przejdź do Sochaczew.pl
140513 odwiedzin
Może lepiej taksówką

O zbliżającej się podwyżce cen obowiązkowego ubezpieczenia OC analitycy alarmowali już od początku 2015 roku. Temat stał się głośny dopiero, kiedy kierowcy otrzymali wyceny nowych umów ubezpieczeniowych w roku bieżącym. Stawki poszybowały w górę średnio o 46 procent, a wszystko wskazuje na to, że to dopiero początek podwyżek.

Od 2006 roku na rynku firm świadczących OC na terenie Polski trwała wojna cenowa. W tym czasie wysokość tych składek w naszym kraju należała do najniższych w Europie. Trzeba pamiętać, że wiązały się z tym również niższa jakość likwidacji szkód i niższy poziom wypłat odszkodowań. Sytuację zmieniła dopiero interwencja Komisji Nadzoru Finansowego. W kwietniu 2015 roku Komisja wprowadziła specjalne wytyczne dla ubezpieczycieli. Dokument uniemożliwił już naciąganie standardów świadczonych w ramach ubezpieczenia i wprowadził ich standaryzację.

Młodzi powypadkowi zapłacą majątek
Oferty prawie trzydziestu działających na naszym rynku ubezpieczalni najłatwiej porównać za pośrednictwem portalu rankomat.pl. Jeżeli zestawimy najpopularniejszą na naszych drogach pojemność silnika (1,6 litra), właściciele takich aut zapłacą w tym roku aż o 54 proc. więcej za OC w porównaniu do adekwatnego okresu zeszłego roku. Najłagodniej podwyżkę odczują właściciele aut o pojemności silnika 1,2 litra, ale to i tak wzrost o 37 proc. Posiadacze pojazdów z silnikiem diesla o pojemności dwóch litrów zapłacą o 43 proc. więcej.

W najgorszej sytuacji są młodzi kierowcy, którzy posiadają prawo jazdy od niedawna, nie wypracowali jeszcze zniżek, a już zdarzyło im się doprowadzić do kolizji drogowej. W ich przypadku składka za obowiązkowe ubezpieczenie pojazdu poszybuje w górę o kilkaset procent, nawet  do blisko 20 tys. zł za rok. W takim wypadku bardziej od posiadania pojazdu może opłacić się korzystanie z taksówki.

Dlaczego tak drogo?
Tak drastyczne wzrosty cen spowodowane są kilkoma czynnikami. Poza wspomnianą już interwencją KNF, dochodzi choćby fakt, że ofiary wypadków obejmowane są coraz szerszą ochroną w sądach, a co za tym idzie z każdym rokiem rosną wypłacane im odszkodowania. W ubiegłym roku ubezpieczyciele wypłacili ofiarom wypadków drogowych 1,3 mld zł.

- Ubezpieczalnie nie przerzucały do tej pory tych kosztów na swoich klientów, bo nie pozwalała im na to duża konkurencja na rynku - mówi Łukasz Nonas, przedstawiciel jednej z firm ubezpieczeniowych działających na terenie Sochaczewa. - Doprowadziło to do sytuacji, w której, w zeszłym roku, nasz sektor odnotował 800 mln zł straty. Firmy ubezpieczeniowe nie mogą sobie pozwolić na działanie w takich warunkach.

Trzeba mieć przy tym świadomość, że to dopiero początek podwyżek. Ubezpieczyciele podnoszą stawki możliwie stopniowo, żeby zmniejszyć szok kierowców. Rok 2017 ma być droższy od 2016 znów o około 50 proc.

Uciec przed podwyżką
Według szacunków policji, wśród samochodów poruszających się po sochaczewskich drogach, już teraz około pół procenta nie ma wykupionego OC. Ubezpieczalnie odnotowały przy tym wzrost ilości klientów, którzy po otrzymaniu wyceny, nie opłacają polisy.

- Trzeba pamiętać, że kierowca, który spowoduje kolizję lub wypadek nieubezpieczonym samochodem, wszelkie odszkodowania będzie musiał zapłacić z własnej kieszeni - powiedziała nam Agnieszka Dzik, oficer prasowy KPP w Sochaczewie. - Kierowcy przyłapani przez policję na jeździe bez OC tłumaczą się najczęściej niepamięcią i roztargnieniem. Nie ma to jednak znaczenia, bo kary, które muszą być na nich nałożone, są dotkliwe. Jeśli auto jest nieubezpieczone tylko przez dwa tygodnie, w przypadku samochodu osobowego jest to 3,7 tys. zł, a od stycznia 2017 roku wzrośnie do 4 tys. zł. Za nieubezpieczoną ciężarówkę kara wynosi 6 tys. zł. Po upływie dwóch tygodni, w obu przypadkach, każdego dnia rośnie o kilka procent.

Jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie od przedstawiciela jednej z ubezpieczalni, od części skutków podwyżek mogą uchronić się osoby, które posiadają rodzinę w województwie podlaskim.

- W tym rejonie podwyżki są najmniejsze, ale i tak wynoszą średnio 28 proc. W każdym razie, jeśli mamy tam krewnego, który byłby skłonny ubezpieczyć na siebie nasz samochód, jest to jakieś wyjście - stwierdza nasz rozmówca.

Sebastian Stępień
sebastian.stepien@sochaczew.pl

Ilustracja pochodzi z portalu: BIZBES.INTERIA.PL

 

A A A
27.12.2016
godz.08:29
 

Zapisz się na newsletter

najnowsze zdjęcia
kontakt
imię i nazwisko
adres e-mail
wiadomość