Zapisz się na newsletter

najnowsze zdjęcia
kontakt
imię i nazwisko
adres e-mail
wiadomość